- Wychodzi na to, iż ten lekarz adekwatnie w ogóle nie śpi - uznała Joanna Wicha z Nowej Lewicy. Mowa o 28-letnim Dawidzie Kacprzyku z Warszawy, który w rok zarobił 1,6 mln zł, choć nie ma specjalizacji. Co więcej, jest on dzielnicowym radnym KO. Szef parlamentarnego klubu tej partii Zbigniew Konwiński wskazywał w "Śniadaniu Rymanowskiego", iż Kacprzyk znalazł zatrudnienie w otwartym konkursie.
Bajońskie zarobki 28-letniego lekarza. Burza u Rymanowskiego. "Nie wierzę w takie przypadki"

Politycy w "Śniadaniu Rymanowskiego" dyskutowali o sprawie 28-letniego Dawida Kacprzyka - lekarza bez specjalizacji, który został koordynatorem SOR-u w warszawskim Szpitalu Południowym. W tej placówce zarobił w ciągu roku 1,6 mln zł. Kacprzyk jest zarazem dzielnicowym radnym KO, a skalę jego zarobków ujawniło oświadczenie majątkowe, jakie musiał złożyć jako samorządowiec.
Joanna Wicha (Nowa Lewica), która z zawodu jest pielęgniarką, przyznała, iż sprawa Kacprzyka absolutnie ją "zszokowała i oburzyła". Zwróciła uwagę, iż lekarz etatowy zarabia zwykle od 9 do 11 tys. zł brutto, a choćby specjalista maksymalnie około 20 tys. zł. Na tym tle ponad 100 tys. zł miesięcznie posłanka ocenia jako "skandaliczną sytuację".
- Gdyby zsumować wszystkie jego etaty i dodatkowe zlecenia, za które miał otrzymywać pieniądze, wychodzi na to, iż ten lekarz adekwatnie w ogóle nie śpi - wskazała na antenie Polsat News.
28-letni lekarz zarobił 1,6 mln zł. Głośna sprawa Dawida Kacprzyka
Posłanka Nowej Lewicy wskazała też bezpieczeństwo pacjentów. Jak tłumaczyła, skoro lekarz miał pracować niemal 11 godzin dziennie to pojawia się pytanie, czy jest wystarczająco wypoczęty, by odpowiednio wykonywać obowiązki na SOR-ze. - o ile ktoś pracuje od rana do nocy, to jak bardzo jest gotowy do pomagania pacjentom? - pytała.
ZOBACZ: "Zagrożenie życia i zdrowia". Anna Bryłka o planach resortu zdrowia
Według ustaleń "Gazety Wyborczej" Kacprzyk pełne prawo wykonywania zawodu uzyskał półtora roku temu i nie ma specjalizacji. Zgodnie z przepisami w takiej sytuacji nie powinien zostać koordynatorem SOR-u. Bogdan Rymanowski zapytał więc przedstawiciela KO, Zbigniewa Konwińskiego, jak doszło do zatrudnienia Kacprzyka i czy znaczenie mogła mieć jego przynależność partyjna.
Szef klubu KO przyznał, iż zna sprawę głównie z mediów i z dostępnych informacji wynika, iż Kacprzyk został zatrudniony w otwartej procedurze konkursowej. Jednocześnie dopowiedział, iż "oczywiście zdaje sobie sprawę jak to wygląda", ale - jak zaznaczył - problem wysokich kontraktów lekarskich nie dotyczy wyłącznie tego jednego przypadku i powinien zostać systemowo uregulowany.
Są pieniądze na wysokie wypłaty, a brakuje ich na leczenie pacjentów?
Wyjaśnienia Konwińskiego nie przekonały polityków opozycji. Wojciech Machulski (Konfederacja) ocenił, iż "nie wierzy w takie przypadki", w których młody radny KO otrzymuje tak dobrze płatne stanowisko w szpitalu zarządzanym przez miasto, gdzie władzę ma jego partia. Według niego nie tylko spółki Skarbu Państwa, ale także miejskie instytucje mogą stawać się "paśnikami" dla ludzi związanych z partiami.
ZOBACZ: Ataki padaczki i problemy z mówieniem. Lekarze nie potrafią rozpoznać choroby
Podobnie argumentował Radosław Fogiel (PiS). Jak przekonywał, sprawa jest bulwersująca na kilku poziomach: ze względu na wiek lekarza, brak specjalizacji, wysokość zarobków oraz sytuację pacjentów. Według niego trudno mówić o zwykłym konkursie, gdy w tle są polityczne powiązania, a jednocześnie w ochronie zdrowia brakuje pieniędzy na diagnostykę i zabiegi.
Inaczej sprawę widzi wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski (PSL). Nie bronił konkretnego przypadku, ale przekonywał, iż wysokie kontrakty lekarzy są skutkiem niedoboru kadr. Jego zdaniem dyrektor szpitala często ma wybór między zaakceptowaniem warunków finansowych lekarza a pozostawieniem pacjentów bez opieki, dlatego źródłem problemu jest brak wystarczającej liczby lekarzy i pielęgniarek, a rozwiązaniem powinny być inwestycje w kształcenie medyków.


2 godzin temu










