Działania mocarstw na arenie międzynarodowej rzadko kiedy wywołują jednoznaczne reakcje. Dla jednych są demonstracją siły i sprawczości, dla innych – przejawem arogancji i naruszania reguł gry. Szczególnie ostre emocje budzą tam, gdzie czyjś interes zostaje naruszony.
Nie inaczej jest w przypadku operacji porwania i postawienia przed sądem wenezuelskiego dyktatora Nicolása Maduro oraz jego żony. Politycy i media przychylne Stanom Zjednoczonym ogłosiły ją sukcesem i dowodem skuteczności amerykańskich służb. W tej narracji to sprawne, zdecydowane działanie wobec reżimu, który od lat destabilizuje region. Zupełnie inaczej patrzą na to państwa nieprzychylne Waszyngtonowi oraz część zachodnich mediów liberalno-lewicowych. Dla nich operacja jest kolejnym przykładem imperialnych ambicji obecnej administracji USA. W tle dostrzegają nie tyle walkę o sprawiedliwość, ile walkę o wpływy – i o wenezuelską ropę naftową, uznawaną za największe potwierdzone zasoby na świecie. Twierdzi tak choćby brytyjski think tank Chatham House, który określa działania amerykańskie jako złamanie prawa międzynarodowego. Z kolei Council for Foreign Relations w swoim komentarzu wskazuje, iż uzasadnieniem interwencji było odebranie pieniędzy ukradzionych amerykańskim koncernom w czasie nacjonalizacji w 2006 r. Natomiast BBC News w swoim artykule opisującym bieżącą sytuację w Wenezueli podkreśla znaczenie deklaracji sekretarza stanu Marco Rubio o kontrolowaniu wpływów z handlu ropą naftową przez Stany Zjednoczone, aby skierować je na rozwój kraju, a nie do kieszeni zwolenników Maduro.
Owszem, to prawda, iż – jak wiele zresztą mocarstw – również Stany Zjednoczone przeprowadzały operacje w celu uzyskania dostępu do określonych surowców, ale nie było to powodem jedynym ani choćby często najważniejszym.
Wśród tych innych powodów można wymienić położenie geostrategiczne danego obszaru, rywalizację o wpływy z innymi mocarstwami, ochronę interesów firm amerykańskich czy szlaków komunikacyjnych. Dotyczy to całego okresu po II wojnie światowej, jak również wcześniejszych działań prowadzonych pod koniec XIX i na początku XX w. Wystarczy wspomnieć dwie największe wojny, jakie Amerykanie stoczyli w czasie zimnej wojny, tj. w Korei i Wietnamie. Stawką w nich nie były w głównej mierze zasoby naturalne tych państw, a raczej potrzeba przeciwstawienia się marszowi komunizmu i rywalizacja z blokiem wschodnim oraz ich strategiczne położenie. Były one praktyczną realizacją Doktryny Powstrzymywania, stanowiącej jeden z filarów wielkiej strategii USA w czasie rywalizacji ze Związkiem Sowieckim. Znaczenie miała też teoria domina, zgodnie z którą upadek jednego kraju, np. Korei Płd. mógł doprowadzić do przejęcia następnego, w tym przypadku Japonii, przez komunistów. Zdobycze w postaci surowców naturalnych były dodatkowym bonusem obok możliwości rozszerzenia sieci baz wojskowych na nowe obszary i roztoczenia kontroli nad przylegającymi do nich akwenami wodnymi. Interesujące jest to, iż do 1961 r. USA w dużej mierze utrzymywały Koreę Płd., gdyż ówczesny prezydent Syngman Rhee i jego administracja nie zdołały wprowadzić skutecznej polityki prorozwojowej. Wskutek tego Stany Zjednoczone chcąc utrzymać przeciwwagę dla komunistycznych wpływów w Korei Płn., musiały wspierać swojego partnera finansowo.

Zamach stanu w Iranie w 1953 r. przeprowadzony wspólnie przez wywiady brytyjski i amerykański był reakcją na nacjonalizację irańskiego przemysłu naftowego przeprowadzoną przez rząd premiera Mohammada Mosaddegha. W tym przypadku chodziło o Anglo-Iranian Oil Company, w tej chwili BP. Jednak drugim, równie ważnym, powodem była możliwość ustanowienia obecności Związku Sowieckiego w Iranie. Zwłaszcza iż przed I wojną światową, ówczesna Rosja miała na północy tego kraju swoją strefę wpływów, z kolei południowa część była wówczas zarządzana przez imperium brytyjskie. Z kolei operacja przeprowadzona w Bejrucie w 1958 r. miała również, podobnie jak w Iranie, na celu zastopowanie potencjalnego rozszerzenia się sowieckiej strefy wpływów na Bliski Wschód i jednocześnie osłabienie pozycji egipskiego prezydenta Gamala Abdela Nassera, który po krótkim okresie kooperacji z USA zaczął realizować swoją panarabską agendę we współpracy z ZSRR. Warto zauważyć, iż gdy dwa lata wcześniej, w 1956 r. Brytyjczycy, Francuzi i Izraelczycy przeprowadzili interwencję w celu przywrócenia kontroli nad kanałem Sueskim po jego nacjonalizacji przez Egipt, Amerykanie razem ze Związkiem Sowieckim zmusili te państwa do odwrotu. USA nie chciały być wiązane z działaniami uznawanymi za wspieranie porządku kolonialnego oraz utrudniać sobie krytykę sowieckiej interwencji na Węgrzech, która miała miejsce w tym samym czasie. Reakcja ta pokazuje, iż Stany Zjednoczone nie wahały się przed realizacją swoich interesów kosztem choćby ważnych sojuszników.
Motywy interwencji w Gwatemali w 1954 r. były podobne, jednak w tym przypadku dużą rolę odegrały interesy amerykańskiego biznesu. Koncern United Fruit Company (UFCO) mocno lobbował administrację prezydenta Eisenhowera za przeprowadzeniem tej operacji w celu ochrony swoich zasobów ziemi. W ten sposób firma próbowała reagować na reformę rolną, która pozbawiła koncern 40 proc. dotychczas posiadanej w tym państwie ziemi. UFCO była największym właścicielem ziemi i pracodawcą w Gwatemali (15 tys. pracowników), wraz z zależną od siebie spółką kolejową International Railways of Central America (IRCA), 5 tys. zatrudnionych. Zmiana władzy w Gwatemali była też podyktowana obawą przed rozszerzaniem wpływów komunistycznych w Ameryce Łacińskiej. UFCO przeprowadziła kampanię marketingową oskarżając prezydenta Jacobo Arbenza o komunistyczne sympatie, a odbrenia ziemi jako wstęp do udostępnienia jej Związkowi Sowieckiemu. Wobec narastającej aktywności komunistów w Ameryce Łacińskiej, przedstawiających siebie jako wyzwolicieli z kolonialnego i feudalnego ucisku, te obawy nie były bezpodstawne. Operacja zakończyła się osadzeniem na urzędzie prezydenta Castillo Armasa W przypadku Kuby i objęcia tam władzy przez komunistów Fidela Castro potwierdziły się najgorsze oczekiwania amerykańskich elit politycznych co do ekspansji komunistów w Ameryce Południowej. Wobec ogromnego zasięgu amerykańskich inwestycji w całą kubańską gospodarkę, jej nacjonalizacja doprowadziła do poważnych strat firm ze Stanów Zjednoczonych. Według danych z RAND tuż przed rewolucją Castro firmy z USA miały udziały w 90 proc. usług telefonicznych i elektrycznych, 50 proc. państwowych kolei oraz 40 proc. w produkcji surowego cukru. Upadek rządów Fulgencio Batisty oznaczał wymierne straty finansowe amerykańskich firm oraz pojawienie się reżimu komunistycznego w zasadzie u bram Stanów Zjednoczonych (raptem 90 mil od południowych wybrzeży Florydy), co zresztą było pierwotną przyczyną kubańskiego kryzysu rakietowego, mogącego w rezultacie doprowadzić do wojny jądrowej między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Sowieckim. W zgodnej opinii historyków był to jeden z najniebezpieczniejszych momentów zimnej wojny. Działania USA, nakierowane na obalenie rządów Fidela Castro, były podyktowane pojawieniem się komunistycznej dyktatury blisko amerykańskich wybrzeży oraz chęcią odzyskania utraconych inwestycji. W tę listę wpisuje się też interwencja na Grenadzie, przeprowadzona w 1983 r., kiedy na wyspie Grenada władzę objął rząd komunistyczny wspierany przez Kubę. W tym przypadku również chodziło o powstrzymanie ewentualnych dążeń do ustanowienia kolejnego przyczółku sowieckich wpływów, potencjalnie z możliwością używania lotniska, modernizowanego przy udziale kubańskich wojskowych. Interwencje, mimo iż nie zawsze używano takiego uzasadnienia, wpisywały się w szerokim kontekście w doktrynę Monroe, która określała zachowanie kolejnych amerykańskich administracji wobec zachodniej półkuli od lat 20. XIX w. Taki charakter miała większość operacji amerykańskich wywiadowczych i militarnych prowadzonych w krajach Ameryki Łacińskiej w okresie zimnej wojny.
Przywrócenie porządku międzynarodowego stało za I wojną w Zatoce Perskiej, w której koalicja międzynarodowa pod amerykańskim przywództwem wyzwoliła Kuwejt z okupacji irackiej. Oczywiście zasoby ropy naftowej i gazu ziemnego tego kraju również były niebagatelną przyczyną podjęcia tej operacji. Konieczność przywrócenia równowagi w regionie strategicznie ważnym dla światowej gospodarki, z uwagi na znajdujące się w nim zasoby ropy i gazu, to istotny powód sformowania koalicji obejmującej państwa zachodnie i najważniejsze kraje arabskie. W tym przypadku zachowanie płynnego przepływu surowców miało istotne znaczenie dla niezakłóconego funkcjonowania światowej gospodarki. Zatem przyczyną podjęcia działań nie były jedynie same zasoby ropy naftowej i gazu ziemnego, ale też ich znaczenie dla całej gospodarki światowej. Ta wojna miała jednak znaczące fundamenty prawne, w postaci rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 661 o całkowitym zakazie handlu z Irakiem i nr 678 sankcjonującą użycie sił zbrojnych przeciwko irackim siłom.
Interwencja w byłej Jugosławii była podyktowana dążeniem do zakończenia krwawej wojny domowej i ustanowienia punktu zaczepienia dla wpływów amerykańskich na Bałkanach. Lata 90. to czas dominacji amerykańskiej na świecie. Po zakończeniu zimnej wojny i rozpadzie Związku Sowieckiego nie było na świecie państwa o porównywalnym potencjale gospodarczym i militarnym. W Bośni i Hercegowinie wobec nieustających walk, często związanych z czystkami etnicznymi przeprowadzanymi zresztą przez wszystkie strony konfliktu i braku zdecydowanej reakcji państw europejskich, Stany Zjednoczone zdecydowały się podjąć działania zmierzające do zakończenia wojny, z sukcesem w postaci Porozumienia z Dayton. Natomiast interwencja w Kosowie, również mająca na celu zapobieżenie zakończenie konfliktu z pobudek humanitarnych wywołała ożywione dyskusje. Wskazywano na brak zrozumienia strony zachodniej dla historycznych uwarunkowań tego konfliktu, ze znaczeniem Kosowa w serbskiej historii oraz na niejasne uwarunkowania prawa międzynarodowego, jakie użyto w celu stworzenia prawnego uzasadnienia tej interwencji NATO. Według ocen w czasie starć przed interwencją NATO miało zginąć 2652 osoby, a w czasie interwencji dalsze 9426. Konsekwencją tej operacji oraz przekonania o konieczności ochrony praw człowieka było rozszerzenie przez Radę Bezpieczeństwa ONZ katalogu uzasadnień dla interwencji militarnych o cele humanitarne. Z drugiej strony napięcie między Serbią i Kosowem jest stale obecne mimo porozumienia z 2020 r. Zawartego zresztą przy współpracy z pierwszą administracją Trumpa.

Krytyka interwencji amerykańskiej w Wenezueli jest podyktowana w dużej mierze kwestiami ideologicznymi, a nie rzeczywistą troską o los Wenezuelczyków. Celuje w nim zachodnia lewica, która stanęła przed poważnym wyzwaniem związanym ze stopniową utratą przez jej elity zaufania społecznego i często legitymizacji władzy w poszczególnych państwach Zachodu. Ponieważ administracja prezydenta Trumpa przeprowadza kontrrewolucję kulturalną to każde jej działanie, niezależnie od motywów i rezultatu, jest krytykowane przez radykalnie lewicowe środowiska. Wobec narastającej rywalizacji między mocarstwami tego typu zachowania będą wykorzystywane przez amerykańskich rywali jako narzędzie do osłabiania pozycji USA. Z drugiej strony pojawiają się informacje, iż reżim Maduro miał wspierać finansowo skrajną lewicę w kilku państwach Europy, szczególnie w Hiszpanii.
Warto też zwrócić uwagę, iż polityka prowadzona przez obecną amerykańską administrację nie różni się od podobnych działań podejmowanych przez inne mocarstwa na przestrzeni dziejów. Spojrzenie na amerykańskie interwencje po II wojnie światowej pokazuje, iż jest to normalny sposób realizacji interesów silnych państw. Co istotne ten rodzaj polityki istniał w zasadzie, od kiedy pojawiły się pierwsze cywilizacje. Jednym z bardziej znanych przykładów jest wojna peloponeska pomiędzy Atenami a Spartą, opisana przez Tukidydesa oraz relacje, jakie oba te wiodące państwa greckie miały ze swoimi sojusznikami i państwami zależnymi.

9 godzin temu











