Coś złego dzieje się z niemieckim rynkiem pracy. „Jest w odwrocie”

5 godzin temu

Niemiecki rynek pracy nie stoi przed chwilowym spowolnieniem, ale przed koniecznością trzeźwej inwentaryzacji stanu faktycznego: problemem nie jest dziś brak rąk do pracy, ale kryzys gospodarczy, zamykanie firm i kurczenie się popytu na pracę – alarmuje w opublikowanej analizie tygodnik Focus.

„Niemiecki rynek pracy nie przeżywa w tej chwili kolejnej fazy cyklu koniunkturalnego. Niemcy wciąż pracują — ale inaczej. Rzadziej. Mniej intensywnie. W sposób mniej skoncentrowany. Jak silnik, który wprawdzie jeszcze chodzi, ale już traci moc” – podkreśla Focus i wskazuje, iż liczba wakatów nad Renem spadła w ciągu roku o 19 proc., do około jednego miliona. Zdaniem autorów analizy oznacza to „pęknięcie strukturalne”.

Znikają miejsca pracy

Lars Peter Feld, czołowy niemiecki ekonomista, w tej chwili dyrektor Instytutu Waltera Euckena i były przewodniczący Niemieckiej Rady Ekspertów Ekonomicznych mówi wprost o zniknięciu 150 tys. miejsc pracy i ostrzega przed nadchodzącą lawiną.

„Jeszcze trzy lata temu firmy szukały pracowników desperacko, zatrudniały niemal każdego, kto jako tako pasował. Kwalifikacje schodziły na dalszy plan. W 2022 roku przedsiębiorstwa zgłaszały ponad dwa miliony wolnych miejsc pracy. Dziś kilka z tego zostało — poza narracją” – podkreśla Focus.

Dlaczego? Bo przemysł hamuje. Małe i średnie firmy tną koszty. Koncerny likwidują etaty. Rekrutuje się już nie „na zapas”, ale z dnia na dzień. A często – wcale.

Równolegle kurczy się fundament. Tak mało osób w systemie kształcenia zawodowego nie było od ćwierć wieku. „To nie jest czysty efekt demografii. To sygnał kulturowy. Dla wielu praca przestała być warunkiem dobrobytu – zaczęła być jego zakłóceniem. Skutki tego myślenia pojawiają się z opóźnieniem, ale zawsze niezawodnie” – ostrzega tygodnik.

W 2024 roku w Niemczech przepracowano 61,4 miliarda godzin – najmniej w historii. Na osobę przypada 1036 godzin pracy rocznie. W skali międzynarodowej to dolna liga. Tylko Francja i Belgia pracują jeszcze mniej. Kraje takie jak Czechy czy Nowa Zelandia są wyraźnie powyżej. Polska – ok. 1803.

Produktywność stoi w miejscu

Jednocześnie niemiecka produktywność stoi w miejscu. Nieraz słyszy się, iż krótszy czas pracy może być zrekompensowany wyższą produktywności. Ale nie w Niemczech. Wartość dodana na godzinę pracy wynosi około 97 dolarów, podczas gdy w USA to około 110 dolarów. Niemcy pracują mniej – i uzyskują mniejszy efekt.

Mimo to debata publiczna toczy się tak, jakby dobrobyt był stanem permanentnym – zwraca uwagę Focus. „Czterodniowy tydzień pracy, work-life balance, sens i samorealizacja. Wszystko to ma swoje znaczenie. Ale staje się ryzykowne, gdy erozji ulega baza ekonomiczna. Wysokie płace przy stagnacji produktywności nie są postępem. Są błędem rachunkowym” – ocenia.

„Demoralizacja dobrobytem to mocne określenie — ale trafne. Być może kryzysowa korekta rynku pracy jest właśnie tym, co konieczne. Nie katastrofą. Ale resetem. Przypomnieniem, iż dobrobyt nie jest prawem natury. Że produktywność nie rodzi się na warsztatach motywacyjnych, ale z realnego wysiłku. Kto pracuje mniej niż niemal wszyscy inni, a jednocześnie traci efektywność, nie powinien się dziwić, iż w pewnym momencie po prostu będzie mniej do podziału” – podsumowuje Focus.

Idź do oryginalnego materiału