W 2006 roku grupa osób pod kierownictwem Kelly'ego Cobba postanowiła zrobić garnitur, który będzie pochodził wyłącznie z materiałów pochodzących z odległości nie większej niż 100 mil od ich miejsca pobytu. Tak postał projekt nazwany „stumilowym garniturem”.
Jak się okazało, było to zaskakująco trudne zadanie. Zrobienie garnituru, który można efekty można zobaczyć na poniższym zdjęciu, wymagało pracy 20 osób i zajęło - według relacji magazynu „Wired” - łącznie 500 godzin pracy.
Gdyby przyjąć stawkę wynagrodzenia pracownika wynoszącą 20 dolarów, co odpowiada wynagrodzeniu tego rodzaju rzemieślników w Stanach Zjednoczonych, to ten – trzeba przyznać, iż niezbyt okazały garnitur – kosztowałby ok. 10 tysięcy dolarów, a więc mniej więcej tyle, ile kosztuje średniej klasy samochód. Co więcej, Cobb przyznał, iż 8% materiałów w końcowym produkcie pochodziło spoza kręgu wyznaczonego promieniem 100 mil. Oszacował również, iż do wyeliminowania tych 8% potrzeba byłoby jeszcze całego roku pracy, a więc koszt wyprodukowania garnituru byłby jeszcze wyższy. Przykład ten pokazuje korzyści z handlu międzynarodowego i globalizacji - możemy importować dobra, których nie bylibyśmy w stanie wytworzyć lub ich wytworzenie byłoby bardzo drogie. Oczywiście, gdyby handel międzynarodowy był niemożliwy, to z czasem pojawiłyby się lokalne przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją materiałów i szyciem garniturów i byłyby to wykonać taniej niż uczestnicy tego projektu, wciąż jednak cena garnituru musiałby być wyższa niż ta, jaka w tej chwili ponoszą mieszkańcy Nowego Yorku czy Filadelfii.