Dostała 100 tys. zł za nadgodziny. Sąd nie chciał słyszeć o "zadaniowym czasie pracy"

22 godzin temu
Zdjęcie: Pawel KacpereK/Istock.com


Pani Joanna otrzymywała od pracodawcy polecenia, których nie była w stanie wykonać w trakcie standardowych ośmiu godzin pracy. W efekcie sąd uznał, iż za wypracowane nadgodziny należy jej się odpowiednia zapłata. Czy to początek kolejnej rewolucji na rynku?
Zgodnie z Kodeksem pracy nadgodziny wynikają z tego, iż pracownik spędza więcej czasu w miejscu pracy w ciągu doby, niż przewiduje umowa oraz obowiązująca go norma czasu pracy. Z art. 129. wynika, iż standardowa norma czasu pracy w Polsce wynosi 40 godzin w pięciodniowym tygodniu pracy. Ponadto limit godzin nadliczbowych w danym roku kalendarzowym nie powinien przekroczyć 150 godzin, co daje średnio 12,5 godziny w ciągu miesiąca. Niestety liczne przypadki pokazują, iż pracodawcy wymagają od osób zatrudnionych znacznie więcej, a do tego nie są w stanie w odpowiedni sposób tego rozliczyć. Pani Joanna postanowiła zawalczyć o sprawiedliwość.


REKLAMA


Zobacz wideo Nadgodziny praca nocna, a może zwolnienie ze wszystkich obowiązków? Na co uważać w ciąży?


Nadgodziny w pracy kontra sąd. Pracownicy mogą walczyć o swoje
Jak zauważa serwis WP Finanse, mimo jasnych zasad w Kodeksie pracy, procesy sądowe o wypłatę zaległych wynagrodzeń za nadgodziny przez cały czas występują stosunkowo często. O jednej z takich spraw było głośno na początku tego roku. Wówczas sprawę w sądzie dotyczącą wypłaty zaległych środków za nadgodziny wygrała nauczycielka z Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Bolesława Chrobrego w Gryficach. Z relacji Gazety Wyborczej wynika, iż pani Ewa koordynowała wymianę zagraniczną uczniów do Włoch i w efekcie przez łącznie dwa lata pracowała ponad 40 godzin w tygodniu. Sądy I i II instancji uznały, iż należy jej się za to dodatkowe wynagrodzenie, a wyrok podtrzymał w mocy Sąd Najwyższy. Ostatecznie nauczycielce przyznano za nadgodziny 18 525 złotych, co wraz z odsetkami dawało prawie 32 tysiące złotych. Podobnych historii jest więcej, a najświeższa z nich dotyczy pani Joanny, która wypracowała sobie w ten sposób ponad 100 tysięcy złotych.


Odebrała za nadgodziny ponad 100 tysięcy złotych. "To nie zadaniowy czas pracy"
Jak wyjaśnia serwis WP Turystyka, pani Joanna była rozliczana przez pracodawcę z targetów sprzedażowych, a powierzone jej zadania były niemożliwe do wykonania w trakcie 8-godzinnego dnia pracy. W efekcie kobieta pracowała w weekendy, a osoby odpowiedzialne za firmę kierowały się zasadami obowiązującymi przy tak zwanym zadaniowym czasie pracy.


Praca pani Joanny w weekendy to nadgodziny, a nie zadaniowy czas pracy


- stwierdził Sąd Rejonowy w Grudziądzu. Zadaniowy czas pracy to system, w którym pracodawca określa pracownikowi konkretne zadania do wykonania i nie prowadzi ewidencji czasu pracy.
Zobacz też: W tej pracy zarobisz najmniej. Zarobki nie przekraczają praktycznie najniższej krajowej


W przypadkach uzasadnionych rodzajem pracy lub jej organizacją albo miejscem wykonywania pracy może być stosowany system zadaniowego czasu pracy. Pracodawca, po porozumieniu z pracownikiem, ustala czas niezbędny do wykonania powierzonych zadań, uwzględniając wymiar czasu pracy wynikający z norm określonych w art. 129.


- czytamy w art. 140. Kodeksu pracy. Ostatecznie sąd przyznał pani Joannie za nadgodzinny kwotę 100 tysięcy złotych plus odsetki. W rozmowie z WP Finanse adwokat dr Grzegorz Ilnicki reprezentujący kobietę wyjaśnił zaś, iż w tego typu sprawach obowiązek udowodnienia, iż dane zadania są możliwe do wykonania w ciągu 8 godzin, leży po stronie pracodawcy. Wygląda na to, iż w tym przypadku to nie było możliwe, tym bardziej iż z opinią pani Joanny zgodzili się również podwładni oraz przełożony.


Wszyscy potwierdzili, iż praca nie była możliwa do wykonania w ciągu 8 godzin


- podsumował Grzegorz Ilnicki.


Dziękuje my, iż przeczytałaś/eś nasz artykuł.Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Idź do oryginalnego materiału