Erik Brynjolfsson, Andrew McAfee: Wyścig z maszynami

53 minut temu

Naukowcy z Instytutu Technologii w Massachusetts (MIT), przyglądają się amerykańskiemu kryzysowi na rynku pracy i stawiają pytania: czy na obecnym poziomie rozwoju technologii potrzebujemy coraz mniej pracowników, by wyprodukować dobra i usługi dla całej ludzkości? W jaki sposób technologia wpływa na to, jakimi ludzie dysponują umiejętnościami, ile zarabiają i jaki jest poziom bezrobocia? Czy mamy do czynienia ze zjawiskiem „końca pracy”? Co możemy zrobić, by zmienić wyścig z maszynami we wspólny sprint? (z mat. wydawcy).

Wydawnictwu Naukowemu PWN dziękujemy za udostępnienie fragmentu do publikacji. Zachęcamy do lektury całej książki.

Część I

Wpływ technologii na poziom zatrudnienia i gospodarkę

Niniejsza książka opowiada o tym, w jaki sposób nowoczesne technologie wpływają na rynek pracy, ludzkie umiejętności, płace i gospodarkę.

Aby zrozumieć, dlaczego jest to istotny temat, wystarczy spojrzeć na ostatnie dane dotyczące powstawania nowych miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych.

Późnym latem 2011 roku amerykańska gospodarka osiągnęła punkt, w którym choćby złe wieści wydawały się dobrymi. Rząd opublikował raport głoszący, iż w lipcu powstało 17 tys. nowych miejsc pracy. W porównaniu z majem i czerwcem tamtego roku, kiedy to powstało w sumie 100 tys. nowych miejsc pracy, była to poprawa, więc reakcje na raport były pozytywne. 6 sierpnia „New York Times” ogłosił „Amerykański rynek pracy rośnie”.

Jednakże entuzjastyczne nagłówki skrywały palący problem. 117 tys. nowych miejsc pracy miało się nijak do wzrostu liczby ludności. Tym bardziej nie było w stanie przywrócić do pracy około 12 mln Amerykanów, którzy stracili zatrudnienie w okresie Wielkiego Kryzysu lat 2007–2009. Ekonomistka Laura D’Andrea Tyson obliczyła, iż choćby gdyby co miesiąc powstało dwa razy więcej miejsc pracy – 208 tys., podobnie jak w 2005 roku – to luka, która pojawiła się w wyniku recesji, zamknęłaby się dopiero w 2023 roku. Nadto, powstawanie nowych miejsc pracy w tempie z lipca 2011 roku, zaspokajałoby potrzebę zatrudnienia coraz mniejszego odsetka Amerykanów. Tymczasem we wrześniu tamtego roku rząd ogłosił, iż w sierpniu nie powstało ani jedno nowe miejsce pracy(1).

Spośród wszystkich ponurych danych i zdarzeń towarzyszących Wielkiemu Kryzysowi oraz ożywieniu gospodarczemu, jakie po nim nastąpiło, najgorsze były te, które dotyczyły rynku pracy. Ludzie zawsze tracili pracę w czasie recesji, ale między majem 2007, a październikiem 2009 roku poziom bezrobocia wystrzelił o 5,7 punktów procentowych, co stanowiło najwyższy wzrost od czasów II wojny światowej.

Ostro i bez znieczulenia

– tak działamy od 2020 roku. Dziennikarstwo, które nie jest obojętne. Tygodnik Spraw Obywatelskich nagłaśnia nadużycia, edukuje i daje narzędzia do realnej, obywatelskiej zmiany.

Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą

GOSPODARKA, KTÓRA NIE PRZYWRACA LUDZI DO PRACY

Jeszcze większym problemem okazało się to, iż bezrobotni nie potrafili znaleźć sobie pracy choćby wtedy, gdy gospodarka znów zaczęła rosnąć. W lipcu 2011 roku, 25 miesięcy po tym, jak oficjalnie ogłoszono koniec recesji, główny wskaźnik – stopa bezrobocia wynosiła w Stanach 9,1.proc., o jeden punkt procentowy mniej, niż w najgorszym okresie. W połowie 2011 roku, średni okres przebywania na bezrobociu wynosił 39,9 tygodnia, a zatem był niemal dwukrotnie dłuższy, niż miało to miejsce w czasie dowolnego innego pokryzysowego ożywienia gospodarczego po II wojnie światowej. Współczynnik aktywności zawodowej, czyli odsetek pracujących dorosłych w wieku produkcyjnym, spadł poniżej 64 proc. – poziomu z 1983 roku, kiedy kobiety nie weszły jeszcze masowo na rynek pracy.

Wszyscy zgadzali się z tym, iż był to poważny problem. Ekonomista i laureat Nagrody Nobla(2) Paul Krugman(3) nazwał bezrobocie „straszną zmorą i nieustającą tragedią” i spytał, jak możemy oczekiwać, iż będzie nam się powodziło za 20 lat, jeżeli miliony absolwentów szkół wyższych w praktyce nie mają szans na rozpoczęcie pracy zawodowej?

Don Peck w piśmie „The Atlantic” opisał permanentne bezrobocie jako „zarazę, która powoli wyniszcza naród, rodziny oraz, jeżeli wystarczająco się rozprzestrzeni, również tkankę społeczną.

Historia uczy, iż jest to najbardziej dotkliwy problem społeczny. Era wysokiego bezrobocia może na długo wypaczyć nasze życie polityczne, naszą kulturę, a także charakter naszego społeczeństwa”(4). Jego współpracowniczka Megan McArdle poleciła swoim czytelnikom, aby wyobrazili sobie sytuację ludzi, którzy są długotrwale bezrobotni: „Tak właśnie dzieje się z milionami ludzi, których oszczędności skończyły się, a kapitał społeczny – wyczerpał (a ani jedno, ani drugie nie było pokaźne). Mają ponad 50 lat i są za młodzi, aby iść na emeryturę, ale nie mogą znaleźć takiej pracy, za którą wynagradzano by ich tak jak w poprzedniej. Pomyślcie o ludziach, którzy nie są w stanie utrzymać swoich dzieci albo choćby samych siebie. Pomyślcie o ich rozpaczy”.

Wielu Amerykanów dostrzega ten problem. 24 proc. ankietowanych w badaniu Instytutu Gallupa z czerwca 2011 roku stwierdziło, iż zatrudnienie jest najważniejszym wyzwaniem, z jakim mierzy się Ameryka (nadto 36 proc. wskazało, iż problemem jest stan gospodarki w ogóle).

Ponure dane dotyczące bezrobocia wprowadziły wielu w konsternację, ponieważ inne wskaźniki gospodarcze dość gwałtownie wróciły do poziomu sprzed Wielkiego Kryzysu, który oficjalnie zakończył się w czerwcu 2009 roku. Od końca kryzysu, w ciągu 7 poprzednich kwartałów, średni wzrost PKB wynosił (2,6 proc., a zatem był w 75 proc. tak wysoki, jak długoterminowa średnia z lat 1948–2007 Zyski amerykańskich przedsiębiorstw były rekordowe. W 2010 roku, wskaźnik inwestycji w sprzęt i oprogramowanie wrócił do poziomu 95 proc. Swego historycznego szczytu; od pokolenia nie było przypadku tak szybkiej poprawy sytuacji gospodarczej w zakresie inwestowania w sprzęt.

Historia gospodarcza uczy, iż jeżeli przedsiębiorstwa rozwijają się, osiągają zyski i inwestują w nowy sprzęt, zwykle zatrudniają także nowych pracowników. Jednakże amerykańskie firmy nie zaczęły zatrudniać, kiedy Wielki Kryzys się skończył.

Liczba zwolnień gwałtownie wróciła do poziomu z czasów sprzed recesji, co oznaczało, iż przedsiębiorstwa przestały redukować kadrę. Jednakże liczba nowozatrudnionych pozostała ograniczona. Przedsiębiorstwa kupowały nowe maszyny, ale nie zatrudniały nowych pracowników.

Przeciwko nieuchronności technologicznej. Recenzja „Atlasu sztucznej inteligencji” Kate Crawford Dawid Kujawa

GDZIE ZNIKNĘŁY MIEJSCA PRACY?

Dlaczego zaraza bezrobocia jest tak nieustępliwa?

Analitycy przed stawiają trzy możliwe wyjaśnienia: cykliczność, stagnację oraz koncepcję „końca pracy”.

Według wyjaśnienia odwołującego się do pojęcia cykliczności, nie dzieje się nic nowego czy tajemniczego; bezrobocie w Ameryce pozostaje na tak wysokim poziomie dlatego, iż gospodarka nie rośnie wystarczająco szybko, by przywrócić ludziom miejsca pracy. Jednym z głównych orędowników tej teorii jest Paul Krugman. Twierdzi on, że: „Wszystko wskazuje na to, iż wysokie bezrobocie w Ameryce jest skutkiem niedomagającego popytu – i tyle”. Peter Orszag zgadza się z tym i pisze, iż „fundamentalną przeszkodą dla powstawania nowych miejsc pracy dla Amerykanów jest słaby wzrost [gospodarczy]”. Zwolennicy takiej argumentacji głoszą, iż po szczególnie ostrym osłabieniu popytu, z jakim mieliśmy do czynienia w trakcie Wielkiego Kryzysu, proces ożywienia gospodarki musi być długotrwały i frustrująco powolny. W skrócie: od 2007, roku Ameryka odczuwa po prostu efekty zachodzącego cyklu ekonomicznego, choć są one szczególnie dotkliwe.

Drugie wyjaśnienie obecnej trudnej sytuacji opiera się na pojęciu stagnacji, nie cykliczności. Stagnacja w tym kontekście oznacza długoterminowy spadek zdolności amerykańskiej gospodarki do wprowadzania innowacji i zwiększania produktywności. Ekonomista Tyler Cowen wyraził ten pogląd w swojej opublikowanej w 2010 roku książce pt. The Great Stagnation [Wielka Stagnacja]:

Nie potrafimy zrozumieć, dlaczego nam się nie udaje. Wszystkie wspomniane problemy mają jedno, prawie w ogóle niezauważaną, podstawową przyczynę: żywiliśmy się owocami dostępnymi na wyciągnięcie ręki. Niemniej, w okresie ostatnich 40 lat, te łatwo dostępne owoce zaczęły zanikać, a my wciąż udawaliśmy, (że one tam są). Nie spostrzegliśmy, iż znajdujemy się w technologicznym dołku, a drzewa dają mniej owoców, niżbyśmy tego pragnęli. To jest przyczyna naszych niepowodzeń. To wszystko.

[…]

Trzecie wyjaśnienie problemu amerykańskiego rynku pracy wywraca stanowisko stagnacjonistów do góry nogami –

rozwój technologiczny nie jest zbyt powolny, ale zbyt szybki. Będziemy określać to stanowisko koncepcją „końca pracy” od tytułu książki Jeremy’ego Rifkina z 1995 roku.

Marek Szymaniak: Młócka. Reportaże o pracy przyszłości

Rifkin postawił w niej śmiałą i niepokojącą hipotezę: „Wkraczamy w nową fazę w historii świata, w której potrzeba coraz mniej pracowników do wyprodukowania dóbr i usług dla całej ludności”(10).

Przyczyną tego trendu są komputery. „W następnych latach – pisze Rifkin – czekają nas nowe, wyrafinowane technologie informatyczne, które przybliżą cywilizację jeszcze bardziej do świata prawie pozbawionego robotników. (…) Dziś wszystkie (…) sektory gospodarki (…) doświadczają zmian technologicznych i skazują miliony ludzi na bezrobocie”(11). Jego zdaniem, przeciwstawienie się temu zjawisku „będzie chyba najpilniejszym problemem społecznym nowego stulecia”(12).

Stanowisko „końca pracy” reprezentowali między innymi ekonomista John Maynard Keynes, teoretyk zarządzania Peter Drucker, a także laureat Nagrody Nobla Wassily Leontief(13), który w 1983 roku pisał, iż „rola ludzi jako najważniejszego czynnika produkcji nieuchronnie zmierza ku zmarginalizowaniu, tak samo jak rola koni w rolnictwie została najpierw zmarginalizowana, a potem całkowicie wyeliminowana poprzez wprowadzenie traktorów”. W opublikowanej w 2009 roku książce The Lights in the Tunnel [Światła w tunelu], specjalista od systemu Martin Ford zgodził się z tym poglądem i stwierdził, iż „kiedyś, w przyszłości – może za parę lat, a może za kilka dziesięcioleci – maszyny będą wykonywały pracę dużej części »przeciętnych« członków społeczeństwa, a ludzie ci nie będą mogli znaleźć nowej pracy”.

W. Brian Arthur stwierdził, iż istnieje już ogromna, choć w dużej mierze niedostrzegalna, „druga gospodarka” – gospodarka cyfrowej automatyzacji.

Świt robotów. Czy sztuczna inteligencja pozbawi nas pracy? Agata Zadrożna, Martin Ford, Rafał Górski

Stanowisko „końca pracy” intuicyjnie wydaje się atrakcyjne. Za każdym razem, gdy pobieramy gotówkę z bankomatu zamiast od kasjera bankowego, albo korzystamy z automatycznej budki do odprawienia się na lot samolotem, przed oczyma stają nam dowody na to, jak technologia zastępuje ludzką pracę.

Jednakże niski poziom bezrobocia w Stanach Zjednoczonych w latach 80. i 90. ubiegłego wieku, a także przez pierwszych siedem lat obecnego stulecia, bardzo złagodził lęk przed zanikiem miejsc pracy wynikającym z postępu technologicznego, więc w dyskusji głównego nurtu na temat problemów rynku pracy nie było nań miejsca.

Przykładowo, opublikowany w 2010 roku raport Fed z Richmond, zatytułowany The Rise in Long-Term Unemployment: Potential Causes and Implications, nie zawiera słów takich jak „komputer”, „sprzęt komputerowy”, „oprogramowanie”, „technologia”. Robocze dokumenty opublikowane w 2011 roku przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW), zatytułowane New Evidence on Cyclical and Structural Sources of Unemployment oraz Has the Great Recession Raised U.S. Structural Unemployment? również milczą na temat technologii. Farhad Manjoo, dziennikarz zajmujący się sprawami technologii, podsumował to w artykule opublikowanym w internetowym piśmie „Slate”: „Większość ekonomistów nie bierze takich poglądów na poważnie.

Koncepcja, iż komputery mogą spowodować na rynku ludzkiej pracy głębokie perturbacje – a tym samym jeszcze bardziej osłabić gospodarkę światową – pozostaje na marginesie dyskusji”(14).

Przypisy:

1 Choć od daty premiery tej książki, czyli od 2011 roku, sytuacja na amerykańskim rynku pracy poprawiła się – we wrześniu 2015 roku stopa bezrobocia wynosiła 5,1 proc. – wydaje się jednak, iż problem jest aktualny. 2 października 2015 Biuro Statystyki Rynku Pracy (Bureau of Labor Statistics, BLS) podało, iż we wrześniu liczba miejsc pracy w sektorach nierolniczych wzrosła zaledwie o 142 tys., podczas gdy spodziewano się ponad 200 tys. nowych miejsc pracy. Zapowiadane we wrześniu 2015 roku przez amerykański Bank Rezerwy Federalnej (Federal Reserve, Fed) podwyżki stóp procentowych zdają się wobec tej sytuacji nieaktualne. [Większość przypisów w polskim wydaniu książki pochodzi od Tłumacza i Redakcji. Przypisy Autorów odpowiednio oznaczono].
2 W dziedzinie ekonomii w rzeczywistości przyznawana jest Nagroda Banku Szwecji im. Alfreda Nobla.
3 Paul Krugman otrzymał Nagrodę Nobla z ekonomii w ())0 roku za badania nad handlem i umiejscowieniem działalności gospodarczej. Pisze felietony dla pisma „New York Times” w stałej rubryce pod nazwą „5e Conscience of a Liberal”.
4 Dostępny w internecie: http://www.theatlantic.com/magazine/archive/()*)/)2/how-a-new-jobless-era-will-transform-america/307919/ [dostęp: wrzesień 2015]
[…]
11 Tamże, s. 12-13.
10 Tamże, s. 12.
12 Tamże, s. 11.
13 Wassily Leontief otrzyma! Nagrodę Nobla z ekonomii w 1973 roku za opracowanie metody nak!adów i wyników i jej zastosowania dla istotnych problemów ekonomicznych.
14 Dostępny w internecie: http://www.slate.com/articles/technology/robot_invasion/2011/09/will_robots_steal_your_job.html [dostęp: wrzesień 2015]

Erik Brynjolfsson, Andrew McAfee: Wyścig z maszynami. Jak rewolucja cyfrowa napędza innowacje, zwiększa wydajność i w nieodwracalny sposób zmienia rynek pracy?, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2020 (wydanie II), tłumaczenie Maksymilian Sielicki

Idź do oryginalnego materiału