Frajer minionego weekendu

1 miesiąc temu

W miniony weekend obserwowałem na mediach społecznościowych dwie pozornie przeciwne reakcje komentariatu, które pewnie można ekstrapolować na resztę tzw. opinii publicznej, na spotkanie Trumpa i Zełenskiego w Waszyngtonie. Z jednej strony po stronie WKU Lewicy i Silnych Razem nastąpiło wzmożenie ukraińskich flag, wyrazów solidarności z Zełenskim, petryfikowanie jego rzekomego bohaterstwa okraszone romantyczną potrzebą walki z ruskim najeźdźcą. Z drugiej strony drwiny, iż oto administracja Trumpa dała Zełenskiemu lekcję geopolitycznego realizmu ofensywnego (tę geopolitykę i ten realizm większość z Was rozumie tak płytko bądź zgoła błędnie, iż wymaga to dłuższego tekstu, na który może się kiedyś skuszę jak mi się zechce, jednak na razie nawołuję do zaprzestania używania pojęć, których nie rozumiecie), zbeształa go, pokazała mu, gdzie jest jego miejsce w szeregu.

Otóż obie reakcje, ozdobione mniej lub bardziej, za to zawsze głupimi memami są tylko z pozoru sprzeczne, w rzeczywistości wynikają bowiem z tego samego coru; bez-myślenia, resentymentu, żółci, z tą jednak różnicą, iż jedni nie lubią „faszysty Załenskiego” podczas gdy inni „faszysty Trumpa”.

Warto jednak zrozumieć, iż Zełenski pojechał do Waszyngtonu po to, by spotkać się z Trumpem, zademonstrować swoje miejsce przy stole negocjacyjnym, gdzie stałe krzesła są tylko dla dwóch mocarstw i NIE podpisać niekorzystnej dla Ukrainy umowy. Po to zabrał ze sobą zdjęcia ofiar wojny, po to przez tydzień puszczane były balony mówiące o kontrofercie UE ws. ukraińskich złóż.

Także zrealizował wszystkie te cele wizyty w Waszyngtonie, które w jego mniemaniu były dla Ukrainy korzystne.

Trump zorganizował spektakl na użytek wewnętrzny, w którym po pierwsze chciał pokazać Zełenskiego jako ekstremistę i psa wojny, który zerwał smycz i to również się Trumpowi świetnie udało. USA szukają dziś ścieżki wyjścia z ukraińskiej zadymy, tak by stać się jej rentierem z koniecznością minimalnego wkładu własnego. USA wiedzą, iż Ukraina przestała być wiarygodnym odbiorcą faktur za broń dlatego trzeba zmienić sposób fakturowania na nabywca/odbiorca.

I tu znów 100% sukcesu; wszystkie cele zostały osiągnięte.

I w tym momencie na scenę wkracza trzeci aktor czyli Europa. I z nim, przyznam, mam największy problem. Najpierw pisząc o Europie chciałem posłużyć się figurą FRAJERA, ale frajer to ktoś, kto został zwyczajnie oszukany.

Tymczasem Europa, przez nikogo nie została oszukana; co więcej wiele wskazuje na to, iż to właśnie Macron z Keirem Starmerem wyreżyserowali rolę Zełenskiego w tym akcie.
Jeśli więc Europa nie jest frajerem, to przyjmując na swoje barki rolę płatnika amerykańskich faktur przybiera rolę militarystycznemu lunatyka, stada lemingów biegnącego ku urwisku zagłady.

Rola frajera pozostaje do obsadzenia i tu widzę niestety europejskie społeczeństwo, które bezrozumnie rechocze, podczas gdy trzeba bić na alarm.

Idź do oryginalnego materiału