Przeprowadzka za granicę zaczyna się od walizki, biletu i przekonania, iż „jakoś to będzie”. Potem przychodzi proza życia: praca, lekarz, konto w banku, mieszkanie, język, urząd i pierwsze pytanie zadane w sklepie bez paniki w oczach. Najnowszy ranking firmy William Russell pokazuje, gdzie przyjezdnym najłatwiej przejść od statusu „obcy” do statusu „swój, tylko z innym akcentem”. Autorzy zestawienia oceniali kraje według kilku kryteriów: doświadczeń ekspatów, udziału migrantów w społeczeństwie, zatrudnienia osób urodzonych za granicą, nastawienia mieszkańców do imigrantów, bezpieczeństwa i otwartości wizowej. Innymi słowy, nie chodzi tylko o łatwy wjazd z walizką, ale o to, gdzie po przeprowadzce można tę walizkę odłożyć do pawlacza, znaleźć pracę i naprawdę się zaaklimatyzować.
Na pierwszym miejscu znalazła się Islandia
Brzmi chłodno, ale działa ciepło: kraj ma bardzo wysoki wskaźnik zatrudnienia osób urodzonych za granicą – 84,2 proc. – oraz silne poczucie bezpieczeństwa i zaufania społecznego. Islandia może nie obiecuje ekspatom słońca przez cały rok, natomiast oferuje przewidywalność. A czasem dobrze działający urząd grzeje lepiej niż południowy klimat. Drugie miejsce zajął Luksemburg – małe państwo o wielkiej międzynarodowej codzienności. Ponad połowa jego mieszkańców pochodzi z zagranicy, więc bycie przyjezdnym nie jest tam wyjątkiem, ale częścią lokalnej normy. Banki, rynek pracy, urzędy i biura nieruchomości są przyzwyczajone do ludzi, którzy dopiero zaczynają życie w nowym kraju. W Luksemburgu ekspat nie musi długo tłumaczyć, iż jest ekspatem: prawdopodobnie jego sąsiad, kolega z pracy i osoba za nim w kolejce po kawę też nim są.
W pierwszej dziesiątce znalazły się także: Nowa Zelandia, Australia, Szwajcaria, Irlandia, Kolumbia, Czechy, Portugalia i Austria. Każdy z tych państw ma inny przepis na oswojenie obcych. Szwajcaria daje porządek, bezpieczeństwo i pracę, choć czasem rachunek potrafi przerazić bardziej niż samotność. Irlandia kusi językiem, rynkiem pracy i towarzyską miękkością. Czechy oferują środkowoeuropejski komfort bez przesadnej egzotyki, Portugalia – łagodność i słońce, zaś Austria porządek, stabilne instytucje i rzeczywistość, w której kawa, urząd i punktualność tworzą całkiem zgrany układ.
Ranking miast
Osobna lista dotyczy miast, bo to one często decydują, czy po przeprowadzce człowiek gwałtownie wchodzi w rytm normalności. Pierwsze miejsce zajął Zurych, wysoko oceniony za bezpieczeństwo i niski poziom napięć społecznych. Dalej znalazły się ex aequo Singapur i Tokio, a następnie Kopenhaga, Monachium, Praga, Dubaj, Warszawa, Seul i Hongkong. To różnorodny zestaw: od szwajcarskiego porządku przez skandynawskie zaufanie i bawarską organizację po azjatyckie metropolie oraz Europę Środkową. Dla polskiego czytelnika najciekawsza jest Warszawa, ósma w rankingu. Stolica Polski ma istotną dla przyjezdnych cechę: jest miastem w ruchu. Przyciąga ludzi z Ukrainy, Białorusi, Azji i Europy Zachodniej, daje szansę na pracę, własną dzielnicę, kawiarnię, tramwaj i tempo. Dla ekspaty to czasem ważniejsze niż widok z przewodnika.
Z rankingu płynie jeszcze jeden wniosek: największe metropolie nie zawsze są najbardziej gościnne. Londyn, Paryż i Nowy Jork nie znalazły się w pierwszej dziesiątce. Dają energię, anonimowość i możliwości, ale mogą utrudniać budowanie więzi. Prawdziwa gościnność zaczyna się dopiero wtedy, gdy po kilku miesiącach człowiek wie, gdzie iść do lekarza, jak załatwić dokument, do kogo zadzwonić w razie problemu i gdzie kupić ulubiony chleb. Dom za granicą buduje się nie z widokówek, ale z codzienności, która przestaje być obca.

1 godzina temu













