Sprawa dotyczy publikacji pojawiających się w wyszukiwarce Google, Google News oraz Google Discover. Według UOKiK problemem nie jest na tym etapie sama wysokość wynagrodzenia oferowanego wydawcom. Urząd bada sposób prowadzenia negocjacji oraz zakres informacji przekazywanych przez Google.
Postępowanie obejmuje spółki Alphabet, Google LLC, Google Ireland Limited oraz Google Poland. Samo postawienie zarzutów nie oznacza jeszcze stwierdzenia naruszenia prawa. Odpowiedzialność poszczególnych spółek będzie dopiero analizowana w toku postępowania.
UOKiK zarzuca Google brak kluczowych danych
Sednem sprawy jest dostęp wydawców do informacji pozwalających ocenić, ile powinno wynosić wynagrodzenie za wykorzystywanie ich publikacji. Według UOKiK Google nie przekazał wymaganych prawem danych umożliwiających weryfikację proponowanych stawek. Urząd wskazuje między innymi na brak informacji dotyczących sposobu korzystania z publikacji oraz przychodów osiąganych w związku z ich wykorzystaniem. Zastrzeżenia dotyczą również parametrów stosowanych przy kalkulacji wynagrodzenia i dokumentów pozwalających sprawdzić jej założenia.
Zdaniem UOKiK mogło to prowadzić do asymetrii informacji. Wydawcy mieli ograniczoną możliwość oceny oferty oraz przygotowania własnej propozycji opartej na danych. Urząd bada więc, czy przewaga rynkowa Google nie pozwalała koncernowi narzucać warunków podmiotom mającym znacznie słabszą pozycję negocjacyjną.
Google odpowiada na zarzuty i wskazuje na zawarte umowy
Google przedstawia sytuację inaczej. Firma przekazała PAP, iż zawarła umowy licencyjne obejmujące ponad 5,5 tys. europejskich serwisów informacyjnych, w tym ponad 70 serwisów w Polsce. Koncern podkreśla również, iż negocjuje z polskimi wydawcami od momentu wdrożenia dyrektywy dotyczącej prawa autorskiego.
Według stanowiska Google umowy są oparte na jednolitej metodologii oraz obiektywnych kryteriach. Przy ustalaniu wynagrodzenia mają być brane pod uwagę między innymi częstotliwość wyświetlania treści oraz przychody reklamowe związane z ich podglądem. Firma deklarowała wcześniej, iż program licencjonowania treści w Europie obejmuje tysiące publikacji i dużą część fragmentów wiadomości prezentowanych użytkownikom usług Google.
Sprawa może mieć znaczenie dla całego rynku treści cyfrowych
Postępowanie UOKiK wpisuje się w szerszy spór o podział wartości generowanej przez treści w internecie. Dla wydawców wyszukiwarki, agregatory wiadomości i systemy rekomendacyjne pozostają ważnymi źródłami ruchu. Jednocześnie coraz większa część informacji może być konsumowana bez przechodzenia na stronę źródłową.
Znaczenie tego problemu rośnie wraz z rozwojem sztucznej inteligencji. W grudniu 2025 r. Komisja Europejska rozpoczęła odrębne postępowanie dotyczące możliwego antykonkurencyjnego wykorzystywania przez Google treści internetowych na potrzeby usług AI. Postępowanie Komisji Europejskiej i sprawa prowadzona przez UOKiK dotyczą innych praktyk i są od siebie niezależne.
Przeczytaj również: AI może odbierać klientów e-sklepom. Zmyśla wady produktów i poleca konkurencję
FAQ. Zarzuty UOKiK wobec Google
- Jakie zarzuty UOKiK postawił Google?
UOKiK podejrzewa, iż Google mógł nadużywać pozycji dominującej podczas negocjacji z polskimi wydawcami. Według urzędu wydawcy mogli nie otrzymywać informacji niezbędnych do oceny wynagrodzenia proponowanego za wykorzystywanie ich publikacji. - Jaka kara grozi Google?
Maksymalna kara za nadużywanie pozycji dominującej może wynieść 10 proc. obrotu przedsiębiorcy. Nie oznacza to jednak, iż taka sankcja zostanie nałożona. Postępowanie jest w toku. - Których usług Google dotyczy postępowanie?
Sprawa obejmuje wykorzystywanie publikacji prasowych w wyszukiwarce Google oraz usługach Google News i Google Discover. - Czy UOKiK ustali wynagrodzenie dla wydawców?
Nie. Prezes UOKiK nie jest stroną negocjacji i nie ocenia, jaka stawka powinna być wypłacana wydawcom. jeżeli strony nie osiągną porozumienia, przepisy przewidują możliwość ustalenia wysokości wynagrodzenia przez Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej.







