Gorące fotele w państwowych spółkach

19 godzin temu

Mijają już dwa miesiące od odwołania prezesa Portu Polska. Odwołania, którego powody nie są znane, a raczej wymienia się ich tyle, iż nie wiadomo, które są prawdziwe. W sumie – bez znaczenia. Tylko bez znaczenia nie jest to, iż flagową inwestycją kolejnego już rządu, i to u progu rozpoczęcia prac budowlanych, nikt na stałe nie zarządza. Co gorsza – jak donoszą media – nie ma chętnych do podjęcia się wyzwania i komisja konkursowa przedłuża termin składania CV. Może jednak znajdzie się chętny na sezonową pracę.

Port Polska jako przykład sprawczości państwa

Port Polska to tylko bieżący przykład. Ciekawy, bo megainwestycją kolejowo-lotniczą interesuje się nie tylko cała klasa polityczna, różne grupy interesu, ale także opinia publiczna, w tym pasażerowie rozpoczynający wakacje na zatłoczonym Chopinie czy w Modlinie.

Trudno też o lepszy, bardziej widowiskowy przykład sprawczości państwa i kolejnych rządzących ekip.

O ile na inwestycjach energetycznych mało kto się zna i opinie o OZE czy węglu powiela po swoich politycznych idolach, o tyle pociągi i samoloty mogą stanowić temat do rozmów przy rodzinnym stole. Uczestników tych obiadków pewnie martwi wakat na stanowisku szefa Portu Polska.

Dlaczego menedżerowie nie chcą kierować państwowymi spółkami?

Dlaczego menedżerowie nie garną się na stanowiska zapewniające wysoką pensję, spory gabinet, dobry samochód, a choćby rozgłos medialny? Powodów jest wiele, a dotyczą nie tylko Portu Polska, ale w zasadzie wszystkich podmiotów z udziałem Skarbu Państwa oraz przedsiębiorstw państwowych. Oczywiście zawsze znajdą się chętni na ten polityczny łup, wszystko zrobią, aby tam się dostać, ale przeważnie to karierowicze, bez kompetencji i doświadczenia.

Ci, którzy je mają, nabrali dystansu. Wiedzą, jaki los spotkał ich poprzedników na państwowych posadach.

Państwowa posada jako praca sezonowa

Im bliżej wyborów, tym mniejsza ochota. choćby intratna posada jawi się jako sezonowa. Rzadko który prezes urzęduje przez całą kadencję rządów swojej formacji, a co dopiero, gdy zmienia się władza. Znam z historii wielu prezesów, którzy do końca wierzą w mity: obronią mnie wyniki i poprawne relacje z drugą stroną politycznej barykady. Nic z tego, panowie. Prędzej po zwolnieniu odwiedzi cię prokurator. Nie to, iż coś nakradłeś czy podejmowałeś złe dla firmy decyzje. Tak po prostu się zainteresuje. Twój sukcesor już mu podpowie, o jakie rzeczy pytać, jakie zarzuty stawiać. Nie to, iż trafisz do paki, ale przez długie lata mówić będą o tobie „prezes z zarzutami”, bo do procesu nigdy nie dojdzie. Czy taka marzy ci się przyszłość? jeżeli rzeczywiście jesteś dobry, to bez trudu odnajdziesz się na rynku prywatnym?

Polityczne oczekiwania wobec zarządów państwowych firm

Twoje urzędowanie na państwowym mieniu to wielka pułapka. Wiadomo, odpowiedzialność za wielką firmę – to oczywiste. Jakkolwiek zachcianki polityków, którym to niby zawdzięczasz posadę, to już długa lista. A to klub jeździecki z okręgu wyborczego posła trzeba zasponsorować, a to chór chłopięcy wspomóc, kuzynka senatora chciałaby pracować tylko za 15 tys., dywany do centrali od firmy z Pomorza warto kupić… Śmiało można założyć, iż 20 proc. czasu spędzasz na takich pierdołach, grzecznie odmawiając, wykręcając się lub z niechęcią przyjmując prośbę politycznego kolegi. A choćby politycznego wroga, który obiecuje, iż w zamian za życzliwość w przetargu na dostawy czegoś tam utrzymasz po wyborach swoje stanowisko.

W czyim interesie powinien działać prezes państwowej spółki?

Gdy to już ogarniesz, w spokojniejszej chwili najdzie cię refleksja – jaką politykę firma ma prowadzić, jaką strategię przyjąć. W poprzedniej, prywatnej korporacji było to dość oczywiste. Tu jawią się istotne dylematy. Premier rządu, który popierasz i który ciebie na stanowisko poparł, deklaruje, iż np. spółki energetyczne mają kierować się nie tylko maksymalizacją zysków, ale zapewnieniem bezpieczeństwa energetycznego kraju i przystępnych cen energii dla odbiorców. jeżeli mamy do czynienia z firmą w 100 proc. państwową, to strategia wydaje się jasna. Niemniej jest to spółka giełdowa, gdzie Skarb Państwa ma tylko część akcji, a wśród pozostałych akcjonariuszy są inwestorzy indywidualni, ale też fundusze emerytalne.

To w interesie kogo działać ma prezes?

Zlekceważy słowa premiera – gwałtownie straci posadę. Akcjonariuszy pominie – nie odnajdzie się tak łatwo na prywatnym rynku. I jak tu być wolnorynkowcem i etatystą w jednej osobie – zastanawia się prezes, popijając służbowe whisky?

Prywatyzacja zniknęła z politycznego słownika

Problemu by nie było, a raczej byłby dużo mniejszy, gdyby państwo nie władało tak dużą liczbą przedsiębiorstw. Tymczasem słowo „prywatyzacja” już dawno zniknęło z politycznego słownika. Przekształcenia własnościowe populiści uznali za wyprzedaż majątku narodowego za bezcen i złodziejski proceder. Co gorsza, w zamian pojawiła się nacjonalizacja, jak miało to miejsce w sektorze bankowym w czasie rządów prawicy. Obecny rząd nie odwrócił tego trendu, choć korzenie liderów tej formacji to właśnie prywatyzacja i ściąganie do Polski zachodniego kapitału. Niestety.

Czy sposób zarządzania państwowymi spółkami się zmieni?

Nic więc nie zwiastuje dobrej zmiany. „Niech się Staszek sprawdzi w biznesie” – powiedział przed laty ówczesny minister skarbu Wiesław Kaczmarek, mianując kolegę na prezesa spółki energetycznej. W sumie to dobra metoda rekrutacji, bo te wszystkie pseudokonkursy i zatrudnianie przez agencję HR to tylko pic na wodę i hipokryzja. Jednak teraz się okazuje, iż choćby koledzy nie chcą zasiadać na tak gorących fotelach.

Przeczytaj książkę „Logika wolnego świata. O tym, jak władza niszczy naturalny porządek”

Idź do oryginalnego materiału