Praca do pierwszej w nocy, grafiki zmieniane z dnia na dzień, zakaz urlopów na opiekę nad dziećmi przed Bożym Narodzeniem — takie sygnały od pracowników sieci Biedronka trafiły jeszcze w 2025 do biura poselskiego Pauliny Matysiak. Posłanka poprosiła Głównego Inspektora Pracy o kontrolę. Pismo na temat rezultatów przyszło po czterech miesiącach. Co wyniknęło ze wszczętych kontroli?
Grudniowe alarmy, kwiecień odpowiedzi
W połowie grudnia 2025 roku sieć ogłosiła wydłużenie godzin otwarcia swoich sklepów w okresie przedświątecznym. Tysiące pracowników dowiedziały się o tym po fakcie — mimo iż grafiki były już podpisane od listopada. Do biura Matysiak zaczęły spływać sygnały o pracy nocnej ze zbyt krótkim odpoczynkiem, o zakazach brania urlopów na opiekę nad dziećmi i o harmonogramach podrzucanych w ostatniej chwili. Posłanka złożyła interwencję poselską do Głównego Inspektora Pracy, domagając się kontroli.
Inspektorzy ruszyli w teren i skontrolowali łącznie 176 placówek Biedronki w całym kraju.
„Brak systemowych naruszeń” — ale co to adekwatnie znaczy?
Pismo Głównego Inspektora Pracy Marcina Staneckiego zaczyna się od konkluzji, która może zaskoczyć: kontrole nie wykazały masowych ani systemowych naruszeń przepisów o czasie pracy. Inspekcja nie stwierdziła istotnych uchybień w organizacji czasu pracy, planowaniu grafików ani w dostępności urlopów.
I tu zaczyna się problem z tym pismem.
Brak „systemowych” naruszeń nie znaczy, iż nic się nie działo. W 14 sklepach inspektorzy stwierdzili nieprawidłowe prowadzenie ewidencji czasu pracy. W kolejnych 10 placówkach harmonogramy nie były przekazywane pracownikom na wymagany tydzień przed rozpoczęciem okresu rozliczeniowego — a dotyczyło to kilkunastu osób. W jednym sklepie nie wypłacono dodatku za pracę w godzinach nadliczbowych. W jednym przypadku stwierdzono odmowę udzielenia dnia wolnego na opiekę nad dzieckiem.
Inspektorzy wydali w sumie 840 decyzji o usunięciu uchybień z zakresu BHP, 112 wniosków i 16 wykroczeń, ale dla GIP nie jest to skala, która przekracza urzędowy próg „systemowości”.
Grafiki można zmieniać — bez limitu
Największym rozczarowaniem dla pracowników może być fragment pisma dotyczący zmian harmonogramów. Inspektorzy ustalili, iż godziny otwarcia sklepów były zmieniane, a pracownicy dowiadywali się o tym „z co najmniej kilkudniowym wyprzedzeniem”. Na zarzuty o zbyt późne informowanie GIP odpowiada, powołując się na stanowisko Ministerstwa Rodziny z 2013 roku: tygodniowy termin przekazania grafiku z Kodeksu pracy odnosi się do pierwotnego ustalenia harmonogramu, nie do jego późniejszych zmian.
Innymi słowy — pracodawca może zmieniać grafik kiedy chce, bo przepisy tego nie regulują. Kiedy dokładnie powinien poinformować pracownika? To pracodawca powinien to określić we własnych regulacjach wewnętrznych. Zgodnie z doktryną — najpóźniej do końca ostatniego dnia pracy przed zmianą. W praktyce: w ostatniej chwili, ale „zgodnie z prawem”.
Elektroniczny strażnik nie wystarczył
Inspektorzy odnotowali, iż Biedronka korzysta z elektronicznego systemu planowania czasu pracy, który automatycznie blokuje zmiany naruszające prawo do odpoczynku dobowego. To brzmi jak zabezpieczenie — ale jak pokazały kontrole, nie zawsze działa idealnie. Pomimo działania systemu, w czterech sklepach stwierdzono naruszenia dotyczące odpoczynku dobowego, w dwóch — tygodniowego. Powód? Praca w nadgodzinach, której ten system nie wyłapał z jakiegoś powodu.
Kontrola pod warunkiem zgłoszenia
Na zakończenie GIP dorzuca zdanie, które mówi chyba najwięcej o granicach inspekcji pracy: najskuteczniejszą formą weryfikacji tego rodzaju problemów jest kontrola wszczęta po otrzymaniu zgłoszenia dotyczącego konkretnej sprawy w konkretnym sklepie. Natomiast pracownicy Biedronki, którzy w grudniu zgłaszali problemy robili to anonimowo lub przez związki zawodowe…

4 godzin temu









