Korporacyjna rzeczywistość – pracownik jako numer na liście płac

kasiaperla.blogspot.com 2 godzin temu

Witaj w systemie! W dużych firmach często mówi się o „zasobach ludzkich”. Już samo to określenie brzmi dość… technicznie. Bo czy człowiek może być zasobem, jak toner w drukarce albo miejsce na serwerze? A jednak – w wielu korporacjach pracownik przestaje być osobą, a zaczyna być pozycją w Excelu, identyfikatorem w systemie i kosztem w budżecie.

Na etapie rekrutacji wszystko wygląda inaczej. Mówi się o wartościach, rozwoju, przyjaznej atmosferze i „ludziach na pierwszym miejscu”. Kandydat czuje się ważny, zaopiekowany, wręcz wyjątkowy. Dopiero później okazuje się, iż to był etap „sprzedaży”, a rzeczywistość to już zupełnie inna historia.


Decyzje zapadają… gdzieś indziej

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech dużych organizacji jest to, iż decyzje dotyczące pracownika zapadają poza nim – w salach konferencyjnych, na spotkaniach managementu, w raportach i tabelkach.

Ty w tym czasie wykonujesz swoje obowiązki, realizujesz cele, angażujesz się w projekty… nie mając pojęcia, iż ktoś właśnie decyduje o Twojej przyszłości zawodowej.

A potem przychodzi moment komunikatu. Krótkiego, konkretnego, bez przestrzeni na dyskusję:
„Od przyszłego miesiąca wprowadzamy zmiany…”

I tyle.

Nie ma pytania o Twoją opinię, nie ma rozmowy o tym, jak to wpłynie na Twoje życie. Jest decyzja – i informacja.

Przeniesiony, bo tak wyszło

W korporacyjnym świecie możesz pewnego dnia usłyszeć, iż zmieniasz dział, zespół albo zakres obowiązków. Bez wcześniejszej rozmowy, bez konsultacji, często bez sensownego uzasadnienia.

„Taka jest decyzja biznesowa.”

To zdanie potrafi zamknąć każdą dyskusję.

Problem w tym, iż za tą „decyzją biznesową” stoi realny człowiek – z doświadczeniem, planami, przyzwyczajeniami i często konkretną ścieżką kariery. Przeniesienie do innego działu może oznaczać cofnięcie się o kilka kroków, pracę w obszarze, który nie interesuje, albo konieczność uczenia się wszystkiego od nowa.

Ale system tego nie widzi. Widzi tylko potrzeby organizacji.

Więcej obowiązków, ta sama umowa

Kolejnym standardem jest rozszerzanie zakresu obowiązków bez formalnych zmian.

Zaczyna się niewinnie: „Czy możesz się tym zająć?”
Potem dochodzi: „To teraz będzie część Twojej roli.”
A na końcu okazuje się, iż robisz pracę za dwie osoby.

Bez aneksu do umowy. Bez zmiany wynagrodzenia. Bez jasnych zasad.

Za to z narracją, iż to „szansa”, „rozwój” i „docenienie”.

Tylko iż rozwój bez wynagrodzenia i bez zgody zaczyna przypominać raczej przesuwanie granic pracownika niż realną inwestycję w jego karierę.

Godziny pracy? Elastyczne… dla firmy

Elastyczność pracy to jedno z najczęściej używanych słów w ogłoszeniach o pracę. Problem polega na tym, iż w praktyce oznacza ona głównie elastyczność pracownika wobec potrzeb firmy.

Zmiana grafiku?
Nowe godziny pracy?
Dostosowanie do projektu?

Oczywiście – wszystko możliwe.

Ale czy ktoś pyta, czy możesz pracować o innych porach? Czy bierze pod uwagę Twoje życie prywatne, rodzinę, dojazdy?

Często nie. Bo w korporacyjnej rzeczywistości to pracownik ma się dopasować. System już działa – Ty masz się w niego wpisać.

Masz wybór – tylko dwa

Najbardziej przewrotne w tym wszystkim jest to, iż formalnie zawsze masz wybór.

Możesz:
  • zaakceptować zmiany,
  • albo odejść.
Brzmi uczciwie? Tylko na pierwszy rzut oka.

Bo kiedy kredyt, rachunki i stabilność finansowa wchodzą do gry, ten „wybór” przestaje być realny. Staje się presją.

Nie ma miejsca na negocjacje, na „nie zgadzam się”, na próbę wypracowania rozwiązania. Jest komunikat i oczekiwanie, iż się dostosujesz.

Gdzie podziało się indywidualne podejście?

Hasło „indywidualne podejście do pracownika” w wielu firmach funkcjonuje głównie jako element marketingu employer brandingowego.

W praktyce liczą się procesy, procedury i wyniki. Człowiek jest elementem układanki – ważnym, ale łatwo zastępowalnym.

Nie ma znaczenia, ile lat pracujesz w firmie, ile projektów dowiozłeś, ile razy „ratowałeś sytuację”. W momencie zmian organizacyjnych stajesz się jednym z wielu.

System nie pyta: „kim jesteś?”
System pyta: „gdzie możemy Cię wykorzystać?”


Człowiek czy zasób? Korporacje dają wiele – stabilność, doświadczenie, możliwości rozwoju. Nie można tego ignorować.

Ale jednocześnie często odbierają coś równie ważnego – poczucie bycia traktowanym jak człowiek, a nie jak zasób.

Kiedy decyzje zapadają bez Ciebie, obowiązki rosną bez uzgodnień, a zmiany wchodzą w życie bez Twojej zgody, trudno mówić o partnerstwie.

Pozostaje więc pytanie, które każdy pracownik prędzej czy później sobie zada:
czy jestem częścią tej organizacji… czy tylko pozycją na liście płac?
Idź do oryginalnego materiału