Ruszyła maszyna. Może w tempie żółwia i z wyraźnym oporem, ale jednak ruszyła. Po długim okresie wyczekiwania pracodawca skierował do ministra wniosek o wyznaczenie mediatora. Teraz czekamy na kluczową decyzję i nazwisko osoby, która ma pomóc obu stronom wyjść z impasu.
Sam fakt uruchomienia tej procedury należy uznać za krok we adekwatnym kierunku. Oczywiście nie przesądza on jeszcze o ostatecznym powodzeniu rozmów. Dla nas najważniejsze znaczenie będzie miała bezstronność mediatora oraz zaufanie, jakie zdoła on wzbudzić po obu stronach sporu.
Jasne zasady gry
Gdy tylko mediator zostanie wyznaczony, wnikliwie ocenimy jego doświadczenie, dotychczasową działalność i to, czy daje realne gwarancje niezależności. jeżeli nie pojawią się uzasadnione zastrzeżenia, zaakceptujemy jego kandydaturę i przystąpimy do mediacji z pełną wolą prowadzenia rzeczowego dialogu.
Jeżeli jednak powstaną wątpliwości co do bezstronności tej osoby, zwrócimy się o jej zmianę i wskazanie kolejnego kandydata. Mediacja może mieć sens tylko wtedy, gdy obie strony ufają osobie prowadzącej rozmowy. W przeciwnym razie stanie się jedynie pustą formalnością, która nie przybliży nas do rozwiązania problemu.
Oczekujemy gestu dobrej woli
Jednocześnie zwrócimy się do pracodawcy, aby zgodnie z dobrymi obyczajami i odpowiedzialnością za adekwatny przebieg całego procesu, pokrył wynagrodzenie mediatora w całości. Uważamy, iż byłby to potrzebny gest dobrej woli.
Teraz pozostaje nam czekać na decyzję ministra. Oby za tym pierwszym ruchem gwałtownie poszły następne, już nie w żółwim tempie, ale z rzeczywistą wolą rozwiązania sporu.








