Konferencja „Nations First Forum – przyszłość stosunków transatlantyckich” została zorganizowana wspólnie przez Warsaw Enterprise Institute oraz New Direction, we współpracy z The Heritage Foundation oraz America First Policy Institute. Podczas wydarzenia chcieliśmy połączyć perspektywę polską, europejską i amerykańską oraz odpowiedzieć na pytanie, jak ma wyglądać Zachód i czy przez cały czas będzie stanowił jedną wspólnotę gospodarczą, polityczną i cywilizacyjną. Konferencja odbyła się w czwartą rocznicę rosyjskiej agresji na Ukrainę i ten kontekst był wyraźnie obecny podczas wystąpień poszczególnych panelistów.
Konferencję otworzył prezes WEI Tomasz Wróblewski. Nawiązując do czwartej rocznicy rosyjskiej inwazji na Ukrainę, podkreślił, iż „wojna nie jest teorią”, a bezpieczeństwo nie jest dane raz na zawsze. „Stary porządek świata się rozpadł” – mówił, wskazując, iż przekonanie o trwałości liberalnego ładu okazało się iluzją. W jego ocenie Europa zbyt długo funkcjonowała w poczuciu komfortu, zakładając, iż globalizacja i ponadnarodowe instytucje zagwarantują nam stabilność. Hasło „Nations First” nie oznacza w tej perspektywie izolacji, ale powrót do odpowiedzialności państw narodowych jako fundamentu silnego sojuszu transatlantyckiego (pełną treść wystąpienia prezesa można przeczytać TUTAJ).

Jurgis Klotins, reprezentujący New Direction, wniósł do debaty perspektywę państwa, które nie traktuje wojny jako abstrakcyjnej kategorii politycznej. Dla państw bałtyckich zagrożenie rosyjskie jest codziennym punktem odniesienia dla polityki bezpieczeństwa. W jego ocenie agresja Rosji nie jest incydentem, ale konsekwencją imperialnej ideologii, która podważa fundamenty ładu międzynarodowego. Podkreślił, iż Rosja stanowi zagrożenie nie tylko militarne, ale i cywilizacyjne, ponieważ jej ambicją jest zniszczenie zasad, na których opiera się Zachód. Jednocześnie jego wystąpienie wykraczało poza czysto wojskowy wymiar bezpieczeństwa. Odwoływał się do fundamentów cywilizacyjnych Zachodu – racjonalności wywodzącej się z Grecji i Rzymu oraz tradycji judeochrześcijańskiej. „Odnowa naszej cywilizacji wymaga powrotu do podstawowych wartości – odpowiedzialności, porządku i pokory wobec prawa” – mówił.

W swoim wystąpieniu b. premier RP Mateusz Morawiecki złożył propozycję powołania „gospodarczego NATO”, czyli strefy wolnego handlu obejmującej państwa Sojuszu. „Tak jak artykuł 5 nie jest wartością ostateczną ze względu na swoją treść, tak w nowych okolicznościach gospodarczych musimy poszukać adekwatnych rozwiązań handlowych i inwestycyjnych” – argumentował. Jego zdaniem połączone PKB obszaru transatlantyckiego to około połowa światowej gospodarki nominalnej, jest to potencjał, który powinien zostać wykorzystany do narzucania globalnych standardów regulacyjnych i technologicznych. Morawiecki mówił wprost o rywalizacji z tandemem chińsko-rosyjskim i ostrzegał przed utratą kontroli nad strategicznymi sektorami. „Walka toczy się o to, kto będzie na szczycie piramidy wartości dodanej” – podkreślał, przywołując przykład dominacji Chin w produkcji samochodów elektrycznych. Zwrócił również uwagę na nasilające się napięcia handlowe istniejące między USA a UE, przekonując, iż „wyrwanie się z pętli protekcjonizmu” jest w interesie obu stron Atlantyku.

Ambasador USA Thomas Rose już na wstępie podkreślił, iż polityka „America First” może w Europe być błędnie interpretowana jako izolacjonizm. „America First nie oznacza jednak America Alone”, chodzi o nowe określenie zasad partnerstwa w duchu odpowiedzialności i wzajemności, a nie o jego zerwanie. Przypadająca właśnie czwarta rocznica agresji rosyjskiej na Ukrainę powinna przypominać naszemu sojuszowi, iż wojna nie jest abstrakcją, a bezpieczeństwo nie jest dane nam raz na zawsze. W tym kontekście Ambasador Rose podkreślił, iż tylko siła, a nie iluzje, mogą powstrzymać tyranię. Sojusze nie są działalnością charytatywną, muszą opierać się na równowadze, a Stany Zjednoczone nie mogą bez końca finansować obronności państw, które odkładają inwestycje w bezpieczeństwo na rzecz innych priorytetów. Wystąpienie zawierało również mocne przypomnienie historycznego zaangażowania USA w Europie. Przywołano Plan Marshalla, budowę NATO i amerykański parasol atomowy jako fundamenty powojennego ładu. „Pół miliona Amerykanów zginęło na tym kontynencie, żeby bronić Europy”, a miliony „służyły tutaj jako obrońcy, nie okupanci”. To właśnie stworzyło podstawy sojuszu transatlantyckiego. Po zakończeniu zimnej wojny część europejskich sojuszników przyjęła za pewnik, iż amerykańskie gwarancje będą trwałe i bezwarunkowe. Na tym tle Polska została wskazana jako przykład odpowiedzialnej transformacji. „Zrównoważony rozwój gospodarczy to podwaliny siły militarnej” podkreślił ambasador Rose, chwaląc polskie konsekwentne inwestycje w obronność i wzmacnianie suwerenności. Właśnie takie państwa jak Polska, silne, świadome swojej historii i odpowiedzialne wobec obywateli, powinny być fundamentem trwałego sojuszu. Odnowione relacje transatlantyckie mają opierać się nie na jednostronnych gwarancjach, ale na sile wolnych narodów i wzajemnej odpowiedzialności sojuszników.
Podczas pierwszej sesja konferencji pt. Economy and Prosperity: Trade, Energy, and Competition debata koncentrowała się wokół pytania, czy Zachód powinien odpowiedzieć na globalną rywalizację gospodarczą większym protekcjonizmem i polityką przemysłową, czy raczej obroną zasad wolnego rynku i deregulacją.

Carla Sands wyraźnie akcentowała znaczenie bezpieczeństwa energetycznego i reindustrializacji. W jej ocenie państwo, które uzależnia się od zewnętrznych dostaw energii lub kluczowych komponentów przemysłowych, traci realną suwerenność. Podkreślała, iż polityka „America First” nie oznacza izolacjonizmu, ale odbudowę krajowych zdolności produkcyjnych jako fundamentu wiarygodnego sojuszu. Wskazywała również na rolę energii, w tym gazu i atomu, jako czynnika przewagi konkurencyjnej USA. Z kolei Lorenzo Montanari bronił bardziej klasycznie wolnorynkowego podejścia. Ostrzegał przed nadmiernym używaniem taryf celnych jako narzędzia politycznego, argumentując, iż ostatecznie koszty takich działań ponoszą konsumenci i przedsiębiorcy. W jego opinii siłą Zachodu była zawsze otwartość handlowa i niskie podatki, a odpowiedzią na konkurencję Chin powinna być deregulacja i wzmocnienie przedsiębiorczości, nie zamykanie rynków. Perspektywę polską wnieśli Mikołaj Pisarski i Piotr Palutkiewicz. Pisarski podkreślał, iż dla państw takich jak Polska najważniejsze jest utrzymanie dostępu do globalnych rynków i stabilnych łańcuchów dostaw. Zwracał uwagę, iż małe i średnie gospodarki nie mogą sobie pozwolić na gwałtowne zerwanie z zasadami wolnego handlu, ale jednocześnie muszą brać pod uwagę ryzyko geopolityczne. Palutkiewicz akcentował natomiast znaczenie konkurencyjności regulacyjnej i podatkowej. W jego ocenie Europa osłabia się nadmierną biurokracją oraz kosztowną polityką klimatyczną, co w połączeniu z wysokimi cenami energii może prowadzić do trwałej utraty przemysłu. istotny głos wniósł Victor Shmeruk, reprezentujący sektor technologiczny. Wskazywał, iż globalne firmy inwestują tam, gdzie panują przewidywalne i spójne reguły. Fragmentacja regulacyjna między USA a UE, zwłaszcza w obszarze cyfrowym, może ograniczać innowacyjność i zwiększać koszty prowadzenia działalności. Jego wypowiedź wprowadziła perspektywę praktyczną: stabilność prawa bywa równie istotna jak jego treść. Dyskusja pokazała wyraźne napięcie między potrzebą suwerenności gospodarczej a obroną otwartych rynków. Część panelistów widziała w reindustrializacji i selektywnej ochronie rynku warunek bezpieczeństwa, inni ostrzegali przed powrotem do protekcjonizmu. Wspólnym mianownikiem była jednak teza, iż gospodarka stała się dziś elementem strategii bezpieczeństwa, a relacje transatlantyckie muszą znaleźć nową równowagę między konkurencyjnością, energią i wolnym handlem.

Druga sesja The New World Disorder: Security, Power, and the Future of Transatlantic Community przeniosła dyskusję z gospodarki na geopolitykę. Dyskusję rozpoczęto od odpowiedzi na pytanie, czy Europa pozostaje dla USA strategicznie niezbędna, czy raczej powinna nauczyć się funkcjonować w warunkach samodzielnego dbania swoje bezpieczeństwa.
Rozpoczął Marek Magierowski, który wskazał, iż w amerykańskiej percepcji termin „Europa” wciąż często oznacza Europę Zachodnią, a Europa Środkowo-Wschodnia pozostaje mentalnie „osobnym bytem”. Ta obserwacja prowadziła do praktycznego dylematu dla Polski: czy w relacjach z administracją Trumpa lepiej podkreślać własną „europejskość”, co dotąd często było pomocne, czy też raczej akcentować odrębność regionu i bliskość wartości wobec konserwatywnej agendy w USA. Drugi dylemat ambasador ujął równie wprost: Polska mówi Ameryce „poradzimy sobie i zwiększamy wydatki”, ale jednocześnie oczekuje utrzymania, a choćby zwiększenia, obecności wojsk USA. Napięcie między samowystarczalnością a realną zależnością było jednym z głównych motywów tej sesji. Victoria Coates nazwała obecną zmianę w relacjach transatlantyckich „systemową” i zdrową. Europa przez to nie staje się mniej ważna, ale staje się znacząca, jako partner gospodarczy i energetyczny, podczas gdy USA muszą równolegle skupiać uwagę na Chinach. Podkreślała, iż partnerstwo powinno wejść w nową fazę, bardziej opartą na odpowiedzialności i własnych zdolnościach Europy. Z kolei Matthew Boyce doprecyzował amerykańską optykę, zgoda wśród elit amerykańskich dotyczy tego, iż to Chiny są kluczowym wyzwaniem, jednak Rosja pozostaje realnym zagrożeniem, zwłaszcza dla wschodniej flanki NATO. Wskazywał, iż zmiana priorytetów ma też charakter doktrynalny, porównywał ją choćby do logiki „wietnamizacji”, dziś określanej jako „europeizacja”, a sednem jest oczekiwanie większego zaangażowania się europejskich sojuszników. Istotnym rozwinięciem panelu był wątek bezpieczeństwa energetycznego. Alice Neffe przekonywała, iż energia zawsze była sercem geopolityki, a technologie jądrowe, w tym SMR-y i reaktory ciepłownicze, mogą budować odporność państw nie tylko w czasie pokoju, ale i kryzysu. Jej teza brzmiała, iż nie ma potrzeby wybierać między Europą a USA, ponieważ przestrzeń współpracy jest ogromna, a prawdziwym konkurentem Zachodu pozostaje Rosja, która wciąż ma silną pozycję w eksporcie technologii i surowców. Ten wątek wracał też w komentarzu Ambasadora Magierowskiego, który pokazał długą perspektywę relacji na przykładzie polskiego atomu: umowy i inwestycje energetyczne wykraczają poza kadencje konkretnych prezydentów w USA, więc Polska musi budować relacje z USA, a nie z konkretnymi amerykańskimi prezydentami. Radosław Fogiel krytycznie odniósł się do projektów strategicznej autonomii UE, wskazując, iż w klasycznej wersji była to koncepcja wypychania USA z Europy, historycznie bliska francuskim ambicjom, a dziś bywa też narzędziem hegemonicznych aspiracji największych państw europejskich. Jednocześnie dopuszczał „dobrą” wersję autonomii: wzmacnianie europejskiego potencjału jako dodatkowego filaru NATO, ale nie jego substytutu. W dyskusji przewijała się przestroga, iż decyzje bezpieczeństwa w 2022 roku, gdy część elit europejskich była gotowa pogodzić się z szybkim upadkiem Ukrainy, pokazują, jak ryzykowne byłoby scentralizowanie tych decyzji w strukturach, które reagują wolniej i bardziej kompromisowo. Panel zakończył się umiarkowanym optymizmem: relacje transatlantyckie będą „falować”, ale nie są do zastąpienia. Oznacza to „kluczowe, ale ograniczone” wsparcie USA, oraz budowa własnych zdolności przez Europę i utrzymanie jedność wobec rosnącej presji Chin oraz stałego zagrożenia rosyjskiego.

Trzecia sesja Civilization Under Pressure: Faith, Freedom and New Ideologies miała charakter najbardziej fundamentalny. O ile wcześniejsze panele dotyczyły gospodarki i geopolityki, o tyle tutaj rozmowa zeszła na poziom aksjologii: na jakich wartościach opiera się dziś Zachód i czy na ile te fundamenty ulegają erozji.
Sebastian Stodolak otwierając panel, zadał pytanie o kondycję współczesnej rodziny jako „papierka lakmusowego” stanu cywilizacji zachodniej. Wysokie wskaźniki rozwodów, rekordowo niska dzietność oraz kulturowa redefinicja małżeństwa i rodzicielstwa zostały przedstawione jako symptomy głębszego przesunięcia. Stephen Bartulica wskazał na „dyktaturę relatywizmu” i ideologie podważające naturalne rozumienie rodziny. Jego zdaniem kluczowa jest walka o kulturę – uniwersytety, media i przestrzeń publiczną – bo to one kształtują przyszłe pokolenia bardziej niż same wybory polityczne. Ostrzegał także przed cenzurą pod hasłem walki z „mową nienawiści” i przed nadużywaniem pojęcia wolności w oderwaniu od prawdy moralnej. Z kolei Barbara Socha wniosła do debaty perspektywę społeczno-ekonomiczną. Podkreślała, iż zmiany kulturowe nie zachodzą w próżni, przez całe dekady państwo przejmowało funkcje rodziny, a systemy emerytalne i model rynku pracy zmniejszyły ekonomiczną racjonalność posiadania dzieci. W Polsce dodatkowym czynnikiem była transformacja lat 90., której koszt społeczny do dziś wpływają na mentalność młodych kobiet. Socha zwracała uwagę na brak społecznego uznania dla pracy domowej i macierzyństwa, w odróżnieniu od amerykańskiego pojęcia homemaker. Prof. Andrzej Nowak osadził zjawisko w długiej perspektywie historycznej. Przywołał przykłady starożytnej Grecji i Rzymu, gdzie kryzys demograficzny poprzedzał osłabienie cywilizacji. Jego zdaniem obecny kryzys wynika nie tyle z biedy, ile z kultury hedonizmu i, jak to ujął, „nienawiści do człowieka”, przejawiającej się w przekonaniu, iż dziecko jest obciążeniem dla planety czy stylu życia. Perspektywę amerykańską przedstawiła Rachel Sheffield, analizując wpływ publicznych polityk socjalnych na małżeństwo. Wskazała, iż system świadczeń w USA bywa skonstruowany w sposób zniechęcający do zawierania małżeństw. Jednocześnie podkreśliła rolę zmiany aspiracji, młodzi ludzie stawiają teraz na karierę i stabilność finansową, a małżeństwo przestaje być naturalnym początkiem dorosłości. Jej zdaniem istotna jest także „infrastruktura kulturowa” tj. brak pozytywnych wzorców rodzinnych i społecznego wsparcia dla rodzicielstwa. Mario Bramnick zaakcentował wymiar duchowy. Jego zdaniem fundamentem trwałej rodziny jest wiara i wartości judeochrześcijańskie. Bez odniesienia do transcendentnych norm wolność przekształca się w indywidualizm oderwany od odpowiedzialności. W końcowej rundzie paneliści zostali poproszeni o praktyczne wskazówki. Wspólnym mianownikiem była odpowiedzialność indywidualna: budowanie silnych małżeństw, dawanie przykładu własnym życiem, wzmacnianie lokalnych wspólnot oraz odzyskiwanie języka, w którym wolność oznacza także odpowiedzialność. Panel nie przyniósł jednej recepty, ale jasno zarysował przekonanie, iż kryzys demograficzny i osłabienie rodziny są nie tylko problemem społecznym, ale cywilizacyjnym, a odpowiedź na niego wymaga równocześnie refleksji kulturowej, instytucjonalnej i osobistej.

Zamknięcie konferencji przez Marcina Przydacza miało wyraźnie strategiczny i państwowy charakter. Rozpoczął on od podkreślenia znaczenia współpracy konserwatywnych środowisk po obu stronach Atlantyku, wskazując, iż relacje USA–Europa „nie mogą zostać zredukowane do samych interesów”. O ile w klasycznej dyplomacji mówi się, iż państwa nie mają trwałych przyjaciół, ale interesy, o tyle w przypadku relacji transatlantyckich istnieje coś więcej: wspólne dziedzictwo historyczne i cywilizacyjne. Ameryka wyrosła z europejskiej tradycji politycznej i intelektualnej, a fundamentem partnerstwa pozostają wartości Zachodu i cywilizacji chrześcijańskiej. Wskazał on również na trzy filary współpracy polsko-amerykańskiej: obronność, energię i suwerenność. Polska inwestuje znaczną część budżetu obronnego w amerykański przemysł zbrojeniowy, budując w ten sposób realne, długofalowe partnerstwo. Podobnie w obszarze energetyki, zwłaszcza w kontekście technologii jądrowych. W jego ujęciu nie są to jedynie transakcje handlowe, ale element strategicznej architektury bezpieczeństwa. Centralnym punktem wystąpienia była jednak diagnoza zagrożenia rosyjskiego. Przydacz mówił o imperializmie Rosji jako zjawisku trwałym i strukturalnym, nie ograniczonym do jednej osoby czy jednej kadencji na Kremlu. Przypomniał wojnę w Gruzji, aneksję Krymu (2014) czy rosyjską inwazję na Ukrainę w 2022 r., podkreślając również wymiar wojny hybrydowej: dezinformację, sabotaż, prowokacje w przestrzeni powietrznej. Minister Przydacz odrzucił także jako fałszywą alternatywę „albo proamerykańskość, albo proeuropejskość”. Bezpieczeństwo Polski opiera się zarówno na NATO i relacji z USA, jak i na stabilności gospodarczej wynikającej z członkostwa w UE. Jednocześnie wskazał na potrzebę reformy samej Unii, powrotu do pierwotnych zasad traktatowych, ograniczenia nadmiernej biurokracji oraz rewizji polityk, które jego zdaniem osłabiają konkurencyjność Europy. W zakończeniu Minister Przydacz wskazał, iż Polska powinna być aktywnym uczestnikiem NATO, UE czy G20 oraz budować swą pozycję poprzez inwestycje w obronność, reindustrializację i konkurencyjność gospodarczą. Było to wystąpienie, które spinało konferencję klamrą: silne, suwerenne narody – zakorzenione w wartościach i świadome zagrożeń – mają być fundamentem stabilnego ładu transatlantyckiego.
Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć z tego wydarzenia:

4 godzin temu













