Kariera Agaty Greguły w ApexNet to historia konsekwencji, cierpliwości i świadomego budowania autorytetu. Od sprzedaży po stanowisko dyrektorki operacyjnej – bez spektakularnych skrótów, za to z uważnością na ludzi, procesy i wartości. W rozmowie opowiada, dlaczego prawdziwe przywództwo nie zaczyna się od stanowiska, ale od odpowiedzialności, pracy nad sobą i umiejętności słuchania.
BWL: Czym zajmuje się Pani w firmie ApexNet jako dyrektorka operacyjna i jak Pani definiuje swoją rolę w strukturze organizacji?
AG: ApexNet od lat 25 lat specjalizuje się w edukowaniu administracji publicznej, przede wszystkim w obszarze prawa zamówień publicznych, ale także innych zagadnień prawnych. Jesteśmy jednym z liderów rynku szkoleń dla sektora publicznego, a naszą przewagą jest jakość, doświadczenie i konsekwencja w działaniu. Jako dyrektorka operacyjna odpowiadam za kierowanie zespołem oraz zarządzanie procesami w taki sposób, aby ta jakość była realna i powtarzalna. Moim zadaniem jest przekładanie strategii firmy na codzienną pracę zespołów, tak aby ApexNet pozostawał pierwszym wyborem klientów i wyznaczał standardy w naszej branży.
BWL: Dołączyła Pani do ApexNet w 2012 roku jako handlowiec. Co na tym etapie kariery było dla Pani największym wyzwaniem?
AG: Cierpliwość i zaakceptowanie, iż niektóre procesy po prostu potrzebują czasu. Od początku swojej drogi zawodowej byłam związana ze sprzedażą – adekwatnie poświęciłam jej całą karierę przez wiele lat. Dopiero z perspektywy czasu zrozumiałam, iż prawdziwy rozwój, zarówno zawodowy, jak i osobisty, wymaga cierpliwości i empatii wobec samej siebie i innych. Jakość przychodzi wtedy, gdy akceptujemy fakt, iż w rozwoju nie ma dróg na skróty.
BWL: Jakie doświadczenie okazało się dla Pani najtrudniejsze, gdy po raz pierwszy objęła Pani rolę menedżerską i zaczęła zarządzać zespołem?
AG: Trudnych momentów było wiele. Awans wewnętrzny zawsze wiąże się z wyzwaniem zmiany roli i relacji wobec zespołu, z którym wcześniej funkcjonowaliśmy na poziomie koleżeńsko-przyjacielskim. Razem rośliśmy, osiągaliśmy sukcesy i ponosiliśmy porażki, a teraz moja rola miała się zmienić. Najtrudniejsze okazało się wsłuchanie się w swój własny głos w momencie, gdy dookoła pojawia się wiele oczekiwań, i podjęcie decyzji, jak realizować się w nowej roli, pozostając wierną swoim wartościom i postawom.
BWL: Jak budowała Pani swój autorytet w sytuacji, gdy nie miała Pani jeszcze formalnej władzy ani dużego doświadczenia menedżerskiego?
AG: Jak wcześniej wspomniałam – nie ma dróg na skróty. Budowanie autorytetu to proces, który wymaga czasu, odwagi i równowagi: umiejętności słuchania, ale też podejmowania decyzji, których nie chce albo nie potrafi podjąć nikt inny, oraz wzięcia za nie odpowiedzialności. Po drodze popełniałam błędy – czasem zbyt długo szukałam akceptacji, innym razem brałam na siebie zbyt wiele. Z perspektywy czasu wiem jednak, iż właśnie te doświadczenia były elementem pracy nad autorytetem. Autorytet nie wynika ze stanowiska ani z nazwy funkcji, ale z konsekwencji, spójności i codziennej pracy – z tego, jakimi decyzjami się kierujemy i jakie wartości za nimi stoją.
BWL: Często podkreśla Pani, iż ludzie są najważniejszym kapitałem firmy. Jak to podejście wygląda w codziennej praktyce zarządzania?
AG: W praktyce oznacza to, iż moja praca w dużej mierze koncentruje się na zespole. Można mówić o komforcie pracy, potrzebie stabilności i poczuciu bezpieczeństwa – to wszystko jest bardzo ważne.
Dla mnie najważniejsze jest jednak coś więcej: zaufanie i przestrzeń do pokazywania swoich możliwości, branie odpowiedzialności oraz realna możliwość angażowania się w decyzje ważne dla organizacji. Właśnie tam widzę prawdziwy kapitał – w pomysłach zespołu i w sposobach, w jakich wspólnie osiągamy cele.
BWL: Jakie cechy kobiecego przywództwa uważa Pani dziś za swoją największą siłę?
AG: Zdecydowanie ciekawość i umiejętność słuchania, a także realne skupienie na drugiej osobie. Dzięki ciekawości zadaję dużo pytań i odchodzę od tradycyjnego chowania się za frazesami. Kobiety potrafią łączyć empatię z odpowiedzialnością – rozumiemy emocje i szanujemy je, ale jednocześnie podejmujemy trudne decyzje. Ta równowaga pozwala budować zaufanie bez rezygnowania z konsekwencji.
BWL: Z perspektywy dzisiejszego doświadczenia – czego nie musi już Pani nikomu udowadniać?
AG: Próba udowodnienia swojej wartości innym z góry skazana jest na porażkę. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, iż popełniasz błąd, iż nie masz wystarczających kwalifikacji albo znajdzie inne – najczęściej bolesne – argumenty. Jedyną osobą, której zawsze muszę coś udowodnić, niezależnie od doświadczenia i lat pracy, jestem ja sama.
BWL: Jaką jedną, najważniejszą radę dałaby Pani kobietom, które dziś są na początku swojej drogi zawodowej?
AG: Powiedziałabym, żeby zawsze były w pełni zaangażowane – w siebie, w zespół, w swoje życie i karierę. Nikt za nie tego nie zrobi. Każda z nas dojdzie w pewnym momencie do pytania, czy jest w miejscu, w którym chce być. Ważne, żeby wtedy znać odpowiedź i mieć jasno określony następny cel.


2 godzin temu





