– Zajrzeliśmy do ponad 400 gmin w woj. śląskim, małopolskim i mazowieckim.
Zapytaliśmy je o to, jak sobie radzą z kontrolami, jak kontrolują nielegalne kopciuchy, które w tych województwach funkcjonują. Okazuje się, iż niestety kontrole są na bardzo niskim poziomie. Po pierwsze, tylko w 1/5 gmin jest straż gminna albo miejska – mówi agencji Newseria Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego.
Zakazy eksploatacji pozaklasowych kotłów na węgiel i drewno, czyli tzw. kopciuchów
W całej Polsce 14 województw do tej pory uchwaliło uchwały antysmogowe, z wyjątkiem warmińsko-mazurskiego i podlaskiego. Na mocy tych przepisów wprowadzono zakazy eksploatacji pozaklasowych kotłów na węgiel i drewno, czyli tzw. kopciuchów. Mimo to w wielu polskich regionach takie urządzenia wciąż funkcjonują. Jak pokazuje raport Polskiego Alarmu Smogowego „Dusząca bezkarność”, przez niewystarczającą liczbę kontroli i brak kar tempo wymiany przestarzałych kotłów spowolniło.
Jak wynika z analiz PAS, w 2024 roku 45 na 70 analizowanych gmin w metropolii warszawskiej nie posiadało straży miejskiej lub gminnej. Na Śląsku było takich 109 na 164, a w województwie małopolskim – 144 na 182 badane.
Urzędnicy pracują do godziny 16.00 czy 17.00, po godzinach pracy urzędu kontroli w ogóle nie ma
– Z egzekwowaniem uchwał antysmogowych mamy poważny problem w gminach, w których nie ma straży gminnej albo miejskiej. To jest 80 proc. gmin w Polsce. To znaczy, iż nie ma kto chodzić po domach i sprawdzać. Urzędnicy pracują do godziny 16.00 czy 17.00, po godzinach pracy urzędu kontroli w ogóle nie ma. A choćby o ile urzędnicy kontrolują posesje, to właściciele mogą im odmówić wejścia, bo to jest tylko urzędnik. Straży miejskiej już nie można odmówić wpuszczenia na posesję – wyjaśnia Piotr Siergiej.
Jak wynika z raportu, w metropolii warszawskiej do prowadzenia kontroli z zakresu ochrony powietrza upoważnionych było łącznie 801 osób, w tym 471 strażników miejskich lub gminnych, a także 330 pracowników urzędów. Na Śląsku było to łącznie nieco ponad 1600 osób. W województwie małopolskim do prowadzenia kontroli w zakresie ochrony powietrza upoważnionych było 1311 osób: 578 funkcjonariuszy straży miejskiej lub gminnej, a także 733 pracowników urzędu.
Wiele kontroli jest pozorowanych
W metropolii warszawskiej 15 z 70 gmin objętych analizą nie przeprowadziło minimalnej liczby kontroli wymaganej przez program ochrony powietrza. Tylko 14 proc. kontroli zakończyło się wykryciem naruszenia uchwały antysmogowej. W przypadku stwierdzenia użytkowania pozaklasowych źródeł ciepła mandaty nałożono na 15,2 proc. właścicieli, a ich wysokość to 117 zł. Na Śląsku 20 proc. gmin nie przeprowadziło minimalnej liczby kontroli, a większość wykroczeń pozostaje bezkarnych. PAS zwraca uwagę, iż wiele kontroli jest pozorowanych. W gminach bez straży nie ukarano 87 proc. takich przypadków, a w tych ze strażą – 61 proc. Stosowane kary finansowe nie działają odstraszająco. Mediana mandatów pozostaje niska – 109 zł za nieprzestrzeganie uchwały antysmogowej. Z kolei w Małopolsce w 2024 roku liczba kontroli palenisk spadła o 30 proc., a 14 gmin nie przeprowadziło minimalnej liczby kontroli wymaganej przez program ochrony powietrza.
– Co robi straż, kiedy na kontroli napotyka nielegalny kocioł, stary kopciuch, który nie powinien funkcjonować? W 90 proc. przypadków zupełnie nic. W 7 proc. przypadków stosuje jakąś sankcję, upomnienie, mandat, ale jego średnia wartość wynosi trochę ponad 160 zł – mówi Piotr Siergiej o małopolskich kontrolach z 2024 r. – o ile ktoś ma kopciucha w Polsce, niestety może czuć się bezkarnie. Gminy w ograniczonym stopniu kontrolują przestrzeganie prawa. To trochę tak, jakby policja zrezygnowała ze swoich obowiązków i przestała wystawiać radary na ulicy, nie kontrolując prędkości samochodów. Mówimy więc o duszącej bezkarności nie bez powodu. Opieszałość, zaniechania po stronie gmin są bardzo duże. To sprawia, iż kopciuchy znikają wolniej, niż powinny.
Mimo iż w ostatnich 10 latach w Polsce wymieniono około 1 mln kopciuchów, to wciąż 2,5–2,7 mln takich urządzeń ogrzewa domy
Eksperci alarmu od lat ostrzegali przed powrotem kryzysu wywołanego spalaniem węgla i drewna w starych kotłach. Mimo iż w ciągu ostatnich 10 lat w Polsce wymieniono około miliona kopciuchów, to wciąż 2,5–2,7 mln takich urządzeń ogrzewa domy, w większości przypadków, niezgodnie z prawem.
– Trudno wskazać jeden czynnik, który się przyczynia do tego, iż Polska jest krajem najmocniej lub prawie najmocniej zanieczyszczonym w Unii Europejskiej. Z jednej strony to historyczne zaszłości. Przez dekady w gospodarstwach domowych mieliśmy miliony kotłów na węgiel. Tego w Unii Europejskiej nie ma. Drugą rzeczą jest program Czyste Powietrze, który działa, ale w ograniczonym zakresie, więc powinien zostać naprawiony, żeby liczba wymian kotłów znacząco przyspieszyła – mówi rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego. Jak podkreśla analiza ekspertów alarmu, w pierwszym tygodniu stycznia 2026 r. do programu złożono 704 wnioski, a w 2024 r. średnia tygodniowa przekraczała 5,2 tys. sztuk.

7 godzin temu










![Tuczniki lekko drgnęły. Jakie są dziś ceny świń w Polsce? [SONDA]](https://static.tygodnik-rolniczy.pl/images/2026/01/28/407761.webp)


