Od korporacji do pracy z umysłem i energią

liderzyinnowacyjnosci.com 1 dzień temu

Najpierw była imponująca kariera zawodowa, a potem świadoma zmiana kierunku. Magdalena Barzyk, absolwentka The Polish Open University i MBA, przez wiele lat budowała struktury HR dla międzynarodowych firm, zarządzała setkami pracowników w kilku krajach i negocjowała z zagranicznymi zarządami. Z czasem jednak przyszło zmęczenie, zdrowotny rachunek i pytanie, które prędzej czy później dopada każdego: „czy to jest naprawdę moje powołanie?”. Odpowiedź była jednoznaczna i doprowadziła do całkowitej zmiany profesji. Dziś jako mistrzyni naturopatii i bioenergoterapii pomaga innym wracać do równowagi życiowej. Wspólnie z mężem Sebastianem prowadzi gabinet medycyny naturalnej „Samouzdrawianie” w Nowej Iwicznej pod Warszawą.

Rezygnacja z kariery w korporacjach, jakiej życzyłby sobie niejeden menedżer, była decyzją świadomą czy nagłą?

Dorastałam do niej przez dłuższy czas. Praca w korporacjach przynosiła mi wiele satysfakcji, ale ważniejsza dla mnie była rodzina, dorastające dzieci i moje zdrowie. Doświadczenie i wiedzę z międzynarodowej działalności wykorzystuję skutecznie w tym, czym zajmuję się obecnie. Można powiedzieć, iż częściowo wróciłam też do dziecięcych marzeń.

Jakie to były marzenia?

Od szóstego do dziesiątego roku życia mieszkałam z rodzicami w Nowym Jorku, bo tata pracował w dyplomacji. Chodziłam tam do amerykańskiej szkoły i obserwowałam inny świat. Dało mi to swobodę językową, ale też pewność siebie i otwartość na różne kultury. Miałam wiele młodzieńczych zainteresowań, które z czasem w sobie rozwinęłam i w tej chwili z nich korzystam. Nie wszystko udało się zrealizować, bo mieszkając w Stanach Zjednoczonych chciałam zostać prawnikiem i występować w sądzie przed ławą przysięgłych. Fascynowała mnie możliwość argumentowania i oddziaływania na innych. Już wtedy czułam, iż komunikacja i kontakt z ludźmi będą dla mnie ważne. Kiedy wróciliśmy do Polski, moje preferencje w naturalny sposób się zmieniły i wtedy chciałam być nauczycielką języka angielskiego.

Podjęłaś taką pracę w szkole?

Tak, ale bardzo gwałtownie okazało się, iż fizycznie nie jestem w stanie tego robić. Struny głosowe nie wytrzymały. Traciłam głos, musiałam przyjmować zastrzyki. To był dla mnie ogromny cios, bo naprawdę chciałam to robić. Ale jednocześnie nauczyło mnie to jednego – iż nie wszystko, co chcemy, jest dla nas dobre. W pewnym sensie to mnie ukształtowało. Ponieważ zawsze interesował mnie człowiek, jego potencjał, zachowania i emocje, poszłam na studia związane z zarządzaniem zasobami ludzkimi. Później zrobiłam MBA i to były solidne fundamenty, które bardzo gwałtownie zaczęłam wykorzystywać w praktyce.

Czy to był punkt zwrotny w rozwoju Twojej kariery zawodowej?

Nie tylko zawodowej. To był też punkt zwrotny w moim życiu osobistym. Kiedy zaproponowano mi pracę specjalistki HR w firmie produkcyjnej Panalocc Ltd w Manchesterze, spotkałam w tym mieście znajomego z Polski. Sebastian również pracował w Anglii, tylko w innej firmie. Odnowiliśmy znajomość i niedługo potem został moim mężem. W tej brytyjskiej spółce pracowałam tylko kilka miesięcy, zajmując się m.in. rekrutacją pracowników w rozwijającej się organizacji liczącej około 90 osób. To była bardzo wymagająca praca i pierwsze zderzenie z zupełnie inną kulturą biznesową – mocno zhierarchizowaną i formalną. Tam choćby drobne rzeczy były regulowane. To doświadczenie uświadomiło mi, iż kultura organizacyjna potrafi być bardziej wymagająca niż same obowiązki.

Co było później?

Zarządzałam funkcją HR dla ponad 500 pracowników w firmie Eveline Cosmetics, a następnie zaangażowałam się w działalność arabskiej grupy Alshaya. Wspierałam ich wejście na rynek Europy Środkowo-Wschodniej i pracowałam jako HR manager na Europę Środkowo- Wschodnią. Odpowiadałam za proces rekrutacji setek pracowników w Polsce, Czechach, na Węgrzech i Słowacji przez prawie 9 lat. Budowałam struktury od zera, zarządzałam zespołami, wdrażałam procedury i negocjowałam z centralą. Byłam odpowiedzialna za ludzi, procesy i decyzje, które miały realne przełożenie na duże biznesy – i nie było miejsca na błędy. To była praca 24 godziny na dobę. Laptop, telefon, ciągła dostępność. Nie było granicy między pracą a życiem prywatnym.

Co było w tej pracy najtrudniejsze?

Ciągłe balansowanie między oczekiwaniami zarządów a realiami prawa i ludzi. Szczególnie w firmach międzynarodowych, gdzie różnice kulturowe były ogromne. Każdy miał inne podejście, a ja musiałam to wszystko spinać. To była ogromna odpowiedzialność i presja. Trzeba być dobrym psychologiem, żeby to wszystko utrzymać w ryzach i nie pogubić ludzi po drodze.

Jak radziłaś sobie z różnicami kulturowymi?

To był wyjątkowy test. Arabowie mają zupełnie inne podejście do pracy, czasu i relacji. Trzeba było nauczyć się ich sposobu działania nie tylko dosłownie, ale też mentalnie. I jednocześnie pilnować, żeby wszystko było zgodne z polskim prawem. To była ciągła gra między dwoma światami. Miałam satysfakcję, iż zarząd mnie doceniał, bo nigdy ich nie zawiodłam. Jako jedyna kobieta uczestniczyłam też w spotkaniach kierownictwa grupy. To było potwierdzenie, iż moja praca ma dla nich realne znaczenie.

Czego nauczyli Cię Arabowie i Chińczycy?

Arabowie nauczyli mnie relacji i odwagi w działaniu. U nich decyzje zapadają szybko, ale podstawą jest zaufanie. Chińczycy nauczyli mnie z kolei, iż każdy problem da się rozwiązać. Oni nie analizują w nieskończoność, tylko szukają wyjścia. To bardzo rozwija, bo zaczynasz myśleć bardziej zadaniowo i mniej emocjonalnie.

Patrząc z perspektywy Twojej pracy zawodowej, co dała Ci ta kariera?

Bardzo dużo. Kompetencje, odporność, umiejętność pracy z ludźmi. Ale też świadomość, iż choćby największy sukces zawodowy nie zastąpi równowagi wewnętrznej. Wielogodzinna praca w pozycji siedzącej, stres i napięcie kumulowały się latami. W pewnym momencie kręgosłup po prostu przestał wytrzymywać. Ból był tak silny, iż konieczna była operacja, a potem długa i wymagająca rekonwalescencja. To był moment, w którym nie dało się już niczego zignorować ani „przepracować”. Organizm postawił granicę. I wtedy zrozumiałam, iż jeżeli nie zmienię życia, to ono zmieni mnie – tylko znacznie boleśniej.

To był początek drugiego życia?

Tak, bo od dziecka miałam zainteresowania związane z duchowością – astrologią, intuicją, pracą z energią. W mojej rodzinie to było naturalne. Mama, siostra i wujek mieli podobne predyspozycje. Wujek Tomasz Boros odegrał istotną rolę w moim życiu – jako pierwszy świadomie wszedł na drogę uzdrawiania. Ja obserwowałam to z bliska i chłonęłam tę wiedzę.

Czyli to nie była nagła zmiana?

Nie. To było przypomnienie sobie tego, kim jestem. Z czasem stałam się praktykiem i członkiem Polskiego Cechu Naturopatów. Ukończyłam kursy bioenergoterapii, naturopatii, Huny oraz hirudoterapii. Dziś jako mistrzyni naturopatii i bioenergoterapii pracuję z ludźmi na wielu poziomach.

Czym zajmujesz się obecnie?

Prowadzimy razem z mężem gabinet medycyny naturalnej „Samouzdrawianie”. Pracuję z ludźmi poprzez bioenergoterapię, terapię naturalną, pracę z umysłem, medytację i techniki relaksacyjne. Organizujemy warsztaty rozwoju duchowego, na których uczymy kontaktu z intuicją i wyższym Ja, pracy z energią, widzenia aury oraz metod relaksacji. Wspólnie z Sebastianem prowadzimy także kursy przygotowujące do egzaminów w zawodzie naturopaty i bioenergoterapeuty – na poziomie czeladnika i mistrza. Aktualnie jesteśmy w trakcie organizacji Festiwalu Zdrowia i Radości, który odbędzie się 13-14.06.2026 w Wilczej Wólce, w pobliżu Warszawy.

Co dziś jest dla Ciebie najważniejsze?

Zawsze pracowałam z ludźmi. Kiedyś w strukturach i organizacjach, dziś bezpośrednio – z ich emocjami, energią i świadomością. Zmieniło się wszystko, poza jednym: przez cały czas pomagam ludziom odnajdywać adekwatny kierunek. Tylko dziś robię to bliżej człowieka i bliżej siebie. A co jeszcze wydarzy się w życiu to z czasem zobaczymy.

Rozmawiała Jolanta Czudak

Wywiad z cyklu „Nowe powołania do życia”

Więcej informacji na stronach: [email protected] www.samouzdrawianie.com

https://www.samouzdrawianie.com/festiwalzdrowiairadosci

Idź do oryginalnego materiału