Odeszli za porozumieniem, wrócić nie mogą? Poczta Polska milczy o losach byłych pracowników

18 godzin temu

Ponad trzy tysiące osiemset osób rozwiązało umowę z Pocztą Polską w ramach Programu Dobrowolnych Odejść. Niektórzy — gdy minął czas a nowe plany nie wypaliły — próbowali wrócić. Nikt im nie wytłumaczył, czy mają na to jakąkolwiek szansę.

Do biura poselskiego Pauliny Matysiak zgłosił się były pracownik Poczty Polskiej. Mężczyzna przez kilka lat jeździł ciężarówkami powyżej 3,5 tony, ma uprawnienia, kartę kierowcy, doświadczenie na identycznym stanowisku, na które spółka prowadziła rekrutację w tej samej lokalizacji. Złożył dokumenty i zapadła cisza. Czy w ogóle rozpatrzono jego kandydaturę? Kto podjął decyzję? Na jakiej podstawie? Poczta Polska nie odpowiedziała na jego aplikację. Posłanka Matysiak wysłała interwencję do p.o. Prezesa Zarządu Poczty Polskiej Sławomira Żurawskiego, żeby zapytać o to, jak traktowane są aplikacje od byłych pracowników spółki.

Program się skończył, pytania zostały

PDO — Program Dobrowolnych Odejść — był elementem Planu Transformacji Poczty Polskiej. Cel: dostosowanie zatrudnienia do aktualnych potrzeb biznesowych. W 2025 roku stosunek pracy rozwiązało w ten sposób dokładnie 3 807 osób. Spora część z nich odchodziła z myślą, iż to może tylko przerwa i jak sytuacja się zmieni, wrócą. Nikt im z góry nie powiedział, na jakich warunkach — bo takich warunków po prostu nie było.

Interwencja posłanki dotyczyła precyzyjnie tego problemu: czy Poczta Polska ma jakąkolwiek wewnętrzną procedurę dotyczącą ponownego zatrudniania byłych pracowników? Czy istnieją jakieś ograniczenia — czasowe, formalne, organizacyjne? Czy udział w programie wpływa na ocenę kandydata w późniejszych rekrutacjach?

„Wszyscy kandydaci są równi”

Odpowiedź zarządu można streścić w jednym zdaniu: regulaminy PDO nie przewidywały żadnych ograniczeń czasowych ani formalnych dla ponownego zatrudnienia, a sam fakt skorzystania z programu nie ma wpływu na rekrutacje. Poczta Polska zapewnia, iż wszyscy kandydaci oceniani są według tych samych kryteriów — liczą się kompetencje, kwalifikacje i dopasowanie do stanowiska.

Brzmi rozsądnie. Problem w tym, iż ta zasada równości nie ma żadnego mechanizmu weryfikacji. Spółka przyznaje wprost, iż nie prowadzi centralnej ewidencji, która pozwalałaby ustalić, ile osób, które skorzystały z programu ponownie aplikowało i ile z nich faktycznie wróciło do pracy. Kandydaci nie są w procesie rekrutacyjnym oznaczani według kryterium wcześniejszego skorzystania z programu.

Kto decyduje — i czy ktokolwiek wie?

Odpowiedź na pytanie o strukturę odpowiedzialności jest równie mglista. Rekruterzy regionalni lub centralni weryfikują dokumenty aplikacyjne, menedżerowie zlecający rekrutację kontraktują wymagania, konsultanci merytoryczni oceniają kandydatów. Nie ma za to ani słowa o tym, czy ktokolwiek w tym łańcuchu sprawdza, czy wśród kandydatów jest były pracownik z doświadczeniem jeden do jednego pasującym do ogłoszenia.

Poczta Polska nie ukrywa, iż nie daje pierwszeństwa w rekrutacji dla byłych pracowników. Wcześniejsze zatrudnienie w spółce nie jest w rekrutacji kryterium decydującym o zatrudnieniu.

Idź do oryginalnego materiału