
Są historie technologiczne, które zaczynają się banalnie. Ktoś coś gdzieś zostawia. W biegu, między jednym lotem a drugim, między autobusem na płycie lotniska a terminalem. I zwykle kończą się równie banalnie – sprzęt znika, właściciel wzdycha, a potem kupuje nowy.
Ta historia jest jednak trochę inna. Bo ma dwa zakończenia. Jedno złe i jedno dobre. A przy okazji jest też najlepszą reklamą jednej z funkcji Apple, o której często przypominamy sobie dopiero wtedy, gdy jest już za późno.
Frankfurt, przesiadka i ten jeden moment nieuwagi
Wszystko zaczęło się w lipcu ubiegłego roku. Nasz czytelnik leciał z Warszawy z przesiadką we Frankfurcie. Scenariusz znany wielu podróżującym – szybkie opuszczanie samolotu, sprawdzanie kolejnej bramki, myślami już przy następnym locie.
I wtedy zdarza się to, co zdarza się zaskakująco często.
iPad zostaje w kieszeni fotela przed pasażerem.
Nie w torbie, nie na stoliku, nie na półce nad głową. W tym miejscu, które jest wręcz zaprojektowane do tego, żebyśmy coś w nim zapomnieli. Magazyn pokładowy, butelka wody… albo tablet.
Pech chciał, iż samolot zaparkował na płycie lotniska. Zamiast rękawa był autobus. Pasażerowie gwałtownie opuszczali pokład i po kilku minutach byli już w drodze do terminala.
I wtedy technologia zrobiła to, co potrafi najlepiej.
„Find My” działa. I to natychmiast
Gdy nasz czytelnik dotarł do terminala, dostał powiadomienie z aplikacji Find My – iPad nie znajduje się już razem z nim.
To jeden z tych momentów, kiedy człowiek jednocześnie docenia technologię… i ma ochotę krzyknąć pod nosem coś niezbyt eleganckiego.
Bo skoro powiadomienie przyszło, to znaczy, iż tablet rzeczywiście został w samolocie.
Reakcja była natychmiastowa. Zgłoszenie do stanowiska Lufthansy, szybka rozmowa z obsługą i nadzieja, iż sprawa zakończy się banalnie: ktoś znajdzie iPada podczas sprzątania kabiny, odda do biura rzeczy znalezionych i po kilku dniach sprzęt wróci do właściciela.
Rzeczywistość okazała się jednak znacznie mniej optymistyczna.
„Proszę zgłosić w biurze rzeczy znalezionych”
Obsługa Lufthansy rozłożyła ręce. Zasugerowano zgłoszenie sprawy w lotniskowym biurze rzeczy znalezionych.
To standardowa procedura.
Czytelnik zrobił wszystko tak, jak należy. W zgłoszeniu podał komplet danych:
- model urządzenia
- kolor
- numer seryjny
- numer IMEI
Dodatkowo iPad został wprowadzony w tryb utracony w systemie Apple.
Trudno wyobrazić sobie bardziej kompletny zestaw informacji. Wydawałoby się, iż jeżeli urządzenie trafi do biura rzeczy znalezionych, identyfikacja właściciela będzie banalna.
Teoretycznie.
W praktyce zaczęło się czekanie. Najpierw tygodnie. Potem miesiące. I… nic.
Zero informacji z lotniska. Zero kontaktu. Zero śladu iPada.
W tym momencie większość z nas zrobiłaby jedną rzecz: pogodziła się ze stratą i kupiła nowy sprzęt.
Ale nasz czytelnik zrobił coś bardzo ważnego. Nie usunął iPada ze swojego konta iCloud.
Osiem miesięcy ciszy
Przez osiem miesięcy nie wydarzyło się absolutnie nic. Żadnych powiadomień. Żadnych zmian lokalizacji. Żadnego sygnału z urządzenia.
iPad był wciąż oznaczony jako utracony i przypisany do konta właściciela.
I właśnie to – jak się później okazało – miało ogromne znaczenie. Bo nagle, zupełnie niespodziewanie, pojawiło się powiadomienie.
Powiadomienie po ośmiu miesiącach
W ubiegłym tygodniu aplikacja Find My pokazała nową lokalizację urządzenia.
Po ośmiu miesiącach.
To moment, który pewnie każdy użytkownik Apple potrafi sobie wyobrazić: szybkie otwarcie mapy, sprawdzenie adresu, próba zrozumienia, co adekwatnie się dzieje.
Adres prowadził do firmy aukcyjnej.
Firmy, która zajmuje się sprzedażą przedmiotów pozostawionych przez pasażerów w samolotach Lufthansy oraz na lotniskach.
Historia zaczęła się robić naprawdę ciekawa.
Telefon do domu aukcyjnego
Po ustaleniu nazwy firmy nasz czytelnik skontaktował się z domem aukcyjnym i podał dane urządzenia.
Odpowiedź przyszła bardzo szybko.
Tak – iPad znajduje się u nich.
Tak – został przekazany przez biuro rzeczy znalezionych na lotnisku we Frankfurcie.
I tak – trafił tam dopiero po upływie ustawowego okresu przechowywania.
Czyli przez wiele miesięcy urządzenie leżało gdzieś w magazynie lotniska.
Mimo iż właściciel zgłosił jego zaginięcie, podał pełne dane identyfikacyjne i aktywował tryb utracony.
Trudno nie odnieść wrażenia, iż ktoś po prostu nie wykonał swojej pracy.
Złe zakończenie
Z tej historii płynie dość gorzka refleksja.
Biuro rzeczy znalezionych na jednym z największych lotnisk Europy – przynajmniej w tym przypadku – zadziałało bardzo „niedbale”.
Mając:
- numer seryjny
- IMEI
- dokładny opis urządzenia
- zgłoszenie właściciela w systemie
nikt nie podjął próby porównania tych danych z przedmiotami znajdującymi się w magazynie.
Efekt? Tablet zamiast wrócić do właściciela, został skierowany do sprzedaży.
Nie jest to niestety odosobniony przypadek. W wielu miejscach na świecie rzeczy znalezione trafiają po kilku miesiącach do sprzedaży hurtowej lub aukcyjnej.
Ale w tej historii jest też druga, znacznie bardziej optymistyczna część.
Dobre zakończenie
Najważniejsza lekcja z tej historii jest bardzo prosta.
Nie usuwajcie zagubionych urządzeń ze swojego konta iCloud.
Nawet jeżeli minęły miesiące.
Nawet jeżeli wydaje się, iż sprzęt przepadł na zawsze.
System Apple potrafi zaskoczyć swoją skutecznością choćby po bardzo długim czasie.
W tym przypadku wystarczyło jedno połączenie z siecią i jedno powiadomienie z Find My, aby właściciel zlokalizował iPada i skontaktował się z firmą, która go przechowywała.
I dzięki temu urządzenie nie trafiło na aukcję.
Powrót do domu
Historia kończy się dobrze. iPad został wysłany z Niemiec i jest już w drodze do właściciela. Po ośmiu miesiącach od momentu, gdy został zapomniany w kieszeni fotela samolotu.
To świetny przykład na to, iż technologie, o których często myślimy jako o dodatkach do systemu, w rzeczywistości potrafią mieć ogromne znaczenie.
Bo czasami jedna aplikacja w telefonie potrafi zrobić więcej niż cała infrastruktura dużego lotniska.
A morał tej historii jest prosty.
Sprawdzajcie kieszeń fotela przed wyjściem z samolotu.
Ale jeżeli już coś tam zostawicie — nie skreślajcie swojego sprzętu zbyt szybko.
Czasem wraca. choćby po ośmiu miesiącach.
AirTag 2 vs AirTag 1 – czy warto dopłacać do nowej generacji?
Więcej linii lotniczych obsługuje funkcję Find My do lokalizowania zagubionego bagażu
Jeśli artykuł Osiem miesięcy później. Historia iPada, który wrócił do właściciela nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

2 godzin temu











