Konflikt pomiędzy Pakistanem, a Afganistanem ma swe źródło, jak większość tego typu zjawisk, na terenie globalnego południa w epoce kolonialnej. To kwestia granicy między obydwoma państwami muzułmańskimi zwanej linią Duranda długości 2640 km. Ustalono ją w 1893 r. wedle planu sir Mortimera Duranda, sekretarza spraw zagranicznych rządu Indii Brytyjskich i narzucono panującemu w Afganistanie emirowi Abdurrahmanowi Szahowi włączając część terenów zamieszkałych przez Pusztunów do Indii Brytyjskich.
Dziś te tereny należą do Pakistanu, kraju powstałego przez podział dokonany przez odchodzących z Indii Brytyjczyków. Pusztuni to naród ok. 60 mln stanowiący zasadniczą część populacji Afganistanu i uznającą siebie za jedyną ludność rdzennie afgańską. Dziś pozostają podzieleni granicą biegnącą przez wysokie góry, suche wyżyny i pustynie. To lud indoeuropejski, a tym samym zaliczany do „rasy białej”, mający wiele wspólnego kulturowo z Persami. Afganistan nigdy nie uznał tak poprowadzonej granicy uważając ją za efekt kolonialnej przemocy i niesprawiedliwości. Po powstaniu Indii oraz Pakistanu wszystkie władze w Kabulu starają się o zmianę linii Duranda tak, by wszyscy Pusztuni znaleźli się w jednym państwie, gdyż ich większość zamieszkuje w Pakistanie. Islamabad uznaje linię Duranda za ostateczną granicę międzynarodową nie podlegającą jakimkolwiek negocjacjom. Zarzuca Afgańczykom terroryzm, który szerzy się jednak na tamtym obszarze od czasów walki ze Związkiem Radzieckim, który interweniował militarnie w Afganistanie (1979-89). To pokłosie napływu broni, instruktorów amerykańskich i brytyjskich, pieniędzy, radykalnych islamistów oraz ochotników z państw muzułmańskich (tzw. mudżahedinów) mających walczyć z „bezbożnym komunizmem”. Ten klimat przemocy, radykalizmu islamskiego, działania osławionych specsłużb pakistańskich (ISI i SSG) manipulującymi i inwigilującymi wszelkie grupy terrorystyczne po obu stronach granicy cały czas powodują, iż region jest w stanie niepokoju i wrzenia. Pakistan oskarża Kabul o sponsorowanie takich grup jak TTP (Ruch Talibów Pakistańskich) i BLA (Armia Wyzwolenia Beludżystanu) odpowiedzialnych za liczne zamachy terrorystyczne w Pakistanie.
Od IV kwartału 2025 granica afgańsko-pakistańska jest zamknięta, co w kontekście napaści na Iran i bombardowań terenu tego kraju przez lotnictwo amerykańsko-izraelskie powoduje określone trudności gospodarczo-ekonomiczne, gdyż jedyna droga łącząca Afganistan z Zatoką Omańską (Ocean Indyjski) jest z teraz mocno utrudniona. Chodzi o port irański Czabahar, gdzie zaczyna się właśnie szlak do Afganistanu. Na Wschód od niego tuż za granicą z Pakistanem leży port Gwadar, gdzie Chiny dokonały już gigantycznych inwestycji przejmując w zasadzie ten port, mający w przyszłości być punktem wyjścia dla jednej z nitek „Pasa i Szlaku” łączącej Zat. Omańską z Kashgarem w Turkiestanie Wschodnim (chiński Sinciang).
Stosunki afgańsko-pakistańskie zaostrzyły się wyraźnie gdy w kwietniu 2024 r. z inspiracji USA wojsko dokonało tzw. postmodernistycznego zamachu stanu w Islamabadzie usuwając prochińskiego, wyrażającego chęć zbliżenia z BRICS, asertywnego wobec Zachodu premiera Imre Khana. Taka forma puczu nie wiąże się z czołgami na ulicach, zawieszeniem konstytucji, godziną policyjną etc. ale jest naciskiem politycznym, presją medialną, sterowaniem rozruchami i kampanią w socsieciach realizowaną poprzez kolejne memoranda wojskowe grożące jawnym zamachem. Nowe władze zbliżyły się do Waszyngtonu, zwłaszcza kiedy w Białym Domu zasiadł Trump, stając się orędownikiem jego pomysłu, by do bazy amerykańskiej, dziś opustoszałej, w Bagram na północ od Kabulu wrócili Jankesi. Co realnie może się wydarzyć jedynie przy współudziale Pakistanu i totalnej porażce rządzących w Afganistanie Talibów.
Żadna jednak ze stron tego konfliktu nie chce i nie może do końca wypełnić swych zamierzeń. Talibowie nie zrezygnują nigdy z żądań zmian w linii Duranda. Pusztuni uznaliby to za zdradę a według obowiązującego kodeksu honorowego (tzw. pasztunwali) wiąże się to z bezwzględną śmiercią takiego zdrajcy. Pakistan nie jest w stanie podbić i okupować Afganistanu z wielu względów. Raz – wiązałoby się to z horrendalnymi kosztami, ekonomicznymi, kulturowymi, społecznymi itd. Dwa – nie można wykluczyć, iż w razie takiej interwencji wśród pakistańskich Pusztunów (to ok. 25-30 mln) wybuchnie krwawa rebelia i szeroko rozpowszechniona akcja terroryzmu co wiążę się choćby z groźbą rozpadu kraju, gdyby dodatkowo doszło do ofensywy inspirowanych przez Kabul bojówek Armii Wyzwolenia Beludżystanu (BLA). A po trzecie – dotychczas, jak pokazuje historia, nikomu nie udało się mimo prób (Brytyjczycy, ZSRR i Amerykanie) podbić i utrzymać pod okupacją tego górzystego, pustynnego kraju. Ponadto Islamabad musi lawirować między Iranem, a Arabią Saudyjską, gdyż aktualne interesy Rijadu i Teheranu są wyraźnie sprzeczne. Trump na pewno by chciał, aby sojusz saudyjsko-pakistański zawiązał się w trwałą, wojskową, wspomagającą Amerykanów koalicję. W obliczu wsparcia, jakie udziela Kabul walczącemu „ze światowym Szatanem” Iranowi Pakistańczycy na zbyt otwarte opowiedzenie się po jednej stronie tego konfliktu pozwolić sobie nie mogą.
Jednak, jak wykazują komentatorzy konflikt afgańsko-pakistański jest kolejnym epicentrum potencjalnego chaosu w Azji Środkowej i Południowej. Dławiąca moc bombardowań Iranu i zamkniecie przez Pakistan linii Duranda powoduje odcięcie Afganistanu od handlu i importu większości towarów, co grozi rozległą, dramatyczną katastrofą humanitarną w sercu Azji. Do tego muszą dojść rosnące ceny paliw i wszystkiego, co się z tym wiąże, gdyż większość węglowodorów Kabul importuje. Dodatkowe zagrożenie tkwi w aktywności transnarodowych grup dżihadystycznych, takich jak np. Państwo Islamskie prowincji Chorasan (ISKP). Konwergencja bojowników w regionie tzw. „Wielkiego Beludżystanu” (tereny wsch. Iranu, zach. Pakistanu i pd. Afganistanu) stwarza podatny grunt dla skoordynowanych ataków, które mogą rozprzestrzenić się na całą Azję Środkową, Indie i Pakistan. Konflikt wokół Zat. Perskiej powoduje, iż światowy mainstream skupia się wyłącznie w tym miejscu ignorując starcie Pakistanu z Afganistanem i tego co wokół niego się dzieje. A ta batalia jest częścią szerszego konfliktu, który można nazywać trwającą od dłuższego czasu III wojną światową. Czyli szeregiem konfliktów rozsianych po całym świecie rozpoczynanych w imię nowego porządku światowego, w efekcie upadku hegemonii obecnego dominatora i systemu z nim związanego.
Afganistan jest węzłem w Azji Środkowej z wyjściem na wszystkie poradzieckie republiki, miękkim podbrzuszem Rosji (Pd. Syberia i granica z Kazachstanem – prawie 7600km) a także na wyjściem na Chiny Zachodnie (autonomiczny okręg Sinciang). W toczących się wojnach, zarówno z Iranem, jak i to zapomniane starcie wzdłuż linii Duranda chodzi o to, kto zdobędzie kontrolę nad tym kluczowym węzłem w nowym porządku świata. Węzłem o wszechstronnym, strategicznym znaczeniem. Amerykanie chcąc skonfliktować Islamabad z Pekinem, by zaszkodzić chińskim interesom i inwestycjom już tu poczynionym, działają na kilku frontach, by zahamować wzrost gospodarczy i potęgę ChRL. Znając ich stosunek do wszystkiego co „nie amerykańskie”, niezgodne z ich interesem i ich 250 lat historii, wojny z Iranem nie można rozgraniczać od ataku Pakistanu na Afganistan, gdyż są one ze sobą związane dalekosiężnymi planami Waszyngtonu. Bo proxy wojny stanowią składową wspomnianej III wojny światowej, rozkładając się na poszczególne jej fazy, w różnych miejscach na świecie. Historyk prof. Andriej Fursow porównuje współczesną sytuację do wojny trzydziestoletniej w Europie, która miała różne fazy i toczono ją w różnych miejscach i krajach Europy.

22 godzin temu





