
Duński producent biżuterii popularnej Pandora otworzył w Ho Chi Minh fabrykę biżuterii. Jest to największy zakład tego typu. Jak stwierdziła prezes firmy Berta de Pablos-Barbier, wyroby z tego zakładu są przeznaczone na rynek globalny. Nieoficjalnie zaś mowa głównie o rynku europejskim, gdzie Pandora chce być niekwestionowanym liderem.
Zakład, który został właśnie otwarty w Wietnamie jest największym zakładem produkcyjnym firmy i największą fabryką tego typu oraz pierwszym obiektem Pandory poza Tajlandią. Inwestycja ma wartość 150 mln dolarów.
Pandora jest już światowym liderem na rynku biżuterii popularnej pod względem liczby sprzedanych sztuk. Znana jest głównie ze swoich bransoletek typu „charm”, które klienci mogą dowolnie komponować, jako rodzaj „biżuteryjnych DIY”, wybierając spośród srebrnych, pozłacanych i kolorowych zawieszek, zwykle upamiętniających najróżniejsze wydarzenia – od urodzin i podróży po ważne chwile w osobistych relacjach. Ich ceny zaczynają się od 80 dolarów na rynku USA i 65 euro na rynku europejskim. W 2025 roku firma sprzedała łącznie 112 mln sztuk biżuterii, zaś zakład w Wietnamie po osiągnięciu docelowej zdolności produkcyjnej ma sam wytwarzać 60 mln sztuk wyrobów jubilerskich.
Wietnamska fabryka to czwarty zakład Pandory na świecie powstały na terenie o powierzchni 7,5 ha w Ho Chi Minh, naprzeciwko podobnego centrum produkcyjnego duńskiej firmy Lego. Jej uruchomienie ma doprowadzić do wzrostu mocy produkcyjnych firmy o około 50%. Pełne zdolności produkcyjne zakład osiągnie do 2030 roku i wtedy będzie zatrudniał 7000 osób. Firma twierdzi, iż zakład będzie zasilany „wyłącznie energią elektryczną ze źródeł odnawialnych”, uzyskał certyfikat LEED Gold, przy czym firma ma rozważać budowę własnej instalacji fotowoltaicznej oraz potencjalną współpracę w ramach farmy słonecznej, gdzie sprzedawałaby energię z OZE miastu.
Zakład ma być całkowicie zautomatyzowany – pracownicy mają tylko nadzorować komputerowo sterowane maszyny szlifierskie i kontrolować jakość oraz sposób oprawy kamieni kolorowych, które następnie będą transportowane wzdłuż linii produkcyjnej przez niewielkie roboty. Efektem takiej automatyzacji będzie całkowita powtarzalność wzorów w stosunkowo niewielkiej ilości odmian, tak by linia produkcyjna mogła ich jak najwięcej wytworzyć. W fabryce pracować i prowadzić nadzór mają w nim „jedynie pracownicy lokalni”. Srebro i złoto mają pochodzić od obecnych dostawców materiału z recyklingu głównie elektroniki, już w tej chwili współpracujących z Pandorą. Przewidywane jest także wykorzystanie metali pochodzenia miejscowego, „jeśli będą one spełniać wymagane standardy”, podobnie zresztą jak kamieni półszlachetnych.
Trzy inne zakłady Pandory znajdowały się w Tajlandii i firma była całkowicie uzależniona od tamtejszego łańcucha dostaw. Jak powiedziała w trakcie ceremonii otwarcia Berta de Pablos-Barbier w tej chwili zakład w Ho Chi Min będzie odpowiadał „za około 15% naszych globalnych mocy produkcyjnych, ale po osiągnięciu pełnej wydajności do 2030 roku będzie to już jedna trzecia naszych całkowitych możliwości”. Wietnam miał zostać wybrany ze względu na wykwalifikowaną siłę roboczą, długiej tradycje jubilerskie, solidną infrastrukturę oraz sprzyjające otoczenie biznesowe.
Zakład ma odegrać kluczową rolę w planach Pandory dotyczących zwiększenia produkcji biżuterii platerowanej platyną, tak by zdywersyfikować ofertę opartą w tej chwili na srebrze, które przeżywa spore wahania cen rynkowych. Chodzi też o wejście w wyższy segment cenowy biżuterii popularnej.
„Budujemy ten obiekt z myślą o nadchodzącej dekadzie, a nie o kolejnym kwartale. W obliczu zmienności rynkowej koncentrujemy się na efektywności operacyjnej i integracji działań w całej firmie” – dodała w wypowiedzi dla Reuters, odnosząc się do możliwości nałożenia przez USA wyższych ceł na towary wyprodukowane w Wietnamie.
Jak stwierdziła ponadto zakład w Wietnamie „będzie zaspokajał zapotrzebowanie w ramach globalnej działalności Pandory”. Jednak jak dowiedział się ISBiznes.pl do dystrybutorów dotarła nieoficjalna informacja, iż chodzi głównie o rynek europejski, także Polski, gdzie Pandora zamierza być niekwestionowanym liderem wypierając mniejszych graczy rynkowych. Firma odnotowała bowiem słabszy popyt ze strony konsumentów w Stanach Zjednoczonych będących jej największym rynkiem zbytu.
Jak przyznała Berta de Pablos-Barbier nastroje konsumentów w USA kupujących biżuterię „ustabilizowały się latem na niskim poziomie […], bowiem zmagali się oni z inflacją i wysokimi cenami paliw”.
„Sytuacja nie ulega dalszemu pogorszeniu, ale też nie widać poprawy, zwłaszcza wśród osób o średnich i niskich dochodach. Muszą one mierzyć się z inflacją i wysokimi cenami paliw, a do tego dochodzi duża niepewność związana z toczącymi się na świecie konfliktami zbrojnymi” – dodała.
Jednak Pandora zaczyna zwiększać swoją obecność na rynku azjatyckim, przychody firmy w Japonii w ciągu około trzech lat zwiększyły się ponad dwukrotnie, rosną też przychody z rynku chińskiego.
Pandora w marcu br. uruchomiła w Kanadzie nowe centrum dystrybucyjne nowe centrum dystrybucji internetowej, co ma zmniejszyć narażenie na cła ze strony USA, ponieważ zamówienia online kierowane na rynek kanadyjski nie muszą przechodzić przez odprawę celną w USA.
Firma podniosła prognozę wzrostu przychodów organicznych w bieżącym roku z przewidywanych 0-2% do 3%. W 2025 roku firma odnotowała wzrost przychodów organicznych na poziomie 6%, podczas gdy rok wcześniej wskaźnik ten wyniósł 13%.

1 godzina temu








