Za tą interwencją stał Tyler Brickley, specjalista od marketingu z Kansas City. W 2023 roku założył na TikToku Kindness Mob. Pomysł był prosty: zebrać ludzi, którzy wspólnie zasypią przyjaznymi komentarzami kogoś nękanego. Początkowo myślał o dziesięciu osobach. Dziś jego konto śledzi pół miliona użytkowników. Brickley wykorzystuje mechanizm dobrze znany internetowym prześladowcom: tłum kieruje uwagę na jedną osobę. Tyle iż zamiast upokarzać, wspiera. Nie chodzi o kłótnie z hejterami, ale o sprawienie, by ich głosy przestały dominować. Wśród setek pochwał obraźliwe wpisy tracą siłę przebicia.
Dla Laury ta akcja miała skutki poważniejsze niż poprawa humoru. Przybyło jej obserwujących i pojawiły się zarobki z Tik- Toka. Wystarczyły na potrzebny rodzinie samochód. Czy dobrocią można się więc zarazić? Profesor Nicholas Christakis z Yale przekonuje, iż życzliwość potrafi rozchodzić się między ludźmi podobnie jak wrogość. Osoba, która doświadczyła wsparcia, może przekazać je dalej. Badacz widzi w takich akcjach szansę na uruchomienie reakcji łańcuchowej, choć nie oznacza to uzdrowienia internetu. Ta mobilizacja ma jednak cenę. Do Brickleya codziennie trafiają dziesiątki zgłoszeń, a on organizuje jedną akcję dziennie. Świadomość, iż większości potrzebujących musi odmówić, stała się tak przytłaczająca, iż zrobił przerwę. Pomogło podzielenie obowiązków z wolontariuszami i pogodzenie się z tym, iż nie uratuje wszystkich.
Badaczka internetu Alice Marwick studzi entuzjazm: podobne inicjatywy często kończą się wypaleniem organizatorów. Odpowiedzialność spoczywa też na platformach, a trwała zmiana wymaga innych norm zachowania. Kindness Mob pokazuje jednak, iż tłum nie musi niszczyć. Może stanąć po stronie człowieka, którego wcześniej zostawiono samego.

5 godzin temu








