Za rosnącą liczbą cudzoziemców na polskim rynku pracy kryją się historie przemocy, wyzysku i systemowych zaniedbań. Dziennikarze Polsat News Ujawnia dotarli do nagrań i relacji cudzoziemców, którzy mówią o biciu, pracy po kilkanaście godzin dziennie i skrajnie złych warunkach zakwaterowania. W naszym kraju - jak twierdzą - wciąż kwitnie proceder przypominający współczesne niewolnictwo.
Polsat News Ujawnia: Kulisy pracy cudzoziemców w Polsce. "Bici, żeby pracować szybciej"

Do redakcji trafiły nagrania, które - jak twierdzą ich autorzy - powstały w jednej z podwarszawskich miejscowości. Widać na nich mężczyznę, który bije i poniża innego pracownika. Materiał pochodzi z lutego tego roku. Kolumbijczycy pracujący w Polsce twierdzą, iż agresorem był mężczyzna nadzorujący ich pracę.
- To, co widzimy na tym filmie, to skandaliczne upokorzenie - upokorzenie pracownika zagranicznego. To człowiek, który szuka jedynie szans w kraju, który nie jest jego ojczyzną, a jest maltretowany przez swojego koordynatora. To nie powinno dziać się w żadnym miejscu na świecie. Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy zasługujemy na szacunek i wszyscy zasługujemy na godne traktowanie - mówi Miguel Alberto Diaz.
Jak dodaje, "zdecydowałem się wysłać te filmy, bo cała Polska powinna wiedzieć, co dzieje się z pracownikami migrantami". Jak podkreśla, łamane są podstawowe prawa, a ludzie zatrudniani są niezgodnie z przepisami.
ZOBACZ: Polsat News Ujawnia: Król patostreamów i bezradność systemu
Reporterzy Polsat News Ujawnia Jacek Smaruj i Monika Gawrońska skontaktowali się z przedsiębiorcą z Mazowsza, który - według relacji imigrantów - miał współpracować z tym człowiekiem. W rozmowie telefonicznej przyznał, iż zna wskazaną osobę, ale zaprzeczył, by była jego pracownikiem.
- To nie było w firmie, tylko w obiekcie, który udostępniam - tłumaczył. Zapewnił też, iż po obejrzeniu nagrania zerwał współpracę z mężczyzną. Jednocześnie przyznał, iż nie zgłosił sprawy policji, bo nie jest osobą poszkodowaną.
Życie w podziemiach
Problem nie kończy się na przemocy. Reporterzy dotarli do miejsca w Warszawie, gdzie migranci mieszkają w warunkach urągających godności.
Przy ulicy Kijowskiej, w piwnicach jednego z bloków, powstało nielegalne lokum przypominające hostel. W rzeczywistości są to ciasne kapsuły o szerokości kilka ponad metra.
- Mieszka tu na stałe 10-15 osób. Ja jestem tu trzy miesiące. Zarabiam różnie - od tysiąca do trzech tysięcy złotych miesięcznie. Za miesiąc tu płacę tysiąc złotych - mówi jeden z lokatorów, który pracuje jako dostawca jedzenia.
Pomieszczenia nie spełniają podstawowych norm, m.in. przeciwpożarowych. Spółdzielnia uznała adaptację piwnic za samowolę budowlaną i zgłosiła sprawę do nadzoru budowlanego.
ZOBACZ: Przez ponad 20 lat wykorzystywali Rosjanina na fermie. Usłyszeli zarzuty
Właściciel lokalu nie widzi problemu.
- Mogę wynajmować, komu chcę - stwierdził w rozmowie z reporterami. Dopytywany o warunki, odpowiadał, iż "udostępnia lokal", a ludzie "odpoczywają tam po pracy, robią, co chcą".
Postępowanie administracyjne w tej sprawie przez cały czas trwa.
Polsat News Ujawnia: Niewolnictwo po polsku. Obejrzyj reportaż Jacka Smaruja i Moniki Gawrońskiej
Praca ponad siły i bez umów
W Polsce pracuje już blisko 1,3 mln cudzoziemców. Wielu z nich trafia do pracy przez agencje zatrudnienia.
Reporterzy Polsat News Ujawnia odwiedzili jedną z takich firm. Z rozmowy wynika, iż pracownicy zatrudniani są na umowy cywilnoprawne, co pozwala m.in. omijać ograniczenia czasu pracy.
- 160 godzin to za mało, żeby zarobić tyle, żeby opłacało się im wysłać do domu i jako tako tutaj przeżyć - przyznał przedstawiciel agencji. Jak dodał, rolą koordynatorów jest "motywowanie" pracowników, by pracowali szybciej i dłużej. Sposoby tej "motywacji" są różne.
ZOBACZ: "Zostałam sprzedana". Polsat News Ujawnia kulisy handlu ludźmi w Polsce
Migranci mówią wprost: to presja, a często także przemoc.
Jhenny Urbano, Kolumbijka mieszkająca w Polsce, relacjonuje, iż w wielu zakładach dochodzi do nadużyć.
- Bywamy popychani, a choćby bici, żeby pracować szybciej. Wywiera się ogromną presję psychiczną i tu zaczyna się pewien rodzaj wyzysku w fabrykach - mówi. Jak dodaje, zdarzają się przypadki pracy po 12-16 godzin dziennie, bez odpowiednich przerw i zabezpieczeń.
Ofiara handlu ludźmi
Jednym z bohaterów reportażu jest Leonardo z Kolumbii, który w Polsce otrzymał status ofiary handlu ludźmi.
- Pracowaliśmy po 12-14 godzin dziennie. Mieszkaliśmy choćby po osiem osób w jednym pokoju - opowiada. Jak dodaje, rzeczywiste warunki znacząco różniły się od tych obiecywanych przed przyjazdem.
Wynagrodzenie było niższe niż w ofercie, a z pensji potrącane były dodatkowe opłaty, m.in. za zakwaterowanie, odpoczynek i transport.
ZOBACZ: Polsat News Ujawnia: "Bez mojej zgody". Zatrważające kulisy handlu środkami odurzającymi
- Część pieniędzy dostawaliśmy do ręki, część na konto. Kwoty się nie zgadzały - mówi.
Opisuje też sytuacje, w których pracownicy byli zastraszani lub bici przez współlokatorów i koordynatorów. - Do miejsca zakwaterowania co kilka dni przyjeżdżali Ukraińcy, Gruzini, bili nas - swoich współlokatorów, ciągle ktoś się pojawiał i zmieniał, aż w końcu zdecydowaliśmy się odejść. Bywały momenty, kiedy dochodziło do pobić i takie, kiedy koordynatorzy z agencji pracy komuś grozili lub go uderzali, tylko z uwagi na to, iż chciał odejść - wspomina.
Policja co roku identyfikuje w Polsce kilkaset przypadków handlu ludźmi. Za takie przestępstwa grozi do 20 lat więzienia.
W jednym z ujawnionych przypadków w powiecie wrzesińskim zatrzymano 47-letniego obywatela Mołdawii, który miał organizować pracę i zakwaterowanie dla migrantów. Jedna z ofiar była niepełnoletnia. Za swoją pracę nie otrzymały pieniędzy.
ZOBACZ: "Śmierć Bartłomieja Miecznikowskiego". Mocne oskarżenia rodziny, szokujące nagrania
- Ci ludzie pracowali tak, jak każdy pracodawca by chciał. Robota im się w rękach paliła - przyznał jeden z rolników, który korzystał z ich pracy, nie wiedząc o procederze. - Jakbym wiedział, iż takie coś się dzieje, to na pewno bym zareagował - podkreśla.
"Chcemy być widoczni"
Mimo trudnych doświadczeń wielu migrantów podkreśla, iż Polska dała im szansę na lepsze życie.
- Ze swojej strony jestem bardzo wdzięczny Polakom. To kraj, który dał mi szansę, by tu być. Bardzo piękny kraj, jego kultura i ludzie - wszystko jest naprawdę piękne. Nie mam żadnych zastrzeżeń wobec Polaków, to byłoby nieuczciwe. Ale potrzebne jest coś więcej - osoby takie jak my, imigranci, są częścią tego społeczeństwa również pod względem gospodarczym - pomagamy krajowi rozwijać się, wspieramy jego ekonomię. Chodzi o to, żebyśmy nie byli tak niewidzialni wobec sytuacji, których doświadczamy - my wszyscy, którzy uczciwie i rzetelnie pracujemy i przyjeżdżamy tu, by pomagać krajowi i wspierać jego rozwój swoimi staraniami i wysiłkiem - mówi Leonardo.
ZOBACZ: "Polowanie na kasę". Tak wyglądają komercyjne polowania
Jhenny Urbano dodaje, iż wielu Polaków nie zdaje sobie sprawy z problemu.
- Wiele rzeczy, które kupujecie, przeszło przez ręce migrantów - to trudna sytuacja i dobrze, żebyście o tym wiedzieli - podkreśla.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni


1 godzina temu











