Polska zbudowała jeden z większych zasobów kompetencji technologicznych w regionie, a kolejnym etapem dojrzewania tego rynku staje się zamiana inżynierskiej skali w wyspecjalizowane produkty, własność intelektualną i wiedzę trudną do zastąpienia.
Punkt wyjścia jest mocny. Według GUS w 2024 roku w polskim sektorze ICT działało 2825 przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób. Pracowało w nich 338,3 tys. osób, przychody netto wyniosły 287,6 mld zł, a sprzedaż eksportowa osiągnęła 106,5 mld zł. To już sektor o znaczącej skali gospodarczej, którego ponad jedna trzecia przychodów pochodzi ze sprzedaży zagranicznej.
Sama skala coraz słabiej definiuje jednak przewagę technologiczną. Chmura ujednoliciła znaczną część infrastruktury, globalny rynek pracy poszerzył dostęp do kompetencji, a generatywna AI zaczyna automatyzować kolejne elementy tworzenia oprogramowania. Jej wpływ na produktywność pozostaje złożony: DORA opisuje AI przede wszystkim jako wzmacniacz jakości istniejących procesów i organizacji, a badanie METR na doświadczonych programistach open source pokazało choćby 19-procentowe wydłużenie czasu realizacji badanych zadań przy użyciu narzędzi AI. Wyniki te dotyczą określonego środowiska i technologii dostępnych na początku 2025 roku, ale dobrze pokazują, iż samo wdrożenie nowego narzędzia nie tworzy automatycznie przewagi.
Podobny mechanizm działa na poziomie całych firm. Im bardziej standaryzuje się podstawowa praca technologiczna, tym większą wartość zyskuje wiedza, której trudniej kupić na otwartym rynku: doświadczenie branżowe, własne dane, algorytmy, technologie, certyfikacja albo umiejętność rozwiązania bardzo konkretnego problemu.
Polskie przykłady zaczynają to dobrze ilustrować.
Creotech Instruments podpisał z Europejską Agencją Kosmiczną kontrakt CAMILA wart 51,9 mln euro. Spółka odpowiada jako lider projektu za konstelację co najmniej trzech satelitów obserwacyjnych, segment naziemny, wyniesienie urządzeń oraz zarządzanie misją. Na sam Creotech przypada 25,6 mln euro wartości kontraktu, a pozostała część trafi do ośmiu podwykonawców.
Znaczenie tego przypadku wykracza poza branżę kosmiczną. Firma sprzedaje zdolność do dostarczenia kompletnego, złożonego systemu, a więc kompetencję kumulowaną przez lata i znacznie trudniejszą do porównania wyłącznie ceną roboczogodziny.
Jeszcze wcześniej podobną drogę przeszedł gamedev. Według raportu PARP z 2025 roku w Polsce działało 824 aktywnych producentów i wydawców gier, zatrudniających 14,6 tys. specjalistów. Autorzy szacują, iż 97 proc. produkcji trafia na rynki zagraniczne, a ponad 40 polskich marek gier przekroczyło milion sprzedanych egzemplarzy. Jednocześnie przewaga sektora rozłożyła się na wiele bardziej precyzyjnych kompetencji: od produkcji AAA i horrorów po symulatory, lokalizację, external development, QA i testing.
To ważne rozróżnienie. „Polski gamedev” stał się rozpoznawalny dopiero wtedy, gdy za geograficzną etykietą pojawiły się konkretne produkty i specjalizacje.
Podobną koncentrację wartości pokazuje rynek venture capital. W pierwszym półroczu 2026 roku spółki zaliczane według metodologii PFR Ventures do polskiego rynku VC pozyskały 4,6 mld zł. Aż 3,7 mld zł przypadło jednak na dwie firmy: ElevenLabs i ICEYE.
Dane wymagają ostrożnej interpretacji, ale pokazują charakterystyczną cechę współczesnej gospodarki technologicznej. Kapitał potrafi koncentrować się wokół niewielkiej liczby organizacji posiadających wyjątkowo trudne do odtworzenia kompetencje. W przypadku ElevenLabs jest to technologia głosu oparta na AI, w ICEYE — radarowa obserwacja Ziemi dzięki satelitów SAR. Rynek wynagradza więc coraz częściej głębokość specjalizacji, a nie szerokość deklarowanych możliwości.
Polska pozostaje przy tym znacznie słabszym konsumentem części nowych technologii niż ich potencjalnym producentem. W 2025 roku AI wykorzystywało 8,4 proc. polskich przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 10 osób, przy średniej unijnej wynoszącej 20 proc. Niższy wynik zanotowała w UE jedynie Rumunia.
Ta luka może paradoksalnie tworzyć przestrzeń dla lokalnych dostawców. Przemysł, energetyka, logistyka, finanse czy handel dają możliwość budowania rozwiązań na rzeczywistych procesach, regulacjach i danych. Kilkadziesiąt podobnych wdrożeń potrafi przekształcić doświadczenie projektowe w powtarzalną kompetencję, a później w produkt możliwy do sprzedaży poza Polską.
Zmienia się przez to również znaczenie skali dostawcy. Liczba programistów pozostaje użyteczną informacją o zdolności realizacyjnej, ale mówi coraz mniej o wyjątkowości firmy. Znacznie cenniejsze staje się pytanie, jaką wiedzę zgromadziła, jakie aktywa technologiczne kontroluje i dlaczego rozwiązanie konkretnego problemu właśnie przez nią daje przewagę nad alternatywami.
Polska technologia ma już wystarczająco dużo dowodów swojej jakości. Kolejną miarą dojrzałości będzie liczba dziedzin, w których polskie firmy przestaną być jednym z wielu dostępnych dostawców, a staną się naturalnym miejscem poszukiwania określonej technologii.

1 godzina temu










