27 kwietnia pracownicy nowosądeckiego Oddziału Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wybrali się autobusem do Warszawy, by wziąć udział w rotacyjnym proteście pracowników przed siedzibą główną ZUS. Polega to na tym, iż codziennie pracownicy z innego miasta jadą do Warszawy, protestują i wracają. Z Nowego Sącza pojechało tam 40 pracowników.
Jednocześnie przed siedzibą ZUS w Nowym Sączu, przy ulicy Sienkiewicza, 28 kwietnia po raz kolejny odbyła się pikieta. To delikatna forma zwrócenia uwagi na sytuację pracowników Oddziału, gdyż protest trwa tylko 15 minut, w czasie przerwy śniadaniowej. Pracownicy wychodzą przed budynek. Nie koliduje to z funkcjonowaniem urzędu, bo część osób zostaje na sali obsługi, żeby klienci byli przyjmowani na bieżąco.

Głównym postulatem protestów jest przede wszystkim poziom płac w ZUS. Ale to nie jedyny problem. Pracownicy mówią wprost o przeciążeniu, gdyż zadań przybywa i są coraz bardziej skomplikowane, a nowe obowiązki potrafią pojawiać się z dnia na dzień. Trudno też przy tym poziomie zarobków o nowych pracowników.
Ta ogólnopolska akcja protestacyjna trwa już od marca, kiedy pracodawca zaprosił przedstawicieli związków zawodowych do rozmów z sprawie podwyżek. Niestety, zaproponowano podwyższenie płac zaledwie o 180 złotych, co spotkało się ze zdecydowanym sprzeciwem. Z końcem marca podjęto decyzję o okupowaniu Centrali ZUS do czasu przedstawienia przez pracodawcę realnej kwoty podwyżki.
Na proteście 27 kwietnia zgromadzono w stolicy około 5 tysięcy pracowników, ale nie udało się wypracować porozumienia. Rozbieżność między żądaniami a ofertą pracodawcy jest wciąż bardzo duża.
Jeśli mediacje nie przyniosą efektu, możliwy jest ogólnokrajowy strajk w ZUS. Trudno to sobie wyobrazić, iż z jednej strony nie będzie komu przyjmować potrącanych składek, a z drugiej wypłacać różnorodne świadczenia milionom obywateli.
Foto: www.sadeczanin.info








