Wybory do Dumy Państwowej, czyli rosyjskiego parlamentu, zakończone. Wygrała, co za niespodzianka, partia Jedna Rosja. Partia, będąca politycznym zapleczem Władimira Putina i bezwarunkowo go wspierająca. Wygrała, przekraczając o 54 mandaty wymaganą większość konstytucyjną, która wynosi 301 mandatów. W procentach to 57,96.
W porównaniu z poprzednimi wyborami Jedna Rosja, zwiększyła swój stan posiadania o 24 fotele w rosyjskim parlamencie. Drugie miejsce zajęła Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej (KPRF) z wynikiem 13,67 proc., trzecie Liberalno Demokratyczna Partia Rosji (LDPR) – 8,96 proc, kolejne centroprawicowa Nowi Ludzie 7,91 proc, lewicowa Sprawiedliwa Rosja minimalnie ponad progiem wyborczym – 5,1 proc. Frekwencja była rekordowa – niemal 60 proc.
Największe lanie dostali komuniści, którzy stracili 19 mandatów w porównaniu z poprzednimi wyborami i nominalnie lewicowa Sprawiedliwa Rosja – minus 11 miejsc.
Oczywiście, można w gruncie rzeczy w tym miejscu zaprzestać dalszego pisania, bo przecież Putin „sfałszował wybory” jak chcą polskie i zachodnie media. Owszem, prawdopodobnie te wybory różniły się od standardów liberalnej demokracji, która jeżeli fałszuje, to czyni to z adekwatną sobie delikatnością i dbałością o informacyjne tło, ale nie sądzę, by należało podważać wyniki rosyjskich wyborów. Naprawdę ktoś uważa, iż gdyby odsunięta od wyborów (w połowie sierpnia Sąd Apelacyjny ostatecznie potwierdził tę decyzję) patia Jabłoko (3 proc. poparcia w badaniach opinii publicznej w marcu 2026 r.) wzięła udział w wyborach, to by wygrała? Albo, iż wygraliby komuniści – partia formalnie opozycyjna?
To był w gruncie rzeczy plebiscyt i spełnił swoje zadanie.
Putin i jego ludzie mieli okazję sprawdzić, czy społeczeństwo wciąż wspiera politykę Rosji. Wspiera. Potwierdzają to badania opinii publicznej, które niezmiennie popiera Putina (73 proc.), zaś 56 proc. jest zdania, iż sprawy w kraju idą w dobrym kierunku (27 proc. jest odmiennego zdania). Wpiera mimo wzrastających cen, problemów z benzyną, kolejnych uderzeń w infrastrukturę paliwową i energetyczną. Potencjał protestu wciąż pozostaje stosunkowo niski – 20 proc. pytanych ocenia realność wystąpień przeciwko obniżeniu warunków życia, ale już tylko 16 proc. deklaruje, iż wzięłoby w nich udział. Protesty z powodów politycznych maja jeszcze mniejsze wsparcie (14 proc.)
Jedna Rosja ma, jako się rzekło, większość konstytucyjną. Pytanie, czy zechce z niego skorzystać. Na przykład, by utrzymać przy władzy Władimira Putina. Na razie takich pomysłów nie słychać, tym bardziej, iż to, co trzeba było dla utrzymania władzy, wprowadzono do rosyjskiej konstytucji w 2020 roku i zatwierdzono przez ogólnokrajowe głosowanie. Ale, jakby co, możliwość jest.
Z drugiej strony, wybory parlamentarne nie są aż tak istotne w rosyjskim systemie politycznym. Tutejsza struktura władzy opiera się na prezydencie i to głosowanie jest dla Rosjan i Rosji najważniejsze. Dumie Państwowej ufa 52 proc. obywateli, co w porównaniu z 73 procentami poparcia Putina jest wartością mniej istotną. Tym bardziej, iż rosyjscy parlamentarzyści wiele uczynili, by pokazać, iż parlament Rosji nie jest wolny od ludzi, którzy głupie pomysły potrafią wytrząsać jak z rękawa. Deputowani cieszą się szacunkiem w społeczeństwie o tyle, o ile są reprezentantami władzy, ale zaufanie do nich nie jest zbyt wysokie.
Można wydziwiać oczywiście, iż Rosjanie godzą się na trwająca krwawą wojnę, na obniżenie warunków życia i nic z tym nie chcą zrobić, ale dziwić się tu nie ma co. Akurat to państwo i to społeczeństwo, sformowane pod wodzowski model władzy, reaguje przewidywalnie w sytuacjach, kiedy Rosja toczy wojnę: grupuje się wokół lidera.
Popatrzmy teraz na wyniki lewicowych, choćby choćby nominalnie, partii. KPRF dostała łomot, co nie przeszkodziło podczas powyborczej konferencji prasowej zakomunikować Geinnadijowowi Ziuganowowi , iż „zdanie zostało zrealizowane”. Jakie zadanie, na czym polegało, czego chce partia komunistyczna? Na te pytania jasnej odpowiedzi nie ma. Tym bardziej, iż deputowani KPRF to często pełną gębą dobrze sytuowani przedsiębiorcy, od których naprawdę próżno oczekiwać, iż będą wczuwać się w sytuacje ludzi pracy najemnej. A przecież jeszcze całkiem niedawno komuniści, z wszystkimi ich wadami, mieli szanse na kanalizowanie protestów społecznych. Na przykład przy próbach wydłużenia wieku emerytalnego KPRF zorganizowała w całej Rosji cała fale wielotysięcznych protestów i, co ważniejsze, protestów skutecznych. Nic z tego teraz nie zostało. No, prawie nic. Jeszcze w mediach należących do KPRF można przeczytać celną i uzasadnioną krytykę polityki władzy. Ale za tym nie idą działania. Komuniści musza przemyśleć od nowa swoją strategię i odpowiedzieć na pytanie, czy nie czas na zmianę pokoleniową. Starzejący się Ziuganow i jego otoczenie z minionej epoki już nie są symbolami protestu i walki o sprawiedliwość społeczną. I, o ile się radykalnie nie zmienią, nie będą.
Sprawiedliwa Rosja, partia centro lewicowa, ledwie załapała się na 5 procentowy próg wyborczy. Co zresztą nie dziwi. Poza hasłami zapewnieniami, iż dążyć będzie do budowy sprawiedliwej, prosocjalnie zorientowanej Rosji, nie potrafiła przekonać do siebie na tyle duże liczby wyborców, by coś teraz znaczyć. Na powyborczej konferencji też pokazali, iż są niezdolni do refleksji na temat ich porażki.
Wybory parlamentarne w Rosji pokazują niepopularną dla nas prawdę, iż Rosja ma na siebie własny pomysł, który nie musi się nam podobać. Ale też na jego kształtowanie nie mamy i nie będziemy mieć w dającej się przewidzieć przyszłości, żadnego wpływu.

18 godzin temu







