Siewnie / floriankonrad

publixo.com 2 godzin temu

I. Ascotaraza

oficjalnie nie ma takiego słowa, więc ci je
krzyczę. prosto do ucha, ale z łagodnością.
ciepło chrzęszczą głoski.

a wszystko to razem spaja się w zaklęcie,
po wypowiedzeniu którego, w czarnym bezwymiarze,
odpala się Flormachina.

suche, gorące ziarenka lecą w rozparzoną ziemię
i w tajemnej krainie, choć nigdy tam nie byłaś,
stajesz się Depozytariuszką. nie ma to, oczwywiście,
żadnego związku z fizycznością. idee wnikają
aż pod spód. piszą się nowe prawa. cudowne
działanie maszynerii: zmieniam cię, za sprawą
para-włoskiego (para-angielskiego?) słowa, co nic
nie znaczy. w kogo? sza, to musi pozostać ukryte.

w przeciwnym razie będzie groziło uschnięciem
(nie mylić z: uwiądem).


II. O kulcie jednostki i jego następstwach

pamiętasz, kochanie, jak dostałem chichotek
wyobrażając sobie, iż naprawdę popełniam,
co chciałem popełnić, mało piękniusiej
nocy rzucam się w odmęty Bugu – i zostaję,
już po przemianie w trupa,
wyłowiony dopiero na Białorusi,

jak śmieszył mnie obraz sinawego ludka,
nad którym stoją drapiący się w głowy milicjanci,
potem – zimny chirurg. jak zastanawiają się, co to
za obtatuowany ancymon przypłynął z zagranicy.

wiem, trzeba mi oderwać oczy od świetlistej
szczelinki, w głębi której, niczym w peep-show,
wyświetlany jest materialik filmowy.
na którym jestem.

muszę nie odmieniać się przez przypadki,
ani tym bardziej osoby. zejść z postumentu,
potrzaskać go i zająć miejsce na nowym,
pozlepianym niedbale z gruzów,

gdzie będzie dało się stać jedynie na rękach
i to w godziny nieparzyste, nieparzyste dni,
pod warunkiem, iż akurat wypadnie
mało kościelne święto.
Idź do oryginalnego materiału