Słodki smak nierówności albo o tym jak państwo uratowało dzieci przed deserem

1 dzień temu

W jednej z anegdot Norman Davies opowiadał, iż zrozumiał, jak działa komunizm, gdy pierwszy raz przybył do Polski w latach 60. Był wtedy studentem historii, przyjechał z Wielkiej Brytanii w nowych butach i siedział na ławce, pisząc coś w notatniku. Nim zdążył się obejrzeć, w parku ustawiła się do niego kolejka chętnych, chcących odkupić jego obuwie. Na początku nie zrozumiał, o co chodzi, ale potem wszystko stało się jasne.

W gospodarkach centralnie planowanych nie nagradzano pracowników za starania, dokładność czy po prostu dobrą jakość wykonanej pracy, ale wszystkim dawano to samo wynagrodzenie w imię sprawiedliwości społecznej. Dlatego normą było, iż zakładach produkcyjnych, gdzie powstawały np. buty, na porządku dziennym były kradzieże kleju czy innych materiałów niezbędnych do ich wytwarzania. Co więcej, choćby jeżeli dany produkt już powstał, to często psuł się już w pierwszych godzinach użytkowania – wspomniane obuwie rozpadało się, rozklejało albo brakowało mu chociażby sznurówek. Innym charakterystycznym elementem były chroniczne braki w dostępności towarów i usług, bo to państwo, a nie popyt regulowały ich wytwarzanie.

Zdawałoby się, iż to pieśń przeszłości, jednak tej lekcji historii nie odrobiła wciąż obecna rzeczniczka praw dziecka, która interweniowała w Pszczynie, gdzie od 25 lat Lodziarnia Pod Dębem dawała darmowe lody uczniom, którzy pokazali świadectwo z czerwonym paskiem. Jak informuje Polsat News, Monika Horna-Cieślak w imiennym piśmie do właścicielki lokalu argumentowała, iż „akcje promocyjne lub społeczne uzależniające nagrody od wyników w nauce mogą prowadzić do negatywnych skutków społecznych, wywoływać nadmierną presję psychiczną, promować niezdrową rywalizację oraz prowadzić do wykluczenia dzieci, które z różnych powodów nie osiągają najwyższych wyników w nauce”. Dlatego też urzędniczka poprosiła o zaprzestanie tego szkodliwego społecznie czynu.

To tyle z wydarzeń, ale spójrzmy szerzej na zaistniałą sytuację. Jest taka teoria spiskowa, iż skoro marksizmu nie udało się wprowadzić w gospodarce (jego szkodliwość była widoczna choćby dla najbardziej opornych), to trzeba spróbować zaimplementować go przez kulturę. To właśnie uczyniła wspomniana urzędniczka. Bo dlaczego nagradzamy najlepszych sportowców? Przecież komuś, kto w zawodach pływackich nie dostał się na podium, może być przykro. Dlaczego sprawiać mu dodatkowy ból, przyznając medale trzem najlepszym zawodnikom? Albo czemu dawać premię pracownikowi, który wykazał się świetną organizacją podczas ważnego projektu? W końcu jego kolegom będzie smutno, iż nie byli aż tak dobrzy. Czemu już w pierwszych klasach szkoły podstawowej dzieciom, które piszą starannie i zapamiętują reguły gramatyki, wklejamy słoneczka, a tym leniwym chmurki w zeszytach? Dlaczego w ogóle nagradzamy świetne wyniki, a nie tylko dobre intencje?

Odpowiedź jest prosta. Zdrowa rywalizacja jest nieodłączną częścią natury i społeczeństwa. Ludzie wygrywają w dyscyplinach fizycznych i umysłowych, dlatego, iż wkładają w nie pracę i umieją się przystosować do istniejących warunków. Praca nad swoimi słabościami jest niezbędna w dorosłym życiu. Oduczając dzieci rywalizacji, skazujemy je na to, iż nie poradzą sobie w prawdziwym świecie, a to dopiero może być źródłem frustracji, problemów społecznych i wykluczenia. Podobnie zadawanie prac domowych nie ma na celu nękania uczniów po szkole, ale wyrobienie w nich nawyku regularnej nauki i dobrej organizacji czasu.

Tymczasem, wracając do Pszczyny, właścicielka lokalu została zmuszona do przerwania tradycji i opublikowała tę historię w mediach społecznościowych. Wywołało to jednak ogromną falę krytyki poczynań urzędniczki, a do akcji wszedł Kanał Zero, wynajmując mobilne lodziarnie w różnych miastach, by móc poczęstować wzorowych uczniów. Jak widać, natura nie lubi próżni, a urzędnikom trzeba wciąż tłumaczyć, że, czy się stoi, czy się leży, to czerwony pasek nie każdemu się należy.

Idź do oryginalnego materiału