Międzynarodowy koncern ponownie wprowadza siedem modeli samochodów napędzanych silnikiem diesla. Decyzja zbiegła się w czasie z zmniejszeniem inwestycji w samochody elektryczne.
Stellantis, właściciel m.in. Fiata i Jeepa, wygasza produkcję pojazdów elektrycznych. Zamiast nich wraca do samochodów z silnikiem diesla. Jak informuje Reuters, pod koniec ubiegłego roku koncern rozpoczął ponowne wprowadzanie na rynek samochodów spalinowych. Są to zarówno vany, hatcbacki jak i pojazdy osobowe jak Peugeot 308.
Zmiana jest podyktowana m.in. zmianą polityki Stanów Zjednoczonych, które wycofują się z wspierania elektromobilności. W zeszłym tygodniu administracja Donalda Trumpa uchyliła normy emisji spalin samochodów osobowych oraz ciężarowych. Stany Zjednoczone są głównym rynkiem dla Stellantis.
Kolejną przyczyną wycofania się z pojazdów elektrycznych była chińska konkurencja. Z jednej strony zmalał popyt na tamtejszym rynku. Z drugiej strony wzrósł eksport. Chińskie firmy oferują samochody elektryczne w niższych cenach z uwagi na państwowe subsydia.
– Postanowiliśmy zachować silniki Diesla w naszej ofercie produktów, a w niektórych przypadkach rozszerzyć ofertę układów napędowych – poinformował koncern na pytanie Reutersa.
– W Stellantis zależy nam na wzroście, dlatego koncentrujemy się na zaspokojeniu potrzeb klientów – dodano.
Trudna sytuacja spółki
Stellantis zapowiedziało 6 lutego rekordowy odpis w wysokości ponad 20 miliardów euro. 15 miliardów dotyczyło sektora pojazdów elektrycznych. Odbiło się to na giełdzie, akcje spółki osiągnęły najniższy poziom w historii.
Koncern sprzedał również 49 udziałów w kanadyjskiej spółce joint venture, która produkuje baterie. Zakupu dokonał jego partner LG Energy Solution.
Stellantis posiada również fabryki w Polsce zlokalizowane w Tychach i Gliwicach. Są w nich produkowane takie pojazdy jak Jeep Avenger, Fiat 500e czy sportowy Abarth 500e. Trudna sytuacja dotknęła również tych zakładów. W połowie stycznia koncern przekazał, iż zwolni trzecią zmianę w fabryce w Tychach.
W zakładzie zatrudnionych jest około 2,3 tysiąca osób. Pierwotnie planowano zwolnić 740 pracowników. Ostatecznie NSZZ Solidarność podpisała porozumienie i zwolnienia grupowe zmieniły się w program dobrowolnych odejść, który będzie tyczył 320 pracowników.
Reuters / Biznes Alert / Marcin Karwowski

4 dni temu




