Strachy na Lachy

1 dzień temu

Pokaż mi, czym straszysz, a powiem ci, kim jesteś

Prof. Michał Wenzel – socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS. Zajmuje się metodami badań społecznych i postawami politycznymi, a także socjologicznymi aspektami mediów. Autor m.in. pracy „Dezinformacja w czasach kryzysu”

Panie profesorze, rozmawialiśmy rok temu, mówiliśmy, iż politycy nas straszą. A tu okazuje się, iż straszą nas coraz bardziej. Co się dzieje? Jest straszniej w świecie?
– A może jest odwrotnie? Strach jest dla polityków oczywiście użyteczny, ale trudniej nas wystraszyć tymi samymi zagrożeniami. Politycy, żeby osiągnąć ten sam stan zagrożenia, muszą więc krzyczeć głośniej. Są w roli tego chłopca z bajki Ezopa, który musi krzyczeć, iż nadchodzi wilk, ale ileż razy można na te krzyki przybiegać z pomocą? Choć w naszym przypadku to pewnie będzie raczej niedźwiedź niż wilk. Straszymy nim od czterech lat, a on ciągle w lesie, więc coraz głośniej ten chłopiec krzyczy.

Ale chodzi nie tylko o niedźwiedzia, bo druga strona też ma swoje strachy. Przecież opowiada o zdemoralizowanej, niemieckiej Europie, która się zawala, o uchodźcach, którzy chcą tu wejść, o Ukraińcach, którzy się panoszą w Polsce. Więc to chyba nie jest tylko kwestia jednej strony.
– Można powiedzieć: pokaż mi, czym straszysz, a powiem ci, kim jesteś. o ile miałbym się pokusić o jakiś ranking tych chłopców z bajki Ezopa, co straszą, to pierwsze miejsce pewnie zająłby minister Sikorski i jego wielki niedźwiedź za wschodnią granicą. A niedaleko za nim byliby ci, którzy straszą ukraińskim banderowcem. Pewnie drugie miejsce w tym rankingu uzyskałby zatem Grzegorz Braun. Są też strachy z Bliskiego Wschodu: jedni straszą syjonistami, drudzy – islamistami.

To zarządzanie strachem m.in. dlatego jest tak bardzo teatralne, iż nie tylko owego niedźwiedzia nie widać, ale też banderowców trzeba się trochę naszukać, zanim się ich znajdzie. Na pewno niczego porównywalnego z Paryżem, z zamieszkami, które oglądamy, tutaj nie ma. I dlatego głośniej trzeba krzyczeć.

Dla mnie symptomatyczne jest to, iż już nie straszy się, jak kiedyś, zamykanymi fabrykami i bezrobociem.
– Dobrze pamiętam lata 90. Czego wtedy ludzie się bali? Że nie przeżyją do końca roku, iż wypłata nie dojdzie, iż bieda, bezrobocie itd. Minęło 30 lat i ludzie już tego się nie boją, mają zaspokojone swoje potrzeby materialne i nikt z głodu nie umrze, więc mogą przenieść swoje obawy w inne rejony.

A kto jest najbardziej podatny na straszenie? Jakie grupy?
– To idzie z pozycją społeczną. Najbardziej boją się najsłabsi. Konkurencji ze strony imigrantów boją się najbardziej ci, którzy najbardziej zależą od opieki społecznej, mają najsłabszy kontakt z rynkiem pracy i w największym stopniu muszą konkurować.

A ja myślałem, iż przede wszystkim boją się ci, którzy najczęściej oglądają telewizję, emeryci.
– Nie. Należy jednak szukać źródeł strukturalnych. To przede wszystkim słabsi ekonomicznie mają największe obawy. Oni mogą doznać największej krzywdy i są najbardziej narażeni. Załóżmy, iż jakaś dzielnica stanie się trudna do zamieszkania. Ten, kto ma fundusze, przeprowadzi się. A ten, kto mieszka w lokalu komunalnym, nigdzie się nie przeniesie. Nie może tego mieszkania sprzedać, a nie ma pieniędzy, by kupić inne. Zabrzmi to mało budująco, ale zasoby finansowe poszerzają wolność.

A oglądanie telewizji, rozrywka emerytów?
– Spójrzmy na to tak: starsi ludzie oglądają linearną telewizję, która unika ekscesów. A młodzi ludzie – co oglądają? adekwatnie nie wiadomo co – oglądają to, co im podejdzie, co im Facebook albo TikTok jakimś algorytmem podsuną.

Mają większy mętlik w głowie.
– A z drugiej strony mają

[email protected]

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Post Strachy na Lachy pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

Idź do oryginalnego materiału