
Leniwie zastanawiałem się kiedyś nad podkastem o związkach zawodowych, bo przez cały czas wydaje mi się, iż istnieje Obiektywna Potrzeba przystępnego wyjaśniania pewnych pojęć dla osób, które się zastanawiają. Nim jednak sam się zebrałem, zaprosiła mnie Aleksandra Szyłło, która w tej chwili przewodniczy komisji „Solidarności” współzakładanej przez Jorsa Truli 15 lat temu.
Smutnym kontekstem jest kolejne zwolnienie zbiorowe w „Gazecie Wyborczej”. 166 osób! Kto tam zostanie?
To zwolnienie ma być jakoś powiązane ze scalaniem gazety z gazetą. Proces biegnie tym razem po cichu, bez tego hałaśliwego falstartu sprzed paru lat. Tym razem w grudniu dokonała się (również bez większego echa) sukcesja wśród udziałowców spółki Agora Holding, która stoi na straży „złotych akcji” i ma zapewniać ciągłość tożsamościową firmy.
Poprzedni skład Holdingu zdominowany był przez założycieli Agory z pokolenia „boomerów”. Obecny to iksy, mniej lub bardziej moi rówieśnicy. Skoro nie mamy już wojny na korporacyjnej górze, gniewnych oświadczeń i wzajemnych oskarżeń, to najwyraźniej teraz plan scaleniowy jest już dogadany, nie masz w nim szpar ani dziur. Określony ustawowo kalendarz sprawia, iż poznamy go dopiero po klepnięciu zwolnienia zbiorowego.
W podkaście wspominam, iż na pierwszym spotkaniu z ówczesnym zarządem (w 2011), Piotr Niemczycki w pewnym momencie wstał, zaczął chodzić po pokoju i krzyczeć. Było mniej więcej „nie będziecie mnie uczyć co to Solidarność! Coś tam coś tam w stanie wojennym! Et patati, et patata!”.
Rozmowa z Olą uświadomiła mi, iż ten gniewny monolog przypominał zapamiętanych z dzieciństwa przedstawicieli jeszcze wcześniejszego pokolenia, „great generation”, w ramach związku bojowników o wolność i demokrację odwiedzających szkoły i licea. Dając odpór wrażej propagandzie, często wkręcali się na coraz wyższe obroty i wychodziło im coś w stylu „panowie Kuroń i Michnik nie będą nas pouczać co to patriotyzm, my od Lenino do Berlino!”.
Przykładanie kryteriów pokoleniowych często prowadzi na manowce, ale chyba nie gdy mówimy o Agorze. My jako iksy nie mamy historycznych zasług naszych rodziców-boomerów (ani tym bardziej dziadków-greatsów). Nie przejdziemy do historii, by zacytować jednego z moich najukochańszych boomerów.
Nie grodzi nam syndrom zbowidowski, ale z kolei grozi nam samopokonujący się (self-defeating) cynizm generacji X. W sprawie mediów na przykład na ogół akceptujemy (-owaliśmy?) hasło „to biznes jak każdy innny”, którym korpomenedżment Agory zwykł był uzasadniać idiotyzmy z serii „Papszun o Probierzu. Naprawdę to powiedział? Jaśniej się nie da!”.
Skoro biznes jak każdy inny, to jak to pogodzić z frazesami o Misji, Powołaniu i Patrzeniu Władzy Na Ręce? Kogo jak kogo, ale Władzę stać na zapłacenie, żeby media patrzyły na ręce komuś innemu, na przykład Hajto i Halejcio (EKSPERT OD RĘKOLOGII NIE MA WĄTPLIWOŚCI).
A jeżeli je potraktujemy serio, jak to pogodzić z korporacyjną chciwością? Zarobki w zarządzie bywają rzędu bańki rocznie. Gdyby tak jeden z drugim poskromił pazerność i gotów był wyżyć za skromne 200k, ocaliłby kilkanaście etatów w redakcji. Gdyby tak się samoograniczała cała wierchuszka, udałoby się uniknąć niejednego zwolnienia zbiorowego.
Napisałem chciwość? Pazerność? Quel faux-pas. Fi donc! Boomerzy na takie dictum eksplodowali we wspomniane „ja walczyłem w Lasach Kabackich!”. Iksy nieco spokojniej odpowiadają „wynagrodzenia ustala nam Rada Nadzorcza”. To w zasadzie prawda (podobnie jak prawdziwe są historyczne zasługi boomerów), ale wymaga idiotycznego założenia, iż zarząd nie ma na to wpływu. „Panie, no co ja mogę?”.
Oni uwielbiają frazes o „oglądaniu każdej złotówki”. Nie uwierzycie mi, ale naprawdę go słyszałem z ich ust. Wizualizowałem sobie wtedy takie tableau, jak oglądają te złotówki w mojej ulubionej rubryce raportu giełdowego, „wynagrodzenie zarządu”. „Dwie bańki dla Zdziśka, półtorej dla Cześka…”. I dochodzą do wniosku, iż każda z tych złotówek jest koniecznie niezbędna. „Ja znam Cześka, za 1499999 to on z łóżka nie wyjdzie, musi być równe półtora”.
Cóż, na szczytach korpowładzy boomerzy ustąpili iksom. Na dole w związku iksy ustąpiły milenials(k)om. Może im się uda coś zmienić. W końcu wszelki postęp polega na tym, iż stare dziady mówią „niemożliwe”, a młodzież „tango Anawa”. Staram się więc nie zarażać niedasizmem, rezygnacją i wypaleniem. Trzymam kciuki za następców.
Jeśli ktoś nie ma ochoty na podkast – zapraszam do wywiadu na podobny temat, który zrobił ze mną Michał Sutowski, któremu chciało się spisać (i usunąć te wszystkie moje „eeee, tegoo”).

1 dzień temu




