Szacunek na schodach. O tym, dlaczego warto budować życie poza etatem

1 tydzień temu
Zdjęcie: życie poza etatem


„Strasznie dużo pracy, nie mam w co rąk włożyć” – ile razy wypowiadaliśmy te słowa z ukrytą dumą, jakby bycie skrajnie zajętym było najwyższym odznaczeniem cywilnym? W świecie, który gloryfikuje „bieg po więcej”, łatwo uwierzyć, iż nasza wartość kończy się tam, gdzie kończy się nasza lista zadań i służbowa wizytówka. Często uciekamy w zawodową tożsamość, zapominając, iż każdy etat czy funkcja ma swoją datę ważności. jeżeli przez lata płaciliśmy „podatek od lęku”, zaniedbując relacje i zdrowie, możemy nagle odkryć, iż choć mamy pełne konto, nie mamy do kogo otworzyć ust.

Główne wnioski z artykułu

  • Budowanie poczucia wartości wyłącznie na stanowisku sprawia, iż po utracie pracy (która zawsze ma datę ważności) stajemy się „przezroczyści” dla otoczenia i tracimy sens życia.

  • Marnujemy czas na nadmiarowe działania w biurze tylko po to, by zagłuszyć strach przed byciem niewystarczającym; to czas ukradziony rodzinie/pasji, który nigdy nie wróci.

  • Często uciekamy w nadgodziny, bo świat zawodowy jest przewidywalny i mierzalny, co pozwala nam unikać konfrontacji z trudnymi emocjami lub pustką w domu.

  • Współczesny kult bycia „zarobionym” niszczy umiejętność odpoczywania i zabija kreatywność, która rodzi się tylko wtedy, gdy dajemy sobie prawo do nudy.

  • Szacunek należy się człowiekowi, a nie funkcji; warto dbać o relacje „idąc w górę”, bo to one będą naszą jedyną kotwicą, gdy zaczniemy „lecieć w dół”.

  • Nawet pokaźne oszczędności nie wypełnią pustki na emeryturze, jeżeli przez lata zaniedbaliśmy zdrowie i bliskich – człowiek z natury potrzebuje drugiego człowieka, a nie tylko salda na koncie.

Słuchaj i oglądaj

Kult „zajętości” jako nowa religia

Może niektórzy mnie wyśmieją, ale mam już kilka lat i widziałem to i owo. Moim zdaniem współczesne społeczeństwo często utożsamia bycie zajętym z byciem ważnym. Z kolei odpoczynek bywa postrzegany jako coś złego, jako lenistwo, a nie jako niezbędny element higieny psychicznej.

Na pytanie „Co u Ciebie?”, najczęstszą i dumnie wypowiadaną odpowiedzią jest „Zarobiony jestem, nie mam w co rąk włożyć.”. Podświadomie buduje to w oczach rozmówcy wizerunek osoby ambitnej, takiej która nie przepuszcza swojego życia przez palce, nie siedzi wieczorem przed telewizorem i nie scrolluje bezcelowo portali społecznościowych. Problem w tym, iż wszystkie te czynności są niekiedy – a w zasadzie dość regularnie – potrzebne. Człowiek nie powinien winić się za nic nierobienie. Co więcej, czasami takie nic nierobienie może być generatorem ciekawym pomysłów na życie. Wszak nuda może budzić kreatywność.

Muszę wam przyznać, iż świeżo po studiach również padłem ofiarą takiego myślenia – kultu pracy. Pamiętam jak dziś, kiedy sam sobie powiedziałem – będę pracował tyle, by wieść takie życie materialne jakiego pragnę, a jeżeli to nie będzie realne, to będę pracował tyle, ile tylko będę mógł. Z perspektywy czasu widzę, iż to myślenie było, delikatnie mówiąc, głupie. jeżeli myślisz podobnie czym prędzej przemyśl swoje życia raz jeszcze. Całe szczęście, iż nowe pokolenie Z-tek, czy alf (które niebawem będą wchodzić na rynek pracy) jest pod tym względem zdecydowanie mniej napięte. Dla nich nie liczy się tak bardzo sfera materialna, a zdecydowanie bardziej cenią to co tu i teraz.

Praca jako tarcza i ucieczka

Traktowanie pracy jako ucieczki od swojego życia prywatnego to bardzo słabe wyjście. Niemniej dużo osób stawia pracę ponad inne ważne/ważniejsze sfery życiowe jak relacje z rodziną, przyjaciółmi, pasje lub choćby zdrowie. W tym miejscu przypomniała mi się historia pewnej prezenterki telewizyjnej, która niemalże zaczęła rodzić dziecko… na wizji. W takich sytuacjach niektórzy pewnie będą ją podziwiać za jej oddanie. Moim jednak zdaniem to, lekko mówiąc, gruba przesada i przykład jak w dużym stopniu praca może wkroczyć w nasze życie osobiste.

Takie osoby często mogą traktować pracę jako swego rodzaju bezpieczna przystań, do której można uciec, kiedy w życiu prywatnym dzieje się coś złego. W przeciwieństwie bowiem do relacji rodzinnych i emocji członków rodzinnym praca z reguły jest przewidywalna, mierzalna i ma jasne określone reguły. Dlatego zdarzają się osoby, które przechodząc kryzys w związku lub zmagając się z pustką w domu, decydują się brać nadgodziny nie dla pieniędzy, ale po to, by nie musieć konfrontować się z trudnymi emocjami. W pracy taka osoba będzie czuła się swojo, będzie czuła się, iż jest kompetentna i robi adekwatną robotę. Ta sama osoba w domu będzie jednak zupełnie zagubiona.

Warto jednak uświadomić sobie bardzo istotną rzecz, gdyż praca prędzej czy później kiedyś się skończy, a Ty zostaniesz ze swoim życiem prywatnym sam na sam. W tym momencie będziesz właśnie zbierał owoce swojego zaangażowania w to życie, jakie włożyłeś lub nie przez ostatnie lata. Jasne, iż ktoś może powiedzieć, iż kocha swoją pracę tak bardzo, iż zamierza pracować do końca życia. Pytanie tylko czy zawsze będzie to możliwe. Z wiekiem może pojawić się wiele barier, które mogą rzutować na naszą wydajność. W takiej sytuacji może okazać się, iż o ile Ty chcesz dalej pracować, druga strona niekoniecznie będzie zainteresowana przedłużaniem z Tobą kontraktu. Nie zapominaj też, iż choćby największa „miłość” do pracy może wypalić się. Co zrobisz, kiedy zapał do pracy minie, a Ty nie będziesz miał co ze sobą zrobić?

Historia pewnego prezesa

Zastanawiałeś się może dlaczego ludzie zapominają o innych sferach życia? Według mnie winnym jest życie na pokaz i wszechobecny konsumpcjonizm. Trzeba gonić i pokazywać ludziom, iż stać nas na to czy tamto, iż mamy pozycję społeczną itp. Niekiedy może się jednak okazać, iż pozycja ta wynikała tylko z pobudek czysto interesownych – ktoś szanował nas i utrzymywał kontakt z uwagi na fakt, iż mógł na tym coś ugrać. choćby nie zdajecie sobie sprawy ile takich toksycznych osób spotkałem już w życiu…

W tym miejscu idealnie pasuje historia pewnego prezesa, którą opowiedział mi kilka lat temu znajomy pracujący w sporej firmie IT. Prezes owej firmy, człowiek wiecznie zapracowany, a przynajmniej takie wrażenie sprawiał, niesamowicie zadufany w sobie. Ciężko było z nim porozmawiać na jakikolwiek temat na luzie. Nie do pomyślenia było odzywanie się na „Ty” – konieczna była zawsze forma „per Pan”, choć firma była dość mała (30-40 osób zatrudnionych).

Kolega, pracując tam kilka lat, nie usłyszał nigdy dobrego słowa, żadnej zwykłej pogawędki, żadnych luźnych rozmów, choćby podczas spotkań okazjonalnych typu święta. Prezes lubił bardzo obnosić się pieniędzmi (opowiadając o tym, gdzie to nie był, co kupił, w co zainwestował i czym ostatni jeździł). Lubił też chwalić się kontaktami w branży i nie tylko, także z osobami dość wysoko postawionymi w świecie szeroko pojętego showbiznesu.

Pewnego dnia okazało się jednak, iż firma będzie sprzedana. Jakiś czas później faktycznie tak się stało, a nowy właściciel postanowił zmienić zarząd. Ot, prezes stracił nagle pracę – sens swojego życia. Kilka miesięcy później ten sam prezes zaaranżował spotkanie ze swoimi byłymi już pracownikami. Wyobraźcie sobie ich szok. Osoba, która nigdy nie wyciągała do nich ręki, nagle zaprasza ich do restauracji na, jak to powiedział, „spóźnione spotkanie pożegnalne”.

To co były już prezes powiedział podczas spotkania nie śniło się chyba nikomu. Jego postawa odwróciła się o 180 stopni. Z dumnego jak paw człowieka stał się pokornym i chętnym do wchodzenia w relacje z każdym z przybyłych. Okazało się, iż pozycja jaką dzierżył w firmie nie równała się pozycji samego człowieka. Osoby, z którymi utrzymywał kontakt, okazały się czynić to nie przez wzgląd na jego osobę, a jedynie funkcję jaką pełnił.

Sytuacja była tak kuriozalna, iż byli „najlepsi znajomi” prezesa przestali go poznawać na ulicy. Nagle prezes został sam ze swoimi pieniędzmi. Po pewnym czasie zmusiło go to do refleksji, iż przez długi czas swojego życia nie szanował ludzi, którymi się otaczał. Większość z nich traktował z góry. Zwrot w jego postawie był na tyle duży, iż prezes po dziś dzień utrzymuje relacje z kilkoma były pracownikami.

Historia ta uczy prostej rzeczy, którą streścić można w zasadzie w jednym zdaniu: szanuj ludzi, kiedy idziesz w górę, gdyż możesz ich spotkać lecąc w dół – jakie to prawdziwe. Podobnie było w powyższym przypadku. Osoba arogancka, pochłonięta pracą bez czasu w jakiekolwiek inne sfery życiowe (brak rodziny, prawdziwych znajomych, pasji) nagle straciła sens życia i jakichkolwiek ludzi do rozmowy.

Nie płać „podatku od lęku”

Zapytacie może cóż to takiego? Nazwałem w ten sposób koszt bycia niewystarczającym w naszym mniemaniu. prawdopodobnie miałeś kilkukrotnie już sytuacje, kiedy obawiałeś się, iż jeżeli zwolnisz tempo życia, ktoś wyprzedzi Cię, zastąpi lub odkryje, iż akurat nie jesteś w czymś tak dobry jak nam się wydaje. Prowadzi to do tak zwanej nadmiarowości w działaniu. Boimy się, iż jak przestaniemy coś robić, ktoś inny wypełni tę lukę, a my zostaniemy zapomniani.

Wyobraź sobie, iż jako pracownik przygotowujesz prezentację na ważne spotkanie. Zajmuje Ci to ostatecznie 20 godzin choć wiesz, iż w praktyce 5 godzin wystarczyłoby do osiągnięcia świetnego efektu. Te dodatkowe 15 godzin to właśnie „podatek od lęku”, który zabiera nam czas spędzony z rodziną lub na innych przyjemnościach.

Muszę przyznać, iż sam w latach szkolnych miewałem sytuacje, iż już w zasadzie nauczyłem się wszystkiego, ale dla świętego spokoju „kułem” coś aż do dnia egzaminu, aby w razie niepowodzenia nie zarzucać sobie, iż czegoś nie zrobiłem. Czy miało to sens? Z perspektywy czasu stwierdzam, iż zdecydowanie nie. Ważne jednak, aby uczyć się na błędach.

Sztuka odpoczywania

Rzucenie się w wir pracy bardzo często może oznaczać zaniedbywanie innych, bardziej prywatnych sfer życia. Dochodzimy do takiej sytuacji, kiedy ludzie po skończonej pracy niekiedy nie potrafią bez niej żyć, mając problem spędzić sensownie dłuższy urlop, a choćby zwykły weekend. Nie potrafią najzwyczajniej w świecie odpoczywać. To poważne ryzyko dla Twojej sytuacji w przyszłości zwłaszcza, kiedy odchodzić na emeryturę i nagle wraz z pracą kończy się tak naprawdę sens Twojego życia. Nie masz nic do roboty. Wszelkie kurtuazyjne znajomości z pracy urywają się, nie masz do czego, ani kogo uciec, gdyż przez lata zaniedbywałeś życie prywatne.

Stąd już bardzo blisko do wpadnięcia w choroby psychiczne, osamotnienie, pustkę i poczucie bezsensowności dalszego życia. Co więcej, to wszystko może nadejść choćby jeżeli ktoś zgromadził pokaźne oszczędności z tytułu wcześniejszej pracy. Pieniądze same w sobie nie będą cieszyć, kiedy nie będziesz wiedział co chcesz z nimi zrobić, no chyba, iż czerpiesz przyjemność z samego ich posiadania.

Nawet jeżeli będziesz wiedzieć co zrobić ze zgromadzonymi środkami finansowymi, możesz przecież próbować, gdyż masz ich sporo, wówczas może okazać się, iż nic specjalnie nie cieszy Cię gdyż robisz to w pojedynkę. Człowiek z natury to istota stadna i najczęściej potrzebuje jakiegoś kontaktu z człowiekiem. W pewnym stopniu tyczyć się do może choćby natury pustelnika, który rzadko, bo rzadko, ale będzie potrzebować kontaktu drugiej osoby. Konkludując, odpoczywać też trzeba umieć!

Nic nie robić trzeba umieć

Wiecie co jest najlepsze w odpoczynku? To, iż nierobienie niczego także jest odpoczynkiem, niemniej dla niektórych to sztuka ciężka do opanowania. Wiele osób marzy o wolności finansowej, marzy, by w końcu zrezygnować z pracy etatowej, sprzedaż działalność i przestać troszczyć się o pieniądze. Pół biedy, jeżeli taka osoba ma pomysł na siebie. Gorzej jednak, gdy taka osoba niekoniecznie wie co z wolnym czasem zamierza robić.

Problem w tym, iż chcąc zrezygnować z pracy (w naszym mniemaniu możemy sobie na to pozwolić), jednocześnie musimy wypracować w głowie myślenie, iż w tym samym czasie, kiedy Ty zbijasz bąki/oddajesz się pasjom (o ile takie mamy), ktoś inny zarabia. Musisz wyzbyć się myślenia, iż zawsze mógłbyś mieć więcej, jeżeli tylko więcej/dłużej pracowałbyś. Ceną ciągłej pogoni za pieniędzmi jest jednak czas, który dla wszystkich z nas jest skończony.

Podsumowując, praca w życiu jest bardzo ważna, ale ważna jest również satysfakcja z niech, choć niekoniecznie musi to być gratyfikacja finansowa. Co więcej, jeżeli satysfakcją są tylko pieniądze, wówczas daje Ci gwarancję, iż po pewnym czasie poczucie to skończy się. Uważam, iż szczęścia nie można szukać w pracy, chyba iż praca jest Twoją pasję, którą realizujesz inne cele. Przykładem jest tutaj osoba niosąca wsparcie innym w różnych dziedzinach życia, artysta wystawiający fakturę za zrealizowane zamówienie, czy osoba prowadząca firmę rodzinną, w której może w pełni działać według swoich zasad.

Często zadawane pytania (FAQ)

  1. Czy to źle, iż praca daje mi poczucie bezpieczeństwa i spełnienia? Absolutnie nie – praca jest ważnym elementem życia i źródłem satysfakcji. Problem pojawia się wtedy, gdy staje się ona Twoją jedyną kotwicą. jeżeli uciekasz w obowiązki, by nie konfrontować się z problemami w domu lub pustką emocjonalną, budujesz swoją tożsamość na kruchym fundamencie, który po zwolnieniu lub przejściu na emeryturę po prostu zniknie.
  2. Co zrobić, jeżeli moja satysfakcja z pracy to głównie pieniądze? jeżeli jedyną motywacją są cyfry na koncie, istnieje ogromne ryzyko, iż po pewnym czasie to poczucie zadowolenia wygaśnie. Pieniądze są narzędziem, ale same w sobie nie zapewnią szczęścia, zwłaszcza jeżeli będziesz je gromadzić w samotności. W takiej sytuacji powinniśmy szukać prawdziwego spełnienia w relacjach, pasjach i zdrowiu.
  3. Dlaczego wolność finansowa może stać się pułapką, jeżeli nie umiemy odpoczywać? Wielu marzy o tym, by przestać pracować i mieć na to środki, ale bez „wypracowanego myślenia”, iż czas jest cenniejszy niż pieniądz, wolność ta staje się ciężarem. jeżeli nie nauczymy się uciszać wewnętrznego głosu, który mówi, iż „w tej chwili ktoś inny zarabia więcej”, choćby na emeryturze będziemy czuć lęk. Wolny czas bez pasji i relacji to tylko pusta przestrzeń, która zamiast cieszyć, może prowadzić do poczucia bezsensu.
Idź do oryginalnego materiału