Herod (spacerując po pałacowym ogrodzie, snuje smętne rozważania)
Od lat muszę się mozolić
Żeby Rzymian zadowolić,
A ci wciąż mą pogardzają,
Nawet z rozmów wykluczają.
Nigdy więc nie uczestniczę,
Chociaż ciągle na to liczę,
Nie tylko w spotkaniach ważnych,
Ale choćby w niepoważnych.
A kiedy Rzym wizytuję,
Zawsze tylko wzgardę czuję.
W przedpokojach mnie trzymają,
Na salony nie wpuszczają,
W oczy mówią żem jest zerem,
Choć w pochlebstwach tom liderem!
Bo wciąż coś mi nie wychodzi,
A to mej pozycji szkodzi,
Jako władcy kraju tego,
Przeze mnie nie lubianego.
Bynajmniej nie z mojej winy,
Lecz z całkiem innej przyczyny.
Wpierw reformy me hamował
Nadpasterz, bo je wetował,
Nie wszystkie, ale w znacznej mierze,
Gdy chcieli tego pasterze.
Więc Rzymianie naciskali
Bym z urzędu go wywalił,
Byle tylko zgodnie z prawem,
I zakończył złą zabawę.
Solennie to obiecałem,
Bowiem niemal pewność miałem,
Że Traskusa lud wybierze
I on będzie Nadpasterzem.
Ale się zawiodłem srogo…
Lud mnie potraktował wrogo,
Bo na niego nie głosował,
Przez co plany me zrujnował.
Tak, pomimo mego trudu,
Nadpasterzem jest człek z Ludu,
Co mnie wcale nie szanuje
Bo niemal wszystko wetuje.
Na intrygach zęby zjadłem,
A z deszczu pod rynnę wpadłem.
Cerastus (napotykając smętnego Heroda)
Obyś żył Herodzie wiecznie,
Bo przy Tobie mi bezpiecznie.
Jesteś moim ideałem,
Tobie wierność ślubowałem!
Toteż wielki smutek czuję,
Że Rzym niezbyt cię szanuje,
Co prawdopodobnie jest przyczyną,
Że z ponurą chodzisz miną.
Lecz ja ciebie rozweselę,
Bo dziś mogę bardzo wiele.
Wiem ja dobrze, Królu złoty,
Że z pasterstwem masz kłopoty,
Zwłaszcza z nowym Nadpasterzem.
Też go nienawidzę szczerze,
Który ciebie nie szanuje,
Bo reformy twe wetuje!
Lecz ja jestem silny człowiek,
Więc tym samym mu odpowiem.
Tym sposobem zmuszę drania
By zaprzestał wetowania.
Nie będę się patyczkował,
Tylko wszystko też wetował.
Co on tylko przygotuje,
Ja natychmiast zawetuję.
A gdy wetem mu przyłożę
Z miejsca się poczuje gorzej,
Bo kiedy moc mą poczuje
Natychmiast skapituluje.
Nie będzie już nic wetował,
A ciebie czcił i szanował.
Wtedy wszyscy, co się śmieją
W jednej chwili spoważnieją.
Oddala się.
Herod (mruczy pod nosem)
Starego błazna przegnałem,
W zamian nowego dostałem,
Od starego nie mądrzejszy,
Lecz przynajmniej jest śmieszniejszy.
Jeśli wrogów mych ośmieszy,
To na pewno mnie ucieszy.
Powraca do wcześniejszych rozważań.

By mnie w Rzymie polubili
I do łask swych dopuścili,
Bez najmniejszego wahania
Spełniam wszystkie ich żądania.
Nawet skrajnie niedorzeczne,
Z interesem kraju sprzeczne.
Przed niezbyt wieloma laty
Kraj ten poniósł wielkie straty,
Rzymianie go najechali
I kompletnie splądrowali.
Zabijali i łupili,
Wszelkie dobra wywozili.
Więc chociaż wojnę przegrali,
Jeszcze bogatsi się stali.
Dzięki temu forsę mają,
Którą i mnie też wspierają.
Lecz z powodu swej hojności
Oczekują mej wdzięczności,
Bo przez to, iż mnie wspierali
Myśmy rządy sprawowali.
Słuszność tego uznawałem,
Wdzięczność zadeklarowałem,
Lecz problemy z tym bywają,
Bo pastuchy przeszkadzają!
Na złość mi, bezczelne dranie,
Zażądali, by Rzymianie
Wszystkie straty nam pokryli!
Rachunek im wystawili!
W obliczu tej bezczelności,
Aż zatrzęsłem się z wściekłości,
Przewidując, co się stanie
Gdy dostaną go Rzymianie.
Rzymianie, gdy go ujrzeli,
Z oburzenia aż zdębieli,
A gniew tak straszny w nich wzbierał,
Żem ze strachu wręcz umierał.
By Rzymian nie denerwować,
Musiałem zadeklarować,
Że odszkodowań nie chcemy
Bo w dobrobycie żyjemy.
A dobrobyt, który mamy,
Jedynie im zawdzięczamy!
Rachunek pastuchy zapłacą,
Rzymianie nich się bogacą!
Bodnarus (płacząc)
Co ja ci Królu zrobiłem?
Posłuszny ci zawsze byłem,
Pasterzy przecież ścigałem,
Bo wszystkich ukarać chciałem.
Dlaczego mnie więc skrzywdziłeś,
Z grona wielkich wykluczyłeś?
Herod
Wszak kazałem ci się starć
By gwałtownie i srogo karać,
A ty kiepsko się spisałeś,
Dotąd ich nie ukarałeś!

Bodnarus
Bo trudno bez przewinienia
Wsadzić kogoś do więzienia.
Bardzo ciężka jest to sprawa
Karać bez złamania prawa.
Nawet gdy je stosujemy,
Tak, jak my go rozumiemy.
Herod
Wiesz, iż trudne są dziś czasy,
Trzeba robić wygibasy,
Coś pominąć, coś naciągnąć,
Byle tylko cel osiągnąć!
Bodnarus
Przecież tak postępowałem,
Prawo ciągle naciągałem,
Miękkie jest jak plastelina,
Więc łatwo się je nagina!
Lecz szybciej działać się nie da,
Więcej czasu w to trzeba.
Herod
O tym już zdecydowałem!
Zuraskusa zawezwałem,
Rozmowę przeprowadziłem,
Sprawy twe mu powierzyłem.
Zabrał się do nich ochoczo,
Pracuje za dnia i nocą.
Pastuchy się z niego śmieją,
Bo głupcy nie rozumieją,
Że to człek prawu oddany,
A przy tym zdecydowany,
Żeby tak prawo stosować,
Jak mu będziemy dyktować!
A co do ciebie, cymbale,
Już mi nie trzeba cię wcale,
Bo wiele obiecywałeś,
Ale kilka zdziałałeś!
Za oddalającym się Bodnarusem
Choć mną w Rzymie pomiatają,
To jestem postrachem kraju,
Bo nie jestem sprawiedliwy,
Lecz mściwy i pamiętliwy!
Nadchodzą Zuraskus z Wroscinellą
Wroscinella (podśpiewując)
Inne karmią się miłością,
A ja zemstą i podłością.
Od przedszkola zemstą żyłam,
Z mlekiem matki ją wypiłam.
Zemsta mi jak seks smakuje,
Gdy się mszczę, to orgazm czuję!
Dzika rozkosz we mnie wzbiera,
Gdy po śledztwie ktoś umiera,
Bo gdy znajdzie się w mych rękach,
Ze strachu mu serce pęka!
Mścić się lubię za dnia, w nocy,
Bo to mi dodaje mocy!

Herod (odchodzi, mrucząc i ziewając)
Mścić i karać się opłaca,
Lecz dla mnie to ciężka praca.
A iż pracy ja nie znoszę,
Więc tunikę wciąż tarmoszę.
Nie dziw, iż w pomiętej byłem
Gdy Afrykę odwiedziłem.
Togi wcale nie wdziewałem,
Bo gdy grzyby w niej zbierałem,
Całkiem mi się pobrudziła
A później gdzieś zagubiła.
Lecz się tym nie przejmowałem,
Bo od kogoś usłyszałem,
Że tam wszyscy nago chodzą
I w ten sposób ciągle chłodzą.
Zatem mnie tam przywitają
Same golce, niczym w Raju!
Więc niezmiernie się zdziwiłem,
Gdy ich nagle zobaczyłem
W piękne ciuchy wystrojonych
I mym strojem zniesmaczonych.
Ale co tam, biali, czarni,
Dla mnie wszyscy równie marni,
Bom jest szczery demokrata,
Który wszystkimi pomiata!
Jedynie Rzymian szanuję
I łask od nich oczekuję.
Zuraskus (po odejściu Heroda)
Pasterstwem od lat się brzydzę,
A pastuchów nienawidzę.
Wszystkich pozamykać chciałem,
Lecz zbyt wiele nie zdziałałem.
Wbrew Heroda zaleceniu,
Nie siedzą dotąd w więzieniu.
Bo choć sędziów mianowałem
I akta spreparowałem,
Czym się bardzo natrudziłem,
Na przeszkody natrafiłem.
Miewam zatem myśli czarne,
Bo dowody mamy marne,
I choć naszych sędziów mamy,
Procesów tych nie wygramy.
Choć się będą bardzo starać
Nie zdołają ich ukarać.
Gdy wyjdą uniewinnieni,
Zostaniemy ośmieszeni.
I wszyscy, co się nas bali,
Będą teraz z nas się śmiali.
Wroscinella
Gdy brakuje argumentów
Nie wolno mieć sentymentów,
I wyzbywszy się moralności
Działać bez cienia litości.
Zaś zasadę tę należy
Zastosować do pasterzy,
Bo co dla nich jest fatalne,
Dla nas całkiem racjonalne.
Zgodnie z naszym interesem,
Jest by zmarli przed procesem.
Kto zmarł już nam nie zaszkodzi,
Lecz tu nie o zemstę chodzi.
Wszak śmierć taka, zgodnie z prawem,
Całkowicie kończy sprawę!
Dowody są utajnione,
Ujawnianie ich wzbronione!
Ale przecież my je mamy,
Co sprytnie wykorzystamy!
Jest wielu speców medialnych,
Oddanych nam i genialnych,
Którzy gdy okazję mają
Do tajemnic docierają,
A potem je publikują,
Czym popularność zyskują.
Gdy nieco oczy przymkniemy,
Walnie im w tym pomożemy.
Toteż, bez większych przekrętów,
Wnet dotrą do dokumentów,
Tyle, iż nie do prawdziwych,
Tylko do całkiem fałszywych,
Bo przez nas spreparowanych,
W miejsce prawdziwych wkładanych.
Zuraskus (entuzjastycznie)
My zaś będziem się pieklili,
Że dowody ujawnili,
A w dodatku, iż w złej wierze
Dopomogli im pasterze.
Bo krajowi to zaszkodzi,
A im właśnie o to chodzi!
Wroscinella
Nie trzeba się zbytnio starać
By pasterzy śmiercią karać.
Chorych zamknąć do więzienia
I odmówić ich leczenia,
Gdy ich przy tym podręczymy,
Szybko życia pozbawimy.
I tak, bez udziału kata,
Szybko zejdą z tego świata!
Zuraskus
Zaś ten, co się zdrowym czuje,
Też się gwałtownie rozchoruje.
Przesłuchując go bez przerwy
Szybko mu stargamy nerwy,
A gdy przy tym podręczymy
Głodówkę nań wymusimy.
A gdy ktoś długo głoduje,
To się gwałtownie rozchoruje.
Zgodnie z naszym interesem,
Umrze jeszcze przed procesem!
My zaś będziem rozgłaszali,
Że ze strachu pozdychali,
Bo złodzieje to i tchórze,
Przy tym diabły w ludzkiej skórze!
A gdy główne nasze wrogi
Wyciągną już w grobach nogi,
Herod bardzo się ucieszy
I nagrodzić nas pośpieszy!
Wroscinella
Pozostali, nam niemili,
Którzy tym się narazili,
Że z Heroda dworowali,
Będą się panicznie bali.
Strach tak straszliwy poczują,
Że kompletnie spanikują.
Więc by przez cały czas żyć na ziemi
Zeznają, co im każemy.
W swej bojaźni, bez wahania,
Złożą miłe nam zeznania.
A gdy takie mieć będziemy,
Błyskawicznie ich skażemy.
Zuraskus
Lecz gdy i tych już zamkniemy,
Mścić się zbytnio nie będziemy.
Na lat kilka uwięzimy,
Ale kiedyś wypuścimy.
Jeszcze będą się cieszyli,
Że swe życie ocalili.
Pastuszkowie, zgromadzeni w głównym szałasie, prowadzą dyskusję o sytuacji w kraju.
Pastuszek I
Niedobrze się w kraju dzieje,
Gospodarka nam się chwieje,
Kolejne firmy padają
A ludzie pracy nie mają.
Te, co się wspaniale miały,
Z dnia na dzień zbankrutowały.
Ludziom pieniędzy brakuje,
Coraz więcej ich głoduje!
Pastuszek II
Lecz nic to głód, ciężka praca,
Gdy kraj w nicość się obraca,
Bo bardzo źle się w nim dzieje.
Rządzą szuje i złodzieje,
Którzy prawo za nic mają,
A uczciwych oskarżają.
Tych, co afery tropili
Złodziejami ogłosili,
Przed sądami ich stawiają
Bez wyroków zamykają.
Cały kraj schodzi na dziady,
Czy nie ma już na to rady?
Pastuszek III
Wybory żeśmy wygrali,
Nadpasterza w nich wybrali,
Którym został człowiek z ludu.
Lecz mimo naszego trudu,
Herod przez cały czas włada krajem
I do walki z prawem staje.
Konstytucją wymachuje,
Lecz jej wcale nie szanuje!
Na pasterzy łotrów szczuje.
Bezczelnie manipuluje.
Kłamie przy tym nieustannie,
Nawet, gdy się kąpie w wannie.
Lecz choć jawne kłamstwa szerzy,
Wielu ludzi wciąż w nie wierzy.
Pastuszek I
W kraju Herod wciąż się wścieka,
W Rzymie w przedpokojach czeka.
Na klęczkach przekracza progi,
By Rzymian całować w togi,
Bo ci tak nim pogardzają,
Że choćby rąk nie podają.
Służby, zamiast kraju bronić,
Opozycje muszą gonić.
Bez żadnego przewinienia
Można trafić do więzienia.
Jasno uznać więc wypada,
Że to jawna kraju zdrada!
Stary Pasterz
Herod groźne miny stroi,
Lecz widać już, iż się boi.
Skoro wścieka się bez przerwy,
Znaczy, iż ma chore nerwy.
Wie, iż dni ma policzone
I musi stracić koronę.
Głowy w górę, bracia mili,
Ciężki rok żeśmy przeżyli,
Lecz pomimo przeciwności,
Nie straciliśmy godności.
Nie zdradzili też idei,
Które z serc nam wyrwać chcieli,
Lecz choć bardzo się starli,
Zrobić tego nie zdołali.
Lecz nie pora tryumfować,
Lecz do walki się szykować.
Bo rok, który nam nastanie
Będzie trudny niesłychanie.
Żaden tyran nie jest wieczny,
Lecz wysiłek jest konieczny.
Jednak, gdy się przyłożymy,
To Heroda zwyciężymy.
Prawo znów zatryumfuje,
A Herod i jego szuje,
Wnet zapadną się pod ziemię,
Gdzie zasilą szczurów plemię.
Jerzy Klus




