Obejrzałem urywek wystąpienia Donalda Tuska, w którym – z coraz gorzej udawaną urzędową powagą – zapowiada powołanie specjalnej komisji roboczej, wręcz rządowego śledztwa, w sprawie polskich wątków ujawnionych w dokumentacji dotyczącej Jeffreya Epsteina.
Powód jest oczywisty i inny być po prostu nie mógł. Za tym źródłem wszech zła musi stać Władimira Putina. Tusk orzekł, iż zostało to już w sposób niemal niepodważalny wykazane i szeroko upowszechnione w mediach. Faktem jest, iż pewne zachodnie media – zwłaszcza te brukowo-rynsztokowe, jak Daily Mail czy The Telegraph – rzeczywiście zaczęły takie spekulacje snuć. Faktem jest też, iż nikt poważny nie traktuje ich poważnie. W tym Donald Tusk.
I właśnie ta oczywista rozbieżność mierzi najbardziej. Ta urzędowa pantomima, przepełniona kłamstwem i pogardą dla „ciemnego ludu”, który wszak „to kupi”, jest po prostu nie do zniesienia. Po co ten performance?
Po co ta głupia gadanina, iż niby aby wyjaśnić oczywistą deprawację i degenerację moralną zachodnich burżua, trzeba najpierw wprowadzić postać Wielkiego Demona Wschodu?
To Putin ich zdeprymował. Putin ich zbałamucił. Putin uczynił Zachód tym, czym on oczywiście jest, ale czym by nie był, gdyby nie „Rosja Putina”, Związek Radziecki, Katarzyna Wielka, Aleksander Newski i kniaź Ruryk.
Od 2010 roku każda ekipa władzy w Polsce potrzebuje własnego Smoleńska, Tusk buduje więc swój.
Polska tak zwana opinia publiczna przez ostatnie piętnaście lat pokazała, iż najlepiej daje się nią zarządzać przez patologiczne spiny – przez permanentne podkręcanie adrenaliny i dopaminy, przez wyłączanie mózgu i zastępowanie myślenia afektem.
Powstała w Polsce osobliwa, wielka wspólnota ludzi teoretycznie zwaśnionych (KO-PiS), ale bezwzględnie zjednoczonych jednym mianownikiem: narastającym uzależnieniem od własnego podniecenia i cyklicznego doprowadzania się do absolutnej świrni.
Tusk dziś tylko sięga po sprawdzony mechanizm. Różnica jest jedna – jego „zamach” ma twarz Epsteina z podpisem „Putin”.

5 godzin temu





