Weszły w życie opłaty za paczki z Temu i Shein

2 godzin temu

Unia Europejska wyznaczyła 3 euro cła na paczki e-commerce niskiej wartości. Ma to utrudnić nieuczciwą konkurencję chińskich platform e-commerce jak Shein, Temu i AliExpress. Chcą one ominąć te unijne regulacje, tym bardziej, iż opłaty mają wzrosnąć – Shein buduje w tym celu wielkie centrum dystrybucyjne w Polsce.

Od 1 lipca obowiązuje cło w wysokości 3 euro na paczki wartości poniżej 150 euro, co ma na celu spowolnienie napływu tanich towarów spoza UE, sprzedawanych głównie przez takie firmy e-commerce, jak Shein i Temu, Alibaba czy Aliexpress. Niejako rykoszetem dostanie się też Amazonowi, jednak tutaj szkody nie będą tak wielkie, ponieważ amerykański gigant ma już magazyny w całej Europie.

To chińskie firmy odpowiadały za około 90% towarów poniżej 150 euro, takich jak moda, kosmetyki i elektronika, wysyłanych do UE, co oznaczało import wielkości 6 mld sztuk różnych artykułów.

Chińskie platformy wykorzystujące zwolnienia celne do sprzedaży towarów po bardzo niskich cenach, co umożliwiało im błyskawiczny wzrost, ale powodowało skargi ze strony europejskich i amerykańskich sprzedawców detalicznych, mają w tej chwili spory problem, mimo iż posunięcie UE było od pewnego czasu znane. Stanowi też ono pewne odbicie działań administracji USA, bowiem w Stanach Zjednoczonych, ich największym rynku zbytu, w maju zakończyła ona zwolnienie „de minimis” dla importu z Chin, a pod koniec sierpnia dla całego importu. Także UE nakładając opłaty kończy z tzw. wyłączeniem de minimis, czyli ulgą celną, która jest zapożyczeniem z łacińskiego zwrotu prawnego oznaczającego mniej więcej „zbyt małe, by miało znaczenie”.

Przez dziesięciolecia służby graniczne zezwalały na to zwolnienie, aby odciążyć się od obciążeń administracyjnych i utrzymać niskie koszty dla kupujących online. Jednak późniejszy napływ taniego importu stał się kwestią polityczną, która przyczyniła się do wzrostu protekcjonizmu. Stany Zjednoczone w zeszłym roku zamknęły „paczkowe” okno bezcłowe o wartości 800 dolarów powołując się na wzrost liczby przesyłek poniżej tej wartości do 1,4 mld w 2024 roku.

Unijne cło 3 euro nie jest przy tym ostateczne – w ramach modernizacji unijnego systemu celnego, który ma być przystosowany do handlu elektronicznego, co ma nastąpić do 2028 roku, w listopadzie ma wejść w życie dodatkowa opłata manipulacyjna, która według szacunków DHL wyniesie około 2 euro za przesyłkę. Za to od 1 lipca 2028 r., kiedy to ma rozpocząć działalność nowy Urząd Celny UE opłaty mają zostać zastąpione cłami dla poszczególnych kategorii. Cła takie prawdopodobnie podniosą ceny dla konsumentów, ponieważ platformy przerzucą na nich przynajmniej część dodatkowych kosztów.

Unijne opłaty są pobierane od pojedynczego produktu na podstawie jego kodu, co oznacza, iż paczka z trzema koszulkami zadeklarowanymi pod tym samym kodem taryfowym będzie podlegać opłacie celnej w wysokości 3 euro. Jednak paczka z koszulką i innym artykułem będzie obłożona opłatą 6 euro. Przesyłka trzech produktów oznaczonych tym samym kodem, ale pochodzących z trzech różnych krajów, będzie podlegać opłacie 9 euro. Za to paczka z kilkoma koszulkami od tego samego sprzedawcy to przez cały czas 3 euro, jeżeli oczywiście jej wartość nie przekroczy 150 euro.

„To jeszcze bardziej skomplikuje sprawę. Może się zdarzyć, iż początkowa fala sprzedaży zostanie zatrzymana, ponieważ klient przy kasie powie: »Zapomnij o tym, nie kupuję tego, nie chcę płacić dodatkowych 3, 6, 9 euro«” – powiedział w wywiadzie Mike Parra, dyrektor DHL Express Europe.

Zwolnienia celne na import towarów o niskiej wartości wprowadzono dekady temu jako sposób na ożywienie handlu, a obecny próg 150 euro wprowadzono w 2008 roku. Jednak liczba paczek e-commerce wwożonych do Unii Europejskiej w ramach tego zwolnienia gwałtownie wzrosła – 1,4 mld w 2022 roku do 5,8 mld w 2025 roku.

„W innym świecie handlu miało to sens, ale ten świat już nie istnieje. Handel elektroniczny, zwłaszcza z Chin, wywrócił go do góry nogami. Zwolnienie było nadużywane i wykorzystywane na skalę przemysłową w celu stworzenia przewagi konkurencyjnej kosztem przedsiębiorstw z UE” – powiedział w wywiadzie dla Bloomberg poseł UE Dirk Gotink, który kieruje działem reformy celnej w Parlamencie Europejskim.

Z kolei Derek Lossing, konsultant ds. e-commerce i cargo lotniczego, który kieruje Cirrus Global Advisors, stwierdził, iż spodziewa się spadku liczby przesyłek lotniczych towarów e-commerce do UE o 10% do 35% w tygodniach następujących po wejściu w życie opłat. Będzie to miało wpływ na globalny wolumen cargo lotniczego.

„Pytanie brzmi, jak skuteczne są (chińskie) platformy w przechodzeniu na inne rynki. Kiedy Stany Zjednoczone zakończyły program de minimis, Europa była naprawdę dobrą alternatywą, na którą platformy mogły się przestawić – ale teraz nie ma wyraźnej alternatywy dla Europy” – zauważył Lossing. Jak dodał, jest bardzo prawdopodobne, iż platformy będą wywierać presję na dostawców, aby pokryli część dodatkowych kosztów, aby ograniczyć wzrosty cen dla konsumentów i chronić rentowność.

Według informacji uzyskanych przez ISBiznes.pl, Shein „znając sytuację” na rynku europejskim postanowił w „znaczący sposób” powiększyć powierzchnię magazynową we Wrocławiu. W Polsce może powstać unijne centrum dystrybucyjne firmy. Ponadto więcej produktów będzie wysyłanych przez platformę do UE hurtowo.

Oficjalnie ani Shein, ani Temu nie komentują wprowadzenia opłat celnych, natomiast inny chiński gigant e-commerce, Alibaba, oświadczył, iż produkty wysyłane do Europy będą oznaczane „Cena zawiera cło i VAT” tam, gdzie ma to zastosowanie. W przypadku innych produktów klienci będą mogli zobaczyć zestawienie opłat importowych przed sfinalizowaniem zakupu.

Z kolei Amazon po uruchomieniu swojej usługi taniego transportu Amazon Haul, jako odpowiedzi na działania Temu i Shein, poinformował, iż 97% jego przesyłek do UE w zeszłym roku zostało zrealizowanych z magazynów w UE. W przypadku towarów wysyłanych spoza UE klienci mają również widzieć opłaty importowe przed sfinalizowaniem zakupu.

Tymczasowe cło UE jest odpowiedzią na ogromny eksport chiński do Unii zwłaszcza towarów FMCG. Dla Unii oznacza on, iż deficyt handlowy z Chinami się pogłębia, a silnie dotowane przez Pekin gałęzie przemysłu podcinają podstawy działania firm państw UE, zarówno małych, jak i dużych. Jednak w obecnym przypadku choćby jak sprzedawcy, firmy kurierskie lub agenci celni zapłacą dodatkową opłatę, to przerzucą ją na kupujących, a opóźnienia w dostawach będą możliwe. Na przykład gigant dostawczy FedEx poinformował w komunikacie dotyczącym nowej opłaty, iż „odzyska należną kwotę od klienta”.

Komisja Europejska twierdzi, iż jej decyzja nie ma na celu protekcjonizmu, ale zapewnienie równych szans i lepszego bezpieczeństwa produktów.

„Stworzyło to nieuczciwą konkurencję, z którą tradycyjni detaliści nie mogą konkurować” – stwierdziła w tym miesiącu Komisja w swoim komunikacie. Firmy handlowe sarkają twierdząc, iż to właśnie ta zmiana dodaje kolejny poziom biurokracji dla menedżerów ds. przestrzegania przepisów celnych, którzy już musieli przetrwać poprzednie zawirowania w handlu, od Brexitu po globalne cła prezydenta USA Donalda Trumpa.

Mike Parra dyrektor DHL Express Europe uważa, iż nastąpi spowolnienie dostaw dla kupujących biorąc pod uwagę różnice w raportowaniu celnym oraz przesunięcie ładunków z usług ekspresowych na przesyłki masowe realizowane bardziej uciążliwymi i tańszymi środkami transportu. w tej chwili średni czas dostawy z Chin wynosi w Polsce od momentu zakupu 18-21 dni.

Zarząd brytyjskiej firmy kurierskiej Parcelhero wraz z innymi przewoźnikami ostrzega przed wąskimi gardłami w łańcuchu dostaw na początku wdrażania nowego podatku. Firmy spoza UE obawiają się nie tylko opłat, ale także dodatkowych wymagań i potencjalnego spadku popytu na rynku liczącym około 450 mln konsumentów.

Jak stwierdził Marco Forgione, dyrektor generalny brytyjskiego Chartered Institute of Export & International Trade, chociaż nowe regulacje mają na celu działania takich platform, jak Temu i Shein, to „rozwiązanie obejmuje wszystkich”.

„Rządy dostaną dodatkowy zastrzyk gotówki. Stracą małe firmy prowadzące handel w UE oraz osoby dostarczające towary bezpośrednio do konsumentów za pośrednictwem systemu szybkich przesyłek do UE” – dodał.

Brytyjczycy mają dodatkowo jeszcze inny problem – nierozwiązane kwestie umów transportowych z UE. Andrew Goodacre, prezes Brytyjskiego Stowarzyszenia Niezależnych Sprzedawców Detalicznych, powiedział, iż każdego roku do Wielkiej Brytanii trafia około miliarda towarów objętych limitem „importu o niskiej wartości”. Podobnie jak w Unii czy USA utrudnia to konkurowanie rodzimym sprzedawcom, zwłaszcza sklepom stacjonarnym, które muszą w swojej działalności uwzględniać rosnące czynsze, rachunki za energię i koszty wynagrodzeń. „Im dłużej pozostawimy wrota otwarte, tym większe będą szkody” – dodał Goodacre.

Brytyjskie firmy czują się zagrożone, ponieważ brytyjski rząd nie planował wycofywania progu bezcłowego wynoszącego 135 funtów do 2029 roku. Jednak po fali oburzenia rząd ogłosił we wtorek, iż przyspieszy tę zmianę o sześć miesięcy i wprowadzi ją do października 2028 roku.

Idź do oryginalnego materiału