Zmiany nad Morskim Okiem już wiosną 2026. Górale w strachu. "Czeka nas bezrobocie"

2 godzin temu
Ponad milion turystów rocznie, bryczki, konie i coraz głośniejsze spory o dobro zwierząt. niedługo ma ruszyć zapowiadana rewolucja na trasie do Morskiego Oka. Górale mówią o niepewności i bezrobociu. Z kolei TPN zapewnia, iż zrobi wszystko, by wozacy nie stracili źródła utrzymania.
W letnie dni Morskie Oko przyciąga tłumy. Bywa, iż jednego dnia na trasę wyrusza kilkanaście tysięcy osób. Większość idzie pieszo, ale część korzysta z przejazdu wozem konnym prowadzonym przez lokalnych fiakrów. Dla wielu rodzin z Podhala to stałe źródło utrzymania i zajęcie obecne od pokoleń. Od lat wokół tego modelu transportu narastał jednak spór. Po podpisaniu porozumienia w 2025 roku zapowiedziano stopniowe zmiany, w tym rozwój przewozów elektrycznymi busami i skrócenie trasy dla koni. Wiosną mają rozpocząć się kolejne etapy wdrażania nowego systemu, co wśród wozaków wywołuje niepokój i pytania o dalsze losy ich pracy.

REKLAMA







Zobacz wideo Ustroń lepszą wersją Zakopanego? Sprawdziliśmy to!



Czy na Morskie Oko jeżdżą jeszcze konie? Tak, ale niedługo ma to wyglądać inaczej niż dotychczas
Podpisane w lutym ubiegłego roku porozumienie zapowiada rewolucję w transporcie do Morskiego Oka. Ciężkie, kilkunastoosobowe wozy mają zostać zastąpione mniejszymi bryczkami. Co ważne, konie nie będą już pokonywać całej drogi. Ich kursy mają ograniczyć się do pierwszego, łagodniejszego fragmentu o długości około 2,5 kilometra. Dalej turyści przesiądą się do autobusów elektrycznych.
To właśnie pojazdy na prąd mają stać się docelową alternatywą. Tatrzański Park Narodowy dysponuje już kilkoma busami, a dyrekcja zapowiada rozbudowę floty. Szymon Ziobrowski w rozmowie z Onetem podkreślił, iż zmiany mają charakter etapowy i są ze sobą powiązane. Skrócenie trasy dla koni ma nastąpić dopiero wtedy, gdy system elektryczny będzie działał sprawnie pod względem technicznym i organizacyjnym.
W porozumieniu przewidziano także mechanizm rekompensat. TPN ma przekazywać wozakom część wpływów ze sprzedaży biletów na autobusy elektryczne. Rozwiązanie ma ograniczyć ryzyko spadku dochodów i złagodzić skutki zmian dla lokalnych rodzin utrzymujących się z przewozów.


Dlaczego rząd zajął się bryczkami? Punktem zwrotnym był 2009 rok i śmierć konia Jordka na trasie. Nagranie z tamtego dnia obiegło internet i na długo zapisało się w pamięci opinii publicznej. Od tego momentu pytania o warunki pracy zwierząt zaczęły pojawiać się regularnie. Ministerstwo Klimatu i Środowiska opowiedziało się po stronie ograniczenia transportu konnego, powołując się na dobrostan zwierząt.



Nowe regulacje oparto na przepisach dotyczących elektromobilności. To one otworzyły drogę do wprowadzenia elektrycznych pojazdów i zmiany modelu przewozów. Oznacza to przesunięcie ciężaru transportu z koni na busy, przy jednoczesnym zachowaniu elementu tradycyjnego na krótszym odcinku. Czy takie rozwiązanie zadowala wozaków? Nie.





Prawie pusty szlak prowadzący do Morskiego OkaFot. Marek Podmokły / Agencja Wyborcza.pl


" Ministerstwo i park chcą nas oszukać". Wozacy boją się o przyszłość
Na papierze model ma łączyć kilka celów: ochronę zwierząt, zachowanie lokalnej tradycji i utrzymanie miejsc pracy. Jednak wśród górali narasta niepokój. - Ministerstwo i park chcą nas oszukać - mówią anonimowo w rozmowie z Onetem. Obawiają się, iż ustalenia mogą zostać zmienione w ostatniej chwili, a elektryczne busy przejmą całość przewozów. - Od wiosny wszystkich nas czeka bezrobocie - martwią się.
Część z nich wskazuje na opóźnienia. Nowy system miał ruszyć z początkiem roku, jednak zima i kwestie organizacyjne przesunęły start. Dziś, gdy na drodze leży śnieg, wciąż kursują sanie. Fiakrzy zastanawiają się, czy wiosna nie przyniesie nagłej decyzji, która ograniczy ich działalność bardziej, niż pierwotnie zakładano.



Dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego tonuje nastroje. Szymon Ziobrowski zapewnia, iż park chce, aby wozacy mogli obsługiwać także autobusy elektryczne. Część z nich miałaby łączyć nowe zadania z przewozami bryczkami na skróconym odcinku. Jak podkreślił, nie ma planów oddania transportu zewnętrznej firmie spoza Podhala.
Najważniejsze w tym sporze jest zaufanie. Górale patrzą na zmiany przez pryzmat rodzinnych tradycji i utrzymania. Park mówi o etapach, warunkach technicznych i dopinaniu szczegółów. Wiosna pokaże, czy obie strony znajdą wspólny język, czy spór o konie w Tatrach znów rozpali emocje. Elektryczne busy na szlaku. Czy to dobry kierunek? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Idź do oryginalnego materiału