Bumerang to rodzaj manualnie miotanego narzędzia lub pocisku stosowanego przez autochtonów w Australii, zwanych Aborygenami, do walki lub polowań. Ten rodzaj broni znany był także od dawna w czasach przed-nowoczesnych przez Germanów czy ludy azjatyckie, ale tylko bumerangi Aborygenów miały zdolność powrotu w miejsce z którego zostały wyrzucone. Bumerang jest więc synonimem powrotu. Symbolicznie i w przenośni używa się tego terminu w analogiczny sposób jak hinduiści i buddyści mówią o karmie, która wraca.
Olbrzymie oburzenie w Europie wywołały kolejne enuncjacje Donalda Trumpa, iż największa wyspa świata, Grenlandia, musi należeć do Stanów Zjednoczonych. Forma tej przynależności nie została na razie określona. Trump, jak ma to w zwyczaju, rzucił w przestrzeń publiczną pomysł mniej lub bardziej „odlotowy”. Realizacja to szczegóły.
Premier Danii, socjaldemokratka Mette Frederiksen w ostrym oświadczeniu zaprotestowała przeciwko pomysłom w tej materii wysuniętym przez gospodarza Białego Domu. Istotą jej wystąpienia była fraza, iż siłowe zajęcie Grenlandii przez US-Army byłoby końcem NATO. Trzeba dodać, iż Grenlandia tak jak Wyspy Owcze stanowi terytorium zależne od Danii z dużą dozą autonomii. Jednoczy je osoba króla Danii Fryderyka X. Można jednak stwierdzić, iż Grenlandia jednak była kolonią duńską, gdzie obowiązywały jeszcze do niedawna kolonialne zwyczaje: ludność miejscowa, Inuici, byli traktowani wg kolonialnych, typowo europejskich standardów. Jeszcze do niedawna na podstawie administracyjnych ustaleń, algorytmów i decyzji Inuitom odbierano dzieci, by zapewnić im „cywilizowany i na odpowiednim standardzie” rozwój i wychowanie.
Jankesi są już od dawna obecni na Grenlandii. W ramach NATO zorganizowano w latach 50-60 dwie bazy: Pituffik Space Base i tzw. Podlodową Camp Century. Ta druga została w związku z topnieniem powierzchni lądolodu zlikwidowana. Porównanie z obecnością Rosjan na Krymie i z bazą w Sewastopolu nasuwa się samo – „zielone ludziki”. Amerykanie nie muszą jednak dokonywać jakiejkolwiek inwazji na wyspę, gdyż oni już tam są.
Dania proponuje odkrycie dodatkowych baz wojskowych, chcąc ugłaskać Biały Dom, ale Trump na to nie reaguje. Mówi jednoznacznie nie tylko o bazach i wojskowej obecności na Grenlandii, ale o bezpośredniej kontroli wyspy jako takiej i wód wokół niej oraz o zyskach ze znajdujących się tam naturalnych bogactw. A jest ich tam nie mało.
Oświadczenie Frederiksen wobec zapowiadanej inwazji / anschlussu / skonfederowania na wzór Porto Rico (do wyboru) Grenlandii z USA jest: raz – nieszczere, dwa – bez znaczenia dla hegemona porównywanego z Danią, trzy – absolutnie niekompatybilne z osobowością Trumpa i rozumieniem interesu amerykańskiego utożsamianego z jego interesem. To jest jednocześnie interes Ameryki.
Jest jeszcze jedna sprawa: krótka pamięć duńskich polityków. Cofnijmy się więc niemal 23 lata wstecz. Otóż w marcu 2003 roku, bez jakiegokolwiek międzynarodowego mandatu, Amerykanie dokonali agresji na Irak na podstawie sfabrykowanych dowodów odnoście broni masowego rażenia, jakoby posiadanej przez Irak i związków Saddama Husajna z al-Kaidą. Pierwszym europejskim politykiem, który wyraził absolutne poparcie dla napaści na kraj leżący nad Tygrysem i Eufratem, daleko od Europy, a jeszcze dalej od „skandynawskiej Danii” był ówczesny szef rządu duńskiego, liberał Anders Frogh Rasmussen (2001-09). Dania czym prędzej wysłała ponad 1500 osobowy kontyngent swoich wojsk do ochrony tzw. bagdadzkiej zielonej strefy (Green Zone) podczas okupacji Iraku. Po zakończeniu misji premierowania, już za prezydentury pokojowego laureata Baracka Obamy i z wdzięczności za owo szybkiego poparcie agresji amerykańskiej, Rasmussen został nominowany na Sekretarza Generalnego NATO i to stanowisko piastował w latach 2009-14. I zmiana gospodarza w Białym Domu nie miała tu żadnego znaczenia. Suweren swych wasali we właściwym czasie nagradza.
Jeśli więc ktoś myśli, iż jak Trumpa nie stanie to polityka w USA się zmieni ? Naiwność, ślepota, intelektualna bezpłodność, kompletne nie zrozumienie tego co się w świecie dzieje !
Dzisiejsze oburzenie i sprzeciwy, towarzysząca temu argumentacja na wysokich tonach o prawie międzynarodowym i poszanowaniu sojuszy, przyjaźni, współpracy euro-atlantyckiej etc. ze strony Kopenhagi są nieszczere, trącą hipokryzją i jawią się jak zaznaczono na początku tego tekstu jako fraza: Danio, karma wraca. Jak bumerang. Jak mówił niezapomniany kasiarz Kwinto w I części kultowego filmu „Vabank”: „Trzeba było uważać”. Ale nie uważali.

2 dni temu







