Chiński smok na morzach: Dlaczego Ameryka nie odbuduje swojej potęgi stoczniowej z dnia na dzień?

2 godzin temu

W obliczu narastających napięć handlowych i ambitnych planów reindustrializacji Stanów Zjednoczonych, głos z samego serca chińskiego przemysłu stoczniowego rzuca nowe światło na globalną dynamikę sił. Li Yanqing, wiceprezes i sekretarz generalny Chińskiego Stowarzyszenia Krajowego Przemysłu Stoczniowego (Cansi), w wywiadzie dla „South China Morning Post” studzi amerykańskie zapały, argumentując, iż odbudowa potęgi przemysłowej to proces, którego nie da się przyspieszyć samymi deklaracjami politycznymi i inwestycjami.

Amerykańska mrzonka o powrocie na morza

Li Yanqing z rezerwą odnosi się do planów administracji Donalda Trumpa, mających na celu przywrócenie świetności amerykańskiemu przemysłowi stoczniowemu. Jego zdaniem, wiara, iż same pieniądze wystarczą do wskrzeszenia całej gałęzi gospodarki, jest fundamentalnym niezrozumieniem ekonomii przemysłowej. Jak podkreśla, sukces w tej branży opiera się na trzech filarach:

  • kapitale,
  • sile roboczej i
  • innowacjach technologicznych.

Stany Zjednoczone, które od ponad 40 lat są praktycznie nieobecne na rynku komercyjnej budowy statków, wypadły z globalnej gry na rzecz Japonii i Korei Południowej. Dziś, według Li, USA brakuje nie tylko nowoczesnych technologii i wykwalifikowanej siły roboczej, ale także odpowiedniej infrastruktury i warunków do konkurowania na globalnym rynku. Co więcej, wskazuje on na paradoks amerykańskiej polityki – protekcjonistyczne prawo, takie jak Ustawa Jonesa z 1920 roku, zamiast chronić, w rzeczywistości zdusiło rodzimy przemysł, uzależniając go od zamówień rządowych i czyniąc niekonkurencyjnym pod względem kosztów, jakości i terminowości.

Opłaty portowe jako „absurdalna” gra polityczna

Jednym z najgorętszych tematów w 2025 roku była groźba nałożenia przez USA specjalnych opłat portowych na chińskie statki i firmy żeglugowe. Li Yanqing określa te działania jako „absurdalne” i motywowane politycznie, mające na celu zdyskredytowanie chińskiego przemysłu. Przyznaje, iż groźba wprowadzenia opłat wywołała chwilowe zamieszanie na rynku – część armatorów, w obawie przed ryzykiem, przeniosła swoje zamówienia do stoczni w Korei Południowej. Jednak rynek gwałtownie ochłonął. Po ogłoszeniu przez obie strony zawieszenia ceł w listopadzie 2025 roku, sytuacja wróciła do normy, a Chiny odzyskały swoją dominującą pozycję w portfelu zamówień. To, zdaniem Li, dowodzi, iż pozycja Chin jest ugruntowana i oparta na głębokiej integracji z globalną gospodarką oraz solidnym partnerstwie z międzynarodowym sektorem morskim, czego nie są w stanie zachwiać „irracjonalne” posunięcia amerykańskich polityków.

Dominacja Chin to wynik ewolucji rynku, nie spisku

Li Yanqing stanowczo odpiera zarzuty o nieuczciwe praktyki, podkreślając, iż sukces chińskiego przemysłu stoczniowego jest naturalnym wynikiem działania praw rynku i dekad ciężkiej pracy. Chiny weszły na międzynarodowy rynek w latach 80. i, przestrzegając globalnych reguł, skutecznie wykorzystały swoje przewagi komparatywne. Dzisiejsza dominacja nie jest powodem do niepokoju, a raczej naturalną konsekwencją ewolucji rynku, w tym potężnej konsolidacji, która zredukowała liczbę aktywnych stoczni na świecie z ponad 800 do niespełna 300. Li zwraca również uwagę na obecny cykl rynkowy. Spadek zamówień w 2025 roku uważa za normalną korektę po pięciu latach wzrostów, napędzanych m.in. przez popandemiczne ożywienie, zmiany na rynku energii i, co kluczowe, globalne dążenie do dekarbonizacji żeglugi (strategia IMO 2023). W tym kontekście, Chiny, jako lider, nie muszą już obsesyjnie patrzeć na kilkuprocentowe wahania udziału w rynku. Ich pozycja jest stabilna, a przyszłość należy do tych, którzy potrafią dostarczać nowoczesne, ekologiczne i zaawansowane technologicznie jednostki – a nie do tych, którzy próbują odwrócić bieg historii dzięki politycznych dekretów.

Leszek B. Ślazyk

e-mail: [email protected]

Źródło: SCMP

Idź do oryginalnego materiału