Lewica deklaruje, iż o zmiany w Państwowej Inspekcji Pracy i likwidację śmieciowych form zatrudnienia będzie walczyć. Lewica sama nie wierzy w to, co mówi.
O tym, iż przygotowywana przez partię Czarzastego zmiana w funkcjonowaniu PIP nie wejdzie w życie dowiedzieliśmy się podczas ostatniej Rady Ministrów jeszcze w 2025 roku. To wtedy miało dojść do ostrego przeczołgania przez Donalda Tuska jego ministry pracy Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, oraz ministry funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Premier wydawał się zaskoczony kierunkiem i konkluzjami kilkumiesięcznych prac, mających przystosować funkcjonowanie administracji do wdrożenia jednego z Kamieni Milowych niezbędnych do prawidłowego rozliczenia KPO.
Na konferencji prasowej Tusk dał do zrozumienia, iż proponowane zmiany negują jego politykę deregulacji, poszerzania swobód kapitału, zawężania kontrolnych prerogatyw urzędniczych. Sprawa w opinii premiera wygłoszonej na konferencji prasowej została definitywnie zakończona.
W kolejnych wypowiedziach medialnych politycy Lewicy dawali do zrozumienia, iż to nie koniec, iż z galopującym uśmieciowieniem rynku pracy (to uśmieciowienie akceleruje zawsze, gdy premierem jest Donald Tusk) będzie walczyć.
Tymczasem faktycznie od prac nad tym projektem wydaje się być odsunięta, zbyt radykalna dla liberałów i otaczającego ich wianuszka biznesowych lobbystów Agnieszka Dziemianowicz Bąk. W kolejnych medialnych wejściach o walce z uśmieciowieniem wypowiada się już sam Wieczny Przewodniczący Włodzimierz Czarzasty wskazując, iż zmiana formy zatrudnienia z umowy śmieciowej na UoP, będzie zależała od decyzji sądu a nie urzędnika PIP. Czyli nihil novi sub sole ponieważ taka droga jest dostępna już dzisiaj.
Można wiele pisać o tym, co faktycznie stało się w związku z odrzuceniem przez gdańskiego liberała sztandarowego programu Lewicy.
Tusk nie liczy się z koalicjantami? Wiemy to nie od dzisiaj.
Tusk gardzi Światem Pracy? Nie po to jest gospodarczym liberałem, by światem pracy nie gardził.
Spór o umowy śmieciowe w Koalicji 13 Grudnia jest jednak świetnym momentem, by przyjrzeć się samej ministrze Dziemianowicz-Bąk. W jakim momencie politycznej drogi znalazła się dolnośląska lewaczka, która jeszcze dwa lata temu miała entryzować, hakować liberalny rząd tak, by ten realizował lewicowe, propracownicze, egalitarne postulaty.
Dziś wiemy, iż nic poza nieistotnym dekorum z tych planów nie wyszło.
Może zatem przyzwoitość nakazywałaby dymisję ADB? Wszak trwanie Lewicy w rządzie z liberałami jest ze względów czysto praktycznych kontrproduktywne.
Otóż Agnieszka Dziemianowicz-Bąk będzie kurczowo trzymać się stołka, ponieważ spotkała ją rzecz straszna. Została profesjonalnym politykiem. O czym świadczy jej profesjonalizacja? Otóż w piątek 9 stycznia, Pani Minister gościła w TOKFM u redaktora Żakowskiego. Pytana tam o to, czy polskie kobiety będą niedługo rodzić na SOR-ach powiedziała, iż o sprawie nic nie wie, nie była ona przy niej omawiana na rządzie, a w ogóle to nie jej resort.
Czy to jest odpowiedź zaangażowanej polityczki, ideowo bijącej się o prawa grup dyskryminowanych? Nie, jest to odpowiedź politykiera, który wie, iż jak podpadnie przełożonemu (czyli liderowi partii, a nie suwerenowi) to może nie znaleźć miejsca na listach w najbliższych wyborach.
A przecież trzeba z czegoś żyć.

9 godzin temu






