Fala zwolnień grupowych w Krakowie. „Dziś AI robi to 100 razy szybciej”

news.5v.pl 12 godzin temu
  • GUP nie ujawnia nazw firm, które zgłosiły zamiar zwolnień grupowych, ale dla porównania w pierwszym kwartale tego roku miały one objąć grupę 1877 osób, a w analogicznym okresie 2024 r. 1,1 tys. osób
  • Podobnie jak przed rokiem najwięcej zwolnień jest w branżach, na których opiera się od lat lokalna gospodarka, a więc IT, finanse i rachunkowość, usługi dla biznesu. Zdaniem eksperta rynku pracy Piotra Skierkowskiego to trend, który będzie się utrzymywał
  • Pracy — mówi — będzie mniej, ale będzie wymagała wyższych kompetencji. Podaje przykład stanowiska software developera, na które jeszcze kilka lat temu były zatrudniane setki osób, by pisały proste kody. — Dziś AI robi to 100 razy szybciej — mówi Skierkowski
  • Sytuacja martwi władze Krakowa. — Rynek pracy staje się coraz bardziej dynamiczny i turbulentny — przyznaje wiceprezydent Stanisław Mazur. I opisuje, jak na te wyzwania miasto reaguje
  • Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu

To już pewne. W Krakowie pracę straci blisko 200 osób zatrudnionych w firmie HSBC. Gigant z branży finansowej swoją decyzję tłumaczy dwojako: chęcią przeniesienia procesów do innych centrów usług oraz cięciami kosztów.

Fala zwolnień grupowych w Krakowie. Jest gorzej niż przed rokiem

Na tym jednak fala zwolnień na krakowskim rynku pracy się nie zakończy. Jak informuje Onet Magdalena Żuchowicz z Grodzkiego Urzędu Pracy w Krakowie, tylko w pierwszym kwartale tego roku zamiar przeprowadzenia w mieście zwolnień grupowych urzędnikom zgłosiło 10 firm. GUP nie ujawnia ich nazw, podając tylko branże, w których działają, ale zastrzega przy tym, iż firmy zgłaszają zamiar zwolnień w urzędzie pracy w mieście, w którym mają siedzibę, choćby jeżeli redukcje dotyczą oddziałów w innych miastach.

Przypomnijmy, iż dla porównania w pierwszych trzech miesiącach ubiegłego roku zwolnienia grupowe miały objąć 1,1 tys.osób. Polskę obiegły hiobowe wieści o zbliżającym się krachu, zwłaszcza na rynku zatrudnienia w branży IT. Najgłośniejszym echem odbiła się wówczas historia z firmy Aptive, gdzie 250 pracowników straciło pracę w kilkadziesiąt minut.

Patrząc na dane GUP sytuacja z początku tego roku wygląda jeszcze gorzej. Zwolnienia mają objąć grupę 1857 osób, czyli zatrudnienie może stracić tyle osób, co w całym 2024 r.

Zwolnienia u światowych gigantów

Wiadomo, iż najwięcej, bo 1200 osób, planuje zwolnić firma, której główna działalność to przetwarzanie danych i zarządzanie stronami internetowymi (hosting). O zwolnieniach tego rzędu informowała publicznie firma UBS, mająca siedzibę w Krakowie oraz oddziały we Wrocławiu i w Warszawie. Przez dwa lata chce się rozstać z 1200 pracownikami, głównie w likwidowanym biurze w Warszawie.

Poza HSBC i UBS kolejne spore zwolnienia (145 osób) planuje firma, zajmująca się badaniami naukowymi i pracami rozwojowymi, firma zajmująca się działalnością rachunkowo-księgową (139 osób), a także przedsiębiorca, związany z grami losowymi i zakładami wzajemnymi (72 osoby). Kolejne zakłady planujące zwolnienia grupowe działają w branżach: doradztwo w zakresie informatyki (32 osoby), działalność związana z oprogramowaniem (3 firmy, w sumie 89 osób), oraz wydawanie książek (11 osób).

Czy blisko 2 tys.osób do zwolnienia to dane, które powinny niepokoić? Czytając dane GUP dotyczące stopy bezrobocia wynika, iż nie. Na koniec 2024 r. wyniosło ono w Krakowie zaledwie 2 proc. W końcu grudnia 2024 r. Grodzki Urząd Pracy miał o 5 proc. więcej wolnych miejsc pracy niż rok wcześniej. Jednak czy pracownicy, którzy przez ostatnie lata zarabiali po kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie, rejestrują się w urzędzie pracy i tam poszukują zatrudnienia? Niekoniecznie.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

„Zwolnienia wynikają z trendu, który będzie się utrzymywał”

Piotr Skierkowski, ekspert rynku pracy ManpowerGroup w rozmowie z Onetem zaznacza, iż już rok 2024 był czasem weryfikacji rynku, ponieważ wiele firm po ostatnich ciężkich latach szuka oszczędności i optymalizacji. — Kraków jest silnym ośrodkiem nowoczesnych usług dla biznesu, IT, czy finansowo-księgowych. I w tych branżach redukcje wynikają z trendu, który się będzie utrzymywał, a jest związany z automatyzacją (odpowiada za co drugie zwolnienie) i digitalizacją procesów i wspieraniem ich przez sztuczną inteligencję — mówi ekspert.

Kiedyś do państw Europy Środkowo-Wschodniej globalne firmy przyciągał nie tylko dostęp do wykwalifikowanych kadr, ale także niższe niż na Zachodzie wynagrodzenia. — Dziś ta różnica w płacach się zaciera, a z pomocą technologii globalne firmy automatyzują część procesów, a inne przenoszą tam, gdzie koszty pracownicze są niższe, a to daje też możliwość redukcji zatrudnienia — mówi Skierkowski, zaznaczając przy tym, iż zwolnienia to tylko krótkoterminowy efekt tych przemian.

Dlaczego? — Po pierwsze do Polski już spłynęły procesy bardziej zaawansowane, coraz częściej słyszymy, iż Polska nie jest już miejscem, gdzie lokuje się swoje call center czy centrum finansowo-księgowe, a coraz częściej mówimy o procesach zakupowych, prawnych czy też R&D, które jak wiadomo, są najbardziej skomplikowane, najbardziej zaawansowane i potrzebują też najwyższych kompetencji — wyjaśnia ekspert i dodaje, iż dynamika rynku pracy będzie raczej przybierała na sile.

Wyższe kompetencje, mniej miejsc pracy

Ale zaznacza, iż choć te procesy będą wymagały wyższych kompetencji, to jednocześnie skala zatrudnienia do ich realizacji będzie mniejsza. — Kiedy kilka lat temu powstawały w Polsce centra finansowo-księgowe czy customer service, mówiliśmy o setkach osób mówiących różnymi językami. Teraz te centra są bardziej wyspecjalizowane i mówimy o kilkudziesięciu do stu osób zatrudnionych do realizacji zadań — mówi Skierkowski.

I dodaje, iż długofalowe efekty tych przemian poznamy po tym, w jaki sposób zwalniani dziś pracownicy będą potrafili dostosować się do nowych realiów. — Jeśli zwalniani nie zrobią nic, wpadną w gigantyczne problemy, bo poprzeczka, jeżeli chodzi o kompetencje, będzie się podnosić. W naszych badaniach opisywaliśmy, iż tak naprawdę kandydaci muszą być otwarci na podnoszenie kwalifikacji, czyli upskilling, ale też reskilling, bo są branże, które przez cały czas potrzebują rąk do pracy – zaznacza ekspert.

I podaje przykład stanowiska software developera, na które jeszcze kilka lat temu były zatrudniane setki osób, by pisały proste kody. — Dziś AI robi to 100 razy szybciej, ale AI nie zrobi wszystkiego sama. Ktoś wykwalifikowany musi nad tym czuwać, bo digitalizacja zwiększa potrzeby zapewnienia cyberbezpieczeństwa. Zapotrzebowanie na osoby doświadczone w budowaniu systemów, zapór, odpowiadaniu na różnego typu zagrożenia związane z cyberbezpieczeństwem, to jest przez cały czas obszar IT, który się rozwija i od pracowników zależy, czy będą gotowi na przekwalifikowanie się i na elastyczne podejście do oferty pracodawców — mówi Skierkowski.

Koniec eldorado IT w Krakowie

I nawiązuje przy tym do wspomnianych wcześniej danych o niskiej stopie bezrobocia. —Branża IT w Krakowie przeżywała w ostatnich latach eldorado, ale choć nadeszła fala zwolnień, to z naszych obserwacji wynika, iż te osoby, które traciły w ubiegłym roku pracę, są z powrotem wciągane w rynek pracy. Oczywiście pod warunkiem, iż nie stawiają barier, mówiąc, iż nie chce zarabiać ani złotówki mniej albo, iż nie kiwnie palcem, by się czegoś nowego nauczyć — zaznacza ekspert.

Eldorado w krakowskiej „Dolinie Krzemowej” się kończy. „Będziemy mieli poważny problem”

O tym, iż eldorado dla IT w Krakowie się kończy, pisaliśmy już przed rokiem. — o ile Kraków nie wymyśli się na nowo i nie przedstawi inwestorom nowej oferty, będziemy mieli poważny problem — mówił wówczas Onetowi Przemysław Kadula, CEO w Everuptive Group, inwestor w firmie All IT Club i członek zarządu Polskiego Forum HR. I dodawał, iż Kraków powinien postawić na bardziej skomplikowane procesy technologiczne, jednak — mówił — do tego potrzebne jest zaplecze. — Niemniej władze Krakowa powinny usiąść pilnie do stołu z przedstawicielami środowiska biznesowego i akademickiego i wspólnie powinni zastanowić się, co zrobić, gdy oferta, którą przez ostatnie 20 lat miał Kraków, staje się nieaktualna lub nieatrakcyjna — mówił Kadula.

Piotr Skierkowski jest tego samego zdania, iż w przeobrażaniu się rynku pracy w Krakowie oprócz pracodawców powinna uczestniczyć strona samorządowa i rządowa oraz naukowa. — Strona publiczna powinna budować świadomość, a uczelnie lepiej dostosowywać programy nauczania do zmieniających się wymagań na rynku pracy. Widzimy też jako Manpower Group bardzo duże pole do usprawnień, bo ten nasz system edukacji transformuje się dosyć powoli, przez cały czas trochę edukacyjnie żyjemy w systemie przygotowywania młodzieży do uczenia się regułek, a rynek pracy wymaga bardziej miękkich kompetencji typu: praca w grupie, radzenie sobie ze stresem, krytyczne myślenie, rozwiązywanie problemów — zaznacza Skierkowski.

Kraków wyciąga rękę do startupów. Wiceprezydent zapowiada nową strategię

Na rozwiązanie części tych problemów nie mamy wpływu, bo to, co się dzieje za oceanem albo w Azji, za sprawą sieci zależności uderza w firmy w Krakowie. Ale musimy wspólnie zastanowić się, jak rozwiązać te problemy, na które mamy wpływ. W tym istotną rolę obok miasta muszą odegrać krakowskie uczelnie — tak przed rokiem w rozmowie z Onetem mówił Stanisław Mazur, wiceprezydent Krakowa. I zapowiadał konieczność wypracowania paktu pomiędzy miastem a uczelniami. Co w tym kierunku udało się zrobić w ciągu roku?

Wiceprezydent Mazur przyznaje, iż władze Krakowa martwi nie tylko liczba zwalnianych pracowników, ale struktura tych zwolnień. Dlatego, jak mówi, miasto właśnie opracowuje nową strategię rozwoju, która ma zorientować się na współpracę biznesu z nauką, w której miasto będzie pełniło rolę koordynatora. — Kluczowe będzie zbudowanie sieci z urzędami pracy, biznesem i uczelniami wyższymi, która pomoże w redefiniowaniu kompetencji. Z naszych obserwacji wynika, iż ci pracownicy, którzy tracili pracę, gwałtownie znajdowali nową pod warunkiem, iż byli w stanie się przekwalifikować. Rynek pracy staje się coraz bardziej dynamiczny i turbulentny i dziś trudno przewidzieć, jakie kompetencje będą potrzebne w przyszłości, ale ważne, żeby umieć na te wyzwania reagować — zaznacza wiceprezydent Krakowa.

Jego zdaniem dla miasta kluczowa będzie także zmiana struktury lokalnej gospodarki z tej opartej na globalnych korporacjach (dziś dynamicznie zmieniających swoje strategie) na taką wspierającą rodzime startupy. — Wspólnie ze środowiskiem startupów stworzyliśmy mapę potrzeb, z której wynika, iż potrzebne są fundusze oraz zaplecze badawczo-laboratoryjne. W tym momencie prowadzimy rozmowy z globalnymi inwestorami, którzy byliby gotowi w takie biznesy zainwestować. Mamy także trzy adresy, w których do połowy tego roku wybierzemy lokalizację dla zaplecza dla startupów — zapowiada wiceprezydent Mazur.

Idź do oryginalnego materiału