Innej drogi nie ma

21 godzin temu

Polemika do tekstu Cypriana Kraszewskiego: Nie warto iść na skróty

Szeroki Front Gaśnicowy (SFG) to rzeczywiście zupełna nowość w polskiej polityce. Próby zrozumienia zjawiska i zdecydowania, czy warto się w niego angażować, czy choćby udzielić krytycznego poparcia – są potrzebne nam wszystkim. Krytyka danej inicjatywy bez przeciwstawienia jej alternatywy, bywa jednak jałowa w sensie stricte politycznym, choć przez cały czas istotna na poziomie idée fixe.

Zacznijmy jednak od definicji: SFG to inicjatywa krótkoterminowa, wyborcza. Jej celem jest stworzenie jak najliczniejszej reprezentacji suwerenistów po najbliższych wyborach parlamentarnych. Lider Konfederacji Korony Polskiej, Grzegorz Braun, sam dość otwarcie mówi, iż zaprasza do tej inicjatywy ludzi o różnych przekonaniach, mając świadomość, iż po osiągnięciu celu naczelnego, ta struktura może się rozpaść. A co jest tym „celem naczelnym”? Wg. słów samego Brauna – suwerenizacja kraju. Rozumiana bardzo różnie bo i tutaj inaczej o „suwerenności” mówić będzie socjalista, a inaczej liberał. Minimum to jednak uzyskanie niezależności reprezentacji politycznej Polski od ośrodków zewnętrznych. Czyli bez bata Ursuli von der Leyen czy pouczeń od ambasadora Rose’a o tym kto „może” rządzić krajem.

To ważne rozróżnienie, bo w związku z tym krytyka SFG poprzez pryzmat programu KKP jest bezzasadna. Jako aktywny w SFG mogę śmiało głosić swoje przekonania, będące raczej daleko od libertariańskiego skrzydła KKP. Niemniej jednak, nie chcę uciekać od tego zagadnienia i do tego odniosę się również. Czy możemy naprawdę się dziwić, iż idee libertariańskie upowszechniają się w społeczeństwie w obecnej sytuacji? Czy libertariański program nie jest tym pierwszym rzucającym się na usta, gdy czyta się o bogaceniu się członków partii rządzącej na państwowej służbie zdrowia? Jakie przekonania ma głosić bazarowy handlarz, którego państwo/samorząd pozbawia źródła utrzymania dogadując się z wielką siecią handlową na sprzedaż gruntu? Czy dziwić się możemy niechęci do podatków, gdy te strumieniem płyną na wysiłek wojenny sąsiada, odwołującego się wprost do morderców polskich chłopów? Oczywiście, można to zbyć prostym „czytaj Lenina”, ale to by był zwyczajny snobizm i eskapizm. Zmierzmy się z tym, iż państwo kapitalistyczne – cóż za niespodzianka – służy kapitałowi. A kapitał jest dziś większy niż kiedykolwiek. Bardziej konkurencyjny wobec tego małego. I wpływowy. To ma dokładnie taki oddźwięk ideowy wśród ludzi, którzy np. nie mają czasu w zagłębianie się w lektury z działu ekonomii politycznej.

No i od drugiej strony: czy poza Andrzejem Lepperem, ktoś w tych ostatnich dziesiątkach lat, przedstawił na poziomie parlamentarnym spójny, nieliberalny program społeczno-gospodarczy? Czy to nie lewica SLDowska zafundowała nam (z różnym natężeniem) neoliberalizm po całości podczas swoich rządów? Czym zaś jest program partii Razem i jej praktyka polityczna? Czy to czasem nie jest lewicowy globalizm, którego symbolem są owocowe czwartki w międzynarodowych korporacjach? Do tego to wszystko podawane jest w zestawie naprawdę niestrawnym dla klasy pracującej, a o czym Cyprian Kraszewski przecież doskonale wie. Nie próbuję w ten sposób obarczyć Cypriana za to winą, ale na poziomie realnej polityki tak to właśnie wygląda. Od czasów Samoobrony, a to prawie 20 lat już minęło, nie było lewicy suwerenistycznej w Polsce i nie istnieje ona na poziomie wyborczym, a o wyborach w kontekście SFG mówimy.

Trafna jest krytyka wyobrażenia o „lepszym kapitalizmie”, ale zupełnie nie da się przyporządkować formacji Brauna do trumpizmu. Przypomnę wszakże, iż to przedstawiciele administracji Trumpa już kilkukrotnie dawali do zrozumienia swoim syjonistycznym braciom z obozu PiS/Nawrockiego, iż Brauna sobie nie życzą. I choćby jeżeli popularność KKP jest wpisana w jakiś sposób w ogólny trend „alt-rightu” to jednak takie sygnały otwierają przestrzeń na zupełnie inne prądy. Tę przestrzeń właśnie staramy się gospodarować i to przecież z efektami.

Następnie Cyprian zestawia hasła programowe KKP z SFG, co jest nie do końca poprawne, ale i do tego warto się odnieść. Cała narracja „antykomunistyczna”, której u Brauna jest sporo, to fakt, ma jednak swoje źródło w semantyce środowiska, z którego się wywodzi. Pamiętajmy, iż Grzegorz Braun był niegdyś „konserwatywno-katolicko-narodowym reżyserem na prawo od mainstreamu”. Wyrastał raczej wśród ludzi szczycących się antykomunistyczną działalnością w okresie PRL. Przejął więc od nich retorykę, w której wszystko co „komunistyczne” jest nie tyle symbolem jakichś idei, co po prostu opresji państwowej. To oczywiście błąd, ale oczekiwanie od Brauna, iż on w związku z ideą SFG nagle zacznie postulować reformę rolną, jest niepoważne. Wystarczy mi, iż już dziś potrafi powiedzieć, iż stopień uzależnienia III RP od ośrodków zewnętrznych „dla niektórych przywódców PRL byłby nie do przyjęcia”.

Nie siedzę w głowie Brauna, ale dla mnie, z perspektywy socjalistycznej robi on kapitalne rzeczy. Atakując pandemiczne ograniczenia i import medykamentów zza granicy, tworzy pole do dyskusji o odtworzeniu państwowej farmaceutyki; atakując politykę Zachodu czy syjonistyczne ludobójstwo, otwiera pole do dyskusji o miejscu Polski w świecie wielobiegunowym; wreszcie uderzając w politykę Unii Europejskiej typu „Zielony ład” daje pole do dyskusji o kosztach, które przy tych eksperymentach ponosi klasa pracująca. A o ile w tym celu nazwie tę brukselską kamarylę „eurokołchozem” to co? Związek Radziecki się obrazi? Nie ma już Związku Radzieckiego!

Gdzie ma się dzisiaj odnaleźć lewica antyglobalistyczna w Polsce jak nie w SFG? Tego już Cyprian nam nie mówi. A tendencja jest przecież ogólnoeuropejska. Marksistowska ekonomistka z Węgier, Anna-Maria Artner, dokładnie takie samo stanowisko zajęła wobec Viktora Orbana, rozumiejąc iż czy on chce czy nie, w części istniejących sprzeczności zajmuje „nasze” stanowisko. Sojusz Sahry Wagenknecht właśnie przebudził się ze snu i zdecydował, iż nie będzie blokować AfD w Saksonii-Anhalt. Słowacka socjaldemokracja, SMER-SSD od wielu lat nie ma oporów przed koalicją z narodowcami. Czescy komuniści stworzyli koalicję Stacilo razem z narodowymi socjalistami i konserwatystami. Lewicowych suwerenistów na własnym zapleczu ma we Francji Florian Philippot. Celowo podaję przykłady bardzo różnych konfiguracji, bo jednak w każdym kraju wygląda to inaczej.

Polityka nie jest kwestią jakiejś „higieny osobistej” ani własnej tożsamości. Możesz sobie być socjalistą czy endekiem – najprawdziwszym – we własnym domu i nie mieć wpływu na rzeczywistość. Nikomu nic z Twojej idei nie przyjdzie tylko dlatego, iż Ty ją pysznie rozumiesz. Czarny sen Cypriana Kraszewskiego o tej postapokaliptycznej rzeczywistości bez podatku od dochodów z pracy (czy lewica nie powinna się raczej interesować opodatkowaniem kapitału?) spełnić się może tym bardziej, im bardziej socjaliści-suwereniści pójdą w eskapizm, zamiast zaangażować się w jedyną w tej chwili dostępną inicjatywę na scenie politycznej. Czy zaś mogę obiecać rozwój w drugą stronę, jeżeli się zaangażujecie? Kompletnie nie. Ale nikt Wam nie zaproponuję gry w totolotka z gwarantowaną piątką.

Co jest jednak rozstrzygające w kwestii obecności socjalistów w SFG? A no to, iż życzy sobie tego sam Braun. To on wyciąga do nas rękę, mając świadomość dzielących różnic. Biorąc pod uwagę jego biografię, to jest naprawdę wyczyn. I wyborcy za tym idą. Ewolucja elektoratu (i jego wzrost!) świadczą o tym, iż komponent „nieprawicowy” w nim rośnie. Odrzucam też zarzut, który się tu pojawi o „makiawelizm”. Po pierwsze nie przypuszczam, żeby nasza bańka dostarczała Braunowi więcej niż 1% w skali kraju, po drugie to święte prawo polityki, by działać wg możliwości.

Link do tekstu Cypriana Kraszewskiego: https://strajk.eu/nie-warto-isc-na-skroty/

Idź do oryginalnego materiału