Dziennikarka przetestowała proces rekrutacyjny w ICE
Laura Jedeed jest dziennikarką związaną m.in. z magazynem "Slate". W wtorek (13 stycznia) opublikowała w gazecie artykuł, w którym opowiedziała jak wygląda proces rekrutacyjny do amerykańskiej Służby Imigracyjnej i Celnej (ICE). Na wstępie zaznaczyła, iż jej CV mogło być "atrakcyjne", ponieważ w przeszłości służyła w wojsku. "Problem jest jednak w tym, iż jest tylko jedna 'Laura Jedeed' w internecie i potrzeba około pięciu sekund szukania w Google, aby dowiedzieć się co myślę o ICE, administracji Trumpa i ogólnie prawicy" - napisała dalej. Mimo tego postanowiła odwiedzić odbywające się w sierpniu targi ICE Career Expo w Teksasie, gdzie poszukiwano nowych funkcjonariuszy. Tam od razu zaproszono ją na rozmowę rekrutacyjną. Jak opisała, składała się ona tylko z podstawowych pytań: o imię i nazwisko, datę urodzenia i wiek, o to, czy miała doświadczenie wojskowe lub w organach ścigania, a także dlaczego odeszła ze służby.
REKLAMA
Na początku września otrzymała e-mail zwrotny ze wstępną ofertą. Poproszono ją o podanie informacji o posiadanym prawie jazdy, ewentualnych wcześniejszych wyrokach skazujących za przemoc domową oraz o wyrażenie zgody na sprawdzenie jej przeszłości. Jedeed wyznała, iż nie spełniła żadnych z tych wymagań, a mimo to trzy tygodnie później wysłano jej kolejnego e-maila, w którym podziękowano jej za udział w rekrutacji i wskazano kolejny etap. Poproszono ją o wykonanie testu narkotykowego. Zrobiła to, choć jak sama przyznaje, około sześć dni przed badaniem zażywała marihuanę. "Sprawdziłam swoją aplikację (w systemie internetowym - red.), żeby zobaczyć, czy mój test na obecność narkotyków został zaakceptowany. To, co zobaczyłam, było tak nieprawdopodobne, tak niemożliwe, iż początkowo nie rozumiałam, co widzę" - opisała. Na swoim profilu w systemie zauważyła, iż ICE rozpatrzyło jej kandydaturę i zaoferowało pracę, chociaż nie przesłała żadnych, wymaganych dokumentów. Jedeed ostatecznie nie przyjęła oferty, ponieważ początkowo uznała, iż mógł to być błąd techniczny. Uważa jednak, iż niezależnie od tego pokazuje to, jak nieszczelne są procedury rekrutacyjne w ICE.
Zobacz wideo ICE kusi pieniędzmi i pozycją, ale ściąga ofermy
Departament Bezpieczeństwa Krajowego twierdzi, iż Jedeed kłamie
Jedeed zarzuca ICE, iż niewystarczająco dobrze kontrolują to, kogo dopuszczają do służby. "Jeśli przeoczyli fakt, iż sprzeciwiałam się działaniom ICE i nie wypełniłam dokumentów, to czego jeszcze mogli nie zauważyć? Ilu skazanym za przemoc domową wręcza się broń i wysyła na ulicę? Ile osób powiązanych z organizacjami mówiącymi o białej supremacji bezkrytycznie atakuje mniejszości z zasady, niezależnie od ich statusu imigracyjnego?" - pytała. Na jej artykuł odpowiedział Departament Bezpieczeństwa Krajowego (DHS), który nadzoruje ICE. "To jest bezsensowne kłamstwo. Tej osobie NIGDY nie zaproponowano pracy w ICE" - napisano na X. Dodano, iż kandydaci mogą po złożeniu aplikacji i rozmowie kwalifikacyjnej otrzymać odpowiedź, ze zostali wstępnie zakwalifikowani, ale nie oznacza to przyjęcia na służbę. "Oznacza to jedynie, iż są zaproszeni do przesłania kolejnych informacji do zweryfikowania" - dodano.
Dziennikarka odpowiedziała na twierdzenia DHS i opublikowała w sieci nagranie, które pokazuje system rekrutacyjny ICE i jej aplikacje. Widać na nim, iż dotarła do etapu "ostatecznej oferty" oraz zaproponowano jej termin wdrożenia do służby.
Protesty w USA
Donald Trump po rozpoczęciu swojej drugiej kadencji ogłosił masowe deportacje. Jak opisuje BBC, w związku z tym obecna administracja znacząco poszerzyła zakres działań służb imigracyjnych. ICE odpowiada głównie za dochodzenia dotyczące nieudokumentowanej imigracji oraz zajmuje się deportacją osób przebywających w Stanach Zjednoczonych bez odpowiednich dokumentów. Działalność służby od wielu miesięcy wzbudza jednak duże kontrowersje i wywołuje liczne protesty. W sieci pojawiają się nagrania, które mają wskazywać na agresywne zachowanie funkcjonariuszy podczas akcji. Sytuacja zaogniła się na początku stycznia tego roku, gdy agent ICE śmiertelnie postrzelił 37-letnią Renee Good w Minnesocie. Kobieta była obywatelką USA i świadkowie podnosili, iż nie stwarzała zagrożenia dla funkcjonariuszy, choć DHS twierdzi inaczej. Po śmierci kobiety w kraju wybuchły kolejne protesty. W środę (14 stycznia) doszło do starć ICE z demonstrantami po tym, jak jeden z agentów postrzelił w nogę mężczyznę podczas akcji jego zatrzymania (według DHS przebywał on w USA nielegalnie).
Przeczytaj także: W Minneapolis wciąż gorąco. Prokuratorzy podają się do dymisji
Źrodła:"Slate", "The Guardian", IAR, BBC

4 godzin temu



