Miasto Lublin znalazło się na ustach opinii publicznej w całej Polsce. Wszystko za sprawą wywiadu, którego Pani Wiktorii Herun, zatrudniona w ratuszu miejskim, udzieliła na platformie YouTube. Na pracowniczkę Urzędu Miasta Lublin wylała się fala krytyki, za zawarte w nim sformułowania. Szereg środowisk politycznych zarzuca jej pomoc przy „ściąganiu imigrantów z Afryki z całymi rodzinami”. Czy w Lublinie faktycznie obserwujemy przeprowadzanie „eksperymentu społecznego kosztem bezpieczeństwa Polaków”?

Źródło: Ruch Narodowy Wrocław, Facebook.
Warsaw Enterprise Institute tematykę migracji porusza od dłuższego czasu, w ramach licznych publikacji. Naszą ambicją jest kreacja debaty publicznej w oparciu o fakty i twarde dane, jednocześnie odcinając się od ulegania emocjom oraz wyciąganiu pochopnych wniosków. Dostrzegamy liczne błędy w polityce imigracyjnej państw Europy Zachodniej, ale jednocześnie nie możemy przejść obojętnie wobec pozytywnych aspektów legalnej migracji zarobkowej czy studenckiej, a to właśnie tego ostatniego typu dotyczy całe powstałe zamieszanie.
Pani Wiktoria Herun, urodzona na Ukrainie, od 12 lat pracuje w Urzędzie Miasta Lublin. 4 miesiące temu była gościem w internetowej audycji Podcast Studenci zagraniczni w Polsce i w Lublinie. Rozmowa została opublikowana na oficjalnym kanale YouTube Uniwersytetu Marii Skłodowskiej – Curie w Lublinie. Tematem przewodnim była realizacja programu Study in Lublin, który jest elementem szerszego programu Study in Poland.
Rozpoczęty w 2011 roku program, wpasowuje się w długookresowy plan rozwoju miasta. Jego celem jest stworzenie w Lublinie wysokiej jakości ośrodka akademickiego, który przyciągałby studentów z całego świata, co po części już ma miejsce, ponieważ na ten moment kształcą się tam osoby z około 100 różnych krajów. Jak przyznaje Weronika Herun, w dłuższej perspektywie plan na zagospodarowanie imigracji studenckiej, w ramach programu Study in Lublin, kształtuje się następująco:
- zainteresowanie zagranicznych studentów studiami w Lublinie,
- integracja imigrantów z lokalną społecznością,
- wdrażanie absolwentów na rynek pracy.
O ile sama strategia nie jest niczym nowym i wydaje się być przemyślana, tak całej kontrowersji winien jest krótki wycinek, trwającej prawie 13 minut rozmowy. Jak mogliśmy usłyszeć „teraz studenci z takich państw jak (…) Indie, Bangladesz przyjeżdżają z rodzinami (…), więc to nie tylko chodzi o znalezienie miejsca w akademiku, ale całego mieszkania, wynajęcia”. Budowanie narracji o „ściąganiu ludzi z Afryki całymi rodzinami”, w oparciu o jedną wypowiedź jest daleko nieuzasadnione.
Jako WEI nawołujemy do weryfikacji danych, zanim rozkręci się medialną burzę. Tomasz Furala, wiceprezydent Lublina, bardzo jasno wypowiedział się w tym temacie.
” Dementuję jakoby miasto Lublin ściągało rodziny i jakby włączało się w proces poszukiwania mieszkań dla całych rodzin i tego typu rzeczy” – Tomasz Furala, 2026.
Aspiracja do przyciągnięcia studentów z zagranicy do miasta oraz stworzenie warunków do pozostania w Lublinie, po zakończeniu nauki, jest raczej racjonalną kalkulacją niż „działaniem ideologicznym”, ponieważ jak podaje Ratusz, sami studenci z państw trzecich zasilają miejską gospodarkę kwotą 480 mln PLN rocznie. Istnieją rozliczne badania wskazujące na pozytywne ekonomiczne skutki migracji studenckiej, ponieważ korzystają oni z wielu polskich rynków, w tym najmu, transportu czy żywności.
W skali kraju wydatki przeciętnego zagranicznego studenta wynoszą między 36 tys., a 75 tys. PLN rocznie. Jest to realna siła popytowa, istotna dla licznych lokalnych przedsiębiorstw. Według przeprowadzonej symulacji 108 tys. cudzoziemców na polskich uczelniach przekłada się na 4,3 mld PLN wartości dodanej do gospodarki. Nic więc dziwnego, iż władze Lublina podejmują aktywne starania, aby „wykroić dla siebie jak największy kawałek tortu”.
W Lublinie na ten moment studiuje 8300 zagranicznych uczniów (14 proc. wszystkich studentów), z czego 2000 z Afryki (3.5 proc.). Jak zaznacza doc. Henryk Stefanek, kanclerz i prezydent Akademii Wincentego Pola, wiele osób z zagranicy przybywa na uczelnie dzięki stypendiom otrzymanym, nie w Polsce, a w krajach ojczystych, na mocy umów partnerskich między uczelniami. Program Study in Lublin w pierwszej kolejności informuje cudzoziemców o kosztach studiów oraz utrzymania w mieście, ponieważ w przeważającej wiekszości imigranci opłacają edukację z własnej kieszeni. Jak pokazują liczby 95 proc. przyjezdnych do Lublina opuszcza Polskę po ukończeniu studiów i odebraniu wykształcenia, a w skali całego kraju, gdzie wskaźnik ten wynosi 80 proc.
Polska scena polityczna nieubłaganie zmierza w kierunku przygotowań do wyborów parlamentarnych w 2027 roku, dlatego temat imigracji na pewno jeszcze będzie nam wracał. Ważne jest to, aby unikać budowania narracji w oparciu o krótką wypowiedź, wyciętą z dłuższej rozmowy, bez przytoczenia kontekstu (typu migracji, w tym przypadku) oraz weryfikacji danych. Wszystkim obserwatorom sceny politycznej zalecamy ostrożne i rzetelne przyswajanie kolejnych „rewelacji” jakoby „nasze ulice zaczynały przypominać Londyn”. Władze stolicy Anglii od lat pozwalały na brak integracji oraz tolerowały powstawanie gett. W przypadku polityki realizowanej w Lublinie asymilacja oraz nauka języka polskiego są jej kluczowymi.

2 godzin temu











