Kanada pachnąca Trumpem

20 godzin temu

Po wystąpieniu Trumpa w Davos przez europejski establishment i mainstream przetacza się kolejna fala przerażenia i świętego oburzenia nad zapowiedziami kroków buldożera z Białego Domu wiodących do niszczenia kolejnych okopów i siedzisk gnuśnych, leniwych, hedonistycznych elit europejskich. Tym sybarytom – materialnym i mentalnym – wydawało się, iż mimo skompromitowania tezy o końcu historii, ona się rzeczywiście skończyła, ale tylko dla nich, dla ich trwania i egzystencji. Utwierdzało ich w tym poczucie własnej nieomylności i dogmatyzm. Taka wiara w nieomylność, niezmienność, w cud stworzenia własnego świata była, jak widzimy, niezwykle nierealistyczną i kruchą strukturą, a dziś jest źródłem rozczarowania i żalu.

Trump jest wytworem, demonem zbudowanym i przybyłym, nie z innej galaktyki, ale z przestrzeni, jaką neoliberalizm zafundował światu, ludzkości i samemu Zachodowi. I stąd, iż ta doktryna będąca ekskrementem cywilizowanej i nowoczesnej myśli zawładnęła całością kultury i świadomości. Nie żal mi was wcale, roniący krokodyle łzy nad efektami, jakie czyni w świecie buldożer pod nazwą Donald Trump. Trzeba było uważać, jak to mówił Kwinto. Wykluczeni, stygmatyzowani, niedopasowani, ruskie onuce, agenci Kremla, komuniści orientujący się na Pekin, sieroty po PRL-u (takie jak ja i jak ich nazywacie wy hiper-demokraci i liberałowie) muszą mieć gorzkie, ale zawsze, schadenfreude.

W kanadyjskiej prowincji Alberta trwa w tej chwili zbieranie podpisów pod przeprowadzeniem referendum w sprawie suwerenności tej najbogatszej części kraju. Temat referendum jest w tej chwili (przełom 2025/2026) intensywnie omawiany, a inicjatywa koncentrują się wokół maksymalnego zwiększenia autonomii prowincji, a choćby secesji. Premier prowincji, Daniele Smith, znana dziennikarka, działaczka społeczna o poglądach silnie konserwatywnych, przeciwniczka poprawności politycznej bada możliwość przeprowadzenia referendum dotyczącego stworzenia własnego systemu emerytalnego oraz policji prowincjonalnej, jak również ostatecznej kwestii niepodległości. Jest ona uważana za kanadyjską „trumpistkę”. Potrzeba zebrać ok. 178 tys. Podpisów, gdyż jest to 10 % wszystkich oddanych głosów w ostatnich wyborach na partię rządzącą w Albercie. Tak to tamtejsze określa prawo.

Jest wielce prawdopodobne, iż te podpisy zostaną gwałtownie zebrane. Zdjęcia i ujęcia filmowe wykonane w styczniowe weekendy pokazują mimo mrozu i śniegu, potężne kolejki ludzi ustawiających się, by złożyć podpis. Jedyne pytanie jakie ma być postawione w tym referendum, które mogłoby się odbyć jesienią br. ma brzmieć:

czy zgadzasz się, iż prowincja Alberta powinna przestać być częścią Kanady i stać się niepodległym państwem?

To nie jest ostatnia aktywność separatyzmu w tym regionie. Jean Baudrillard w „Rozmowach przed końcem” zdiagnozował tę sytuację następująco: „Kwitnące społeczeństwo i galopujące wykluczenie”. Tym samym społeczeństwo jest zbiorem sankcjonującym eliminację tych gorszych, stygmatyzowanych, wypędzanych na obrzeża cywilizacji do rezerwatów niczym Indianie, mający zniknąć z oczu tych, którym się udało i którzy tym samym są lepsi i godni szacunku.

I najsmutniejszym jest to, iż dziś tą nadzieją, tym mesjaszem, tym buldożerem burzącym gmach niesprawiedliwości, stał się przedstawiciel tandetnego i obscenicznego amerykanizmu, kapitalizmu z neoliberalna mordą, o osobowości narcyza i prymitywnego influencera.

Ktoś mi może zarzucić, iż nie żałuję Europy, Unii, stylu życia i osiągnięć, jakie Polska wraz z tą struktura osiągnęła i jak dostatnio, spokojnie, pięknie i radośnie się żyje w tej bańce nierzeczywistości. Mam niewielką dozę satysfakcji, choć boli bardzo, iż tego świata iluzji, ułudy i żądań natychmiastowej gratyfikacji konsumpcyjnej nie niszczy lewica. A odpowiedź w przedmiocie tej satysfakcji, iż ów świat ginie, mieści się w stwierdzeniu Thomasa M. Reida: „Nikczemność nosi różne maski. Najgroźniejszą i paskudną z nich jest cnota”.

Idź do oryginalnego materiału