Koniec listów. Duńska poczta już ich nie doręcza. A jakie są plany w Polsce?

1 dzień temu

To już koniec tradycji pisania listów? W Danii na pewno. Duńska poczta zakończyła w tym roku ich doręczanie. Także w wielu państwach europejskich tradycyjna poczta znajduje się pod presją, a klasyczną komunikację zastępuje ta elektroniczna. W Polsce jednak dostarczanie listów wydaje się być na razie nie zagrożone. I choć wolumen listów również gwałtownie spada to państwo polskie wciąż traktuje pocztę jako element infrastruktury publicznej, a nie wyłącznie biznes.

Państwowy operator pocztowy PostNord zaprzestał dostarczył ostatnie tradycyjne listy 30 grudnia, kończąc ponad 400 lat historii klasycznej korespondencji w tym kraju.

Dostarczanie listów nieopłacalne

Korzenie duńskiej poczty sięgają 1624 roku, kiedy król Chrystian IV powołał do życia pierwszy oficjalny system pocztowy. Przez stulecia był on jednym z filarów administracji i komunikacji państwowej, jednak w ostatnich dekadach został niemal całkowicie zastąpiony przez postępującą cyfryzację.

Jak podaje portal informacyjny Brussels Signal, liczba wysyłanych listów w tym 6-milionowym kraju spadła od 2000 roku o ponad 90 proc. – z ponad 1,4 miliarda rocznie do „zaledwie” około 110 milionów w ostatnich latach. Dostarczanie listów przestało być dla PostNord opłacalne, szczególnie w warunkach powszechnego korzystania z komunikacji elektronicznej, w tym z zaawansowanego systemu cyfrowej tożsamości MitID, za pośrednictwem którego odbywa się niemal cała korespondencja urzędowa.

PostNord skoncentruje się wyłącznie na doręczaniu paczek, korzystając z dynamicznego rozwoju handlu internetowego. Zmiana ta oznacza likwidację około 1,5 tys. miejsc pracy oraz zniknięcie z przestrzeni publicznej blisko 1,5 tys. charakterystycznych czerwonych skrzynek pocztowych, które dla wielu Duńczyków stanowiły element narodowego krajobrazu. Część skrzynek została już sprzedana lub wystawiona na aukcje – najlepiej zachowane egzemplarze osiągają ceny sięgające 2 tys. koron duńskich (około 1,1 tys. złotych).

Od stycznia Duńczycy przez cały czas mogą jednak wysyłać i odbierać listy za pośrednictwem prywatnego operatora Dao (znanego również jako Bladkompagniet). Procedura jest jednak mniej wygodna: listy trzeba nadawać w punktach Dao (lub dopłacić za odbiór z domu), a znaczki kupować online lub w aplikacji. Co interesujące duńscy eksperci zwracają uwagę, iż tradycyjne listy coraz częściej są wybierane przez młodszych ludzi, zmęczonych nadmiarem komunikacji cyfrowej.

Coraz mniej listów, ale w Polsce wciąż będą dostarczane

Dania nie jest wyjątkiem. W wielu państwach europejskich tradycyjna poczta znajduje się pod presją. Holandia już kilka lat temu ograniczyła doręczanie listów do kilku dni w tygodniu, a liczba skrzynek pocztowych została radykalnie zmniejszona.

Niemcy (Deutsche Post) i Francja (La Poste) utrzymują usługi listowe, ale systematycznie podnoszą ceny znaczków, jednocześnie inwestując głównie w logistykę paczkową. Wielka Brytania prowadzi debatę nad zniesieniem obowiązku codziennego doręczania listów, co jeszcze dekadę temu było politycznym tabu.


Są jednak także przypadki odwrotne. W krajach Europy Środkowo-Wschodniej, w tym w Polsce, wolumen listów również gwałtownie spada, ale państwo wciąż traktuje pocztę jako element infrastruktury publicznej, a nie wyłącznie biznes. W lipcu rząd zatwierdził też projekt nowelizacji Prawa pocztowego, który zakłada zwiększenie wsparcia finansowego dla Poczty Polskiej z 1,3 do blisko 2 miliardów złotych w latach 2026-2027. Koniec tradycyjnych listów nie jest rozważany.

Podobne podejście ma Szwajcaria. Z kolei Japonia utrzymuje rozbudowaną sieć pocztową, łącząc ją z usługami bankowymi i ubezpieczeniowymi, co pozwala finansować tradycyjne doręczenia.

Idź do oryginalnego materiału