Korporacyjna gra pozorów. Jak zarobić na PFRON

8 godzin temu

Mechanizm obniżania wpłat na PFRON, który miał wspierać zatrudnianie osób z niepełnosprawnościami, stał się w praktyce narzędziem quasi‑podatkowej optymalizacji dla zagranicznych korporacji. Koszt tego „sprytnego” systemu ponoszą polskie firmy, które biorą na siebie realne ryzyko zatrudniania.

Wiedzieliście, iż w Polsce to nie przedsiębiorcy, którzy zatrudniają najwięcej osób z niepełnosprawnościami, są największymi beneficjentami publicznego wsparcia, ale firmy, które potrafią najlepiej je „zdyskontować” w Excelu? No to już wiecie. Tak właśnie działa mechanizm obniżania wpłat na Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON).

Ulga, która stała się rabatem

PFRON to państwowy fundusz celowy, który gromadzi obowiązkowe wpłaty pracodawców i inne środki publiczne po to, by finansować rehabilitację, integrację społeczną i zawodową osób z niepełnosprawnościami. Ten fundusz wspiera m.in. dopłaty do wynagrodzeń pracowników z niepełnosprawnościami, dostosowanie miejsc pracy, różne programy aktywizacji oraz likwidację barier w życiu codziennym

Zgodnie z art. 22 ustawy o rehabilitacji zawodowej, pracodawca może obniżyć swoją obowiązkową wpłatę na PFRON choćby o 50 proc. dzięki zakupom u firm zatrudniających osoby z niepełnosprawnościami.

W teorii system miał premiować współpracę z pracodawcami integrującymi osoby z niepełnosprawnościami z rynkiem pracy, w praktyce zaś stworzył rynek agresyjnie handlowanych „odpisów”.

W rzeczywistości wysokość ulgi stała się elementem oferty handlowej – kolejną pozycją w tabeli rabatów obok skonta cenowego i odroczonego terminu płatności.

Dla dużych organizacji, zwłaszcza międzynarodowych korporacji, „odpis” nie jest instrumentem polityki społecznej, ale zgrabnie zaprojektowanym narzędziem do cięcia pozycji „PFRON” w rachunku zysków i strat.

Siła korporacji, słabość systemu

To w największych firmach koncentruje się zarówno najwyższa miesięczna należna wpłata na PFRON, jak i największy wolumen zakupów, które mogą tę wpłatę obniżyć. W efekcie korporacje dysponują podwójną dźwignią: skala płatności motywuje do maksymalnego wykorzystania ulg, a siła zakupowa pozwala wymusić na dostawcach jak najwyższy poziom odpisu.

Taka konstrukcja przepisów de facto premiuje największych graczy, pozwalając im negocjować „rabaty PFRON” na poziomach nieosiągalnych dla mniejszych nabywców.

Znaczna część efektu finansowego ulg – zamiast wzmacniać podmioty zatrudniające osoby z niepełnosprawnościami – materializuje się w bilansach dużych grup kapitałowych.

Zwykły pretekst

Formalnie wpłata na PFRON jest para‑podatkiem – obowiązkowym świadczeniem związanym z niespełnieniem wymaganego wskaźnika zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami.

System ulg pozwala największym podmiotom zamienić tę publicznoprawną daninę w wewnętrzny instrument planowania podatkowego, w którym cel społeczny zostaje sprowadzony do roli pretekstu.

Znamienne, iż emitentami ulg są w dużej mierze polskie podmioty – spółdzielnie inwalidów, zakłady aktywności zawodowej, przedsiębiorstwa społeczne – które zatrudniają osoby z niepełnosprawnościami i płacą podatki w Polsce.

To one realnie ponoszą koszty dostosowań stanowisk pracy, niższej wydajności wynikającej z niepełnosprawności oraz rozbudowanej obsługi administracyjnej systemu, podczas gdy część korzyści ulatnia się w globalnych strukturach korporacyjnych.

Dławiący gorset

Polscy przedsiębiorcy rzeczywiście tworzący miejsca pracy dla osób z niepełnosprawnościami ponoszą pełny ciężar zatrudniania – od adaptacji infrastruktury po specjalistyczne wsparcie – którego dziś nie kompensują dostępne dopłaty do wynagrodzeń (SOD). Jednocześnie to właśnie oni są zmuszeni sprzedawać ulgi jak kolejny produkt, pod presją dużych kontrahentów oczekujących maksymalnych odpisów.

Powstaje logiczna sprzeczność: im większą ulgę wynegocjuje korporacja, tym mniejszy realny margines pozostaje dostawcy na utrzymywanie i rozwijanie zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami.

System, który miał być finansową protezą dla rynku pracy, zaczął działać jak dławiący gorset – im mocniej jest wykorzystywany przez dużych, tym mniej tlenu zostaje dla tych, którzy faktycznie wykonują pracę społeczną.

Gra systemem

Art. 22, limitujący co prawda obniżkę do 50 proc. należnej wpłaty, w praktyce stworzył przywilej najbardziej atrakcyjny właśnie dla największych podmiotów – tych, które mają zasoby, by profesjonalnie „grać systemem”. Statystyki PFRON pokazują, iż kwoty nie wpływające do Funduszu z tytułu ulg sięgały setek milionów złotych rocznie, co wymusiło kolejne nowelizacje i próby uszczelniania mechanizmu.

Problem nie leży jednak wyłącznie w poziomie limitu czy szczegółach sprawozdawczości, ale w samej filozofii rozwiązania: społeczna odpowiedzialność została zredukowana do pozycji na fakturze, a rynek otrzymał sygnał, iż solidarność można negocjować jak cenę jednostkową.

W efekcie państwo, chcąc realizować politykę włączenia osób z niepełnosprawnościami, zbudowało system, który nagradza tych, którzy płacą najmniej – a nie tych, którzy robią najwięcej.

Brak jednego wózka

Całkiem niedawno, na jednej z branżowych konferencji menedżer dużej międzynarodowej korporacji pochwalił się, iż jego firma „aktywnie wspiera zatrudnienie osób z niepełnosprawnościami”, bo udało jej się właśnie zejść z wpłatą na PFRON do ustawowego minimum.

Po prezentacji podeszła do niego właścicielka niewielkiego zakładu pracy chronionej i z uśmiechem pogratulowała „zaangażowania”, dodając, iż w jej firmie takich wyników nie mierzy się Excelem, tylko liczbą wózków inwalidzkich na korytarzu. Mężczyznę zatkało. Wiecie, dlaczego? Bo w swojej firmie nigdy choćby jednego wózka nie widział.

Idź do oryginalnego materiału