Mikroprzedsiębiorstwa stanowią około 97 proc. wszystkich firm w Polsce i wytwarzają blisko 30 proc. wartości dodanej w gospodarce. Według danych PARP zapewniają również ponad 40 proc. miejsc pracy w sektorze MŚP. To oznacza, iż znaczna część polskiej gospodarki opiera się na małych firmach: jednoosobowych działalnościach, rodzinnych przedsiębiorstwach i wyspecjalizowanych usługach. Wiele małych przedsiębiorstw działa przy tym w zupełnie inny sposób niż duże firmy, które łatwo rozwijać, mierzyć i porównywać. Przewagą tych pierwszych nie jest skala, ale wiedza, doświadczenie, jakość produktów lub bliska relacja z klientem. Problem polega na tym, iż przepisy regulujące przedsiębiorczość i system wspierania jej rozwoju (granty, dotacje) są zwykle projektowane z myślą o mierzalnym i skalowalnym biznesie.
Co to oznacza w praktyce? Ten sam obowiązek administracyjny może być niemal niezauważalny dla dużej firmy, a dla niewielkiego przedsiębiorcy oznaczać kolejne godziny spędzone nad dokumentami zamiast nad rozwijaniem działalności. Rzadko jednak patrzymy na ten problem w szerszej perspektywie. Debata publiczna koncentruje się zwykle na pytaniu, czy państwo powinno rozdawać więcej czy mniej. Znacznie rzadziej zastanawiamy się nad czymś innym: czy państwo rzeczywiście traktuje wszystkie modele prowadzenia działalności jednakowo? A może bardziej wspiera te, których rozwój łatwo zmierzyć i wykazać w tabelkach?
Mała skala, wysokie koszty – przypadek branży modowej i rzemiosła
Asymetria regulacyjna obecna jest szczególnie w sektorach opartych na jakości, specjalizacji i kreatywności. Dobrym przykładem są małe marki modowe, pracownie rzemieślnicze czy mikroproducenci. Te podmioty, choć rzadko pojawiają się w debatach gospodarczych, są istotną częścią europejskiej gospodarki. Moda i przemysły kreatywne odpowiadają dziś za około 4,4 proc. PKB Unii Europejskiej i zapewniają zatrudnienie dla ponad 7,6 mln osób. Co istotne, około 99 proc. działających w nim firm stanowią małe i średnie przedsiębiorstwa, najczęściej funkcjonujące w formie mikrofirm, samozatrudnienia lub działalności projektowej. Skalę sektora dobrze pokazuje działalność organizacji SMEunited, reprezentującej ponad 12 mln małych przedsiębiorstw i rzemieślników zatrudniających blisko 50 mln osób, co tworzy jeden z fundamentów europejskiej gospodarki. Niestety, jego specyfika przez cały czas nie koresponduje ze sposobem, w jaki projektowane są regulacje.
Wydawałoby się, iż deklarowana filozofia prowadzenia biznesu sprzyja kreatywności. Komisja Europejska już w 2010 r. włączyła design do priorytetów polityki innowacyjnej UE, a i w dokumentach strategicznych tworzonych na różnych szczeblach zwraca się uwagę, iż przewaga konkurencyjna gospodarki nie powstaje wyłącznie dzięki nowym technologiom czy działalności badawczo-rozwojowej. Tworzą ją również design, marka, doświadczenie klienta oraz jakość usług. To właśnie dlatego sektor kreatywny coraz częściej postrzegany jest jako ważne źródło innowacji i wzrostu gospodarczego.
Niestety, na filozofii się kończy. Przede wszystkim dlatego, iż mała przedsiębiorczość oparta na działalności kreatywnej funkcjonuje według innej logiki niż biznes budowany z myślą o szybkim wzroście i maksymalizacji zysku. A państwo tej działalności kreatywnej nie ułatwia. Mała marka odzieżowa produkuje krótkie, oryginalne, często oparte na lokalnym rękodziele serie. Zara chociażby wprowadza nowe modele do sklepów i online choćby kilka razy w tygodniu, co daje liczbę około 40 000 nowych wzorów rocznie. Mała marka ponosi wiele tych samych kategorii kosztów co duże przedsiębiorstwo – związanych z projektowaniem, materiałami, logistyką czy promocją – ale rozkłada je na nieporównywalnie mniejszą skalę działalności. Zara dużo łatwiej absorbuje koszty regulacyjne i organizacyjne. W przypadku Zary dodatkowy obowiązek administracyjny oznacza zwykle kolejne zadanie dla istniejącego działu prawnego czy logistycznego. W przypadku niewielkiej firmy często oznacza to czas, który właściciel musi poświęcić nie na rozwój czy tworzenie nowych projektów, a na różnego rodzaju kwestie związane z regulacją.
Co gorsza, nakład pracy poświęcanej na obsługę obowiązków administracyjnych systematycznie rośnie. Według danych OECD wskaźnik ten wzrósł z 3,7 proc. w 2011 r. do 3,9 proc. w 2023 r. Nic więc dziwnego, iż ponad 60 proc. europejskich przedsiębiorstw wskazuje koszty administracyjne i organizacyjne jako jedną z głównych barier inwestycyjnych. W przypadku najmniejszych firm oznacza to, iż większa część ich zasobów przeznaczana jest na papierologię.
Konsekwencje tej nierównowagi szczególnie wyraźne są w handlu. Według danych OECD udział małych i średnich przedsiębiorstw w wartości sprzedaży europejskiego handlu detalicznego spadł z 57 proc. do 50 proc. między 2013 a 2023 r., podczas gdy największe podmioty systematycznie zwiększały swój udział w rynku.
Nie każda wartość daje się skalować
Problem nie ogranicza się wyłącznie do liczby formularzy czy obowiązków administracyjnych. Przede wszystkim dotyczy sposobu, w jaki instytucje publiczne postrzegają przedsiębiorczość.
Według ich logiki, najłatwiej dostrzec i opisać to, co można zmierzyć. Dlatego raporty dotyczące gospodarki, jak najnowszy raport PARP, skupiają się zwykle na produktywności, inwestycjach, zatrudnieniu czy formalnie definiowanej innowacyjności. Znacznie trudniej uchwycić działalność opartą na reputacji, marce, doświadczeniu, jakości usług czy wyspecjalizowanych kompetencjach, choć to właśnie one coraz częściej decydują o przewadze konkurencyjnej firm.
Podobny mechanizm widoczny jest w systemach grantowych i programach wspierania innowacyjności. Analitycy OECD zbadali ponad 2500 instrumentów wsparcia funkcjonujących w państwach członkowskich i zauważyli, iż choć większość z nich formalnie skierowana jest do sektora MŚP, tylko niewielka część uwzględnia rzeczywiste ograniczenia najmniejszych przedsiębiorstw. Jeszcze rzadziej programy wsparcia dostrzegają specyfikę działalności opartej na marce, projektowaniu, wiedzy czy innych aktywach niematerialnych.
To o tyle istotne, iż właśnie takie aktywa odgrywają coraz większą rolę we współczesnej gospodarce. Według OECD sektor usług odpowiada za około 70 proc. PKB państw rozwiniętych. W części rozwiniętych gospodarek inwestycje w aktywa niematerialne są już wyższe niż inwestycje w maszyny czy budynki. W 2024 r. wartość tych pierwszych wynosiła średnio około 13,6 proc. PKB wobec 11 proc. w przypadku inwestycji materialnych.
Powstaje więc paradoks. Im większą rolę odgrywają aktywa niematerialne, tym częściej przedsiębiorcy muszą udowadniać swoją wartość dzięki wskaźników, procedur i formalnych kryteriów, które zostały stworzone z myślą o zupełnie innym modelu gospodarki.
Samozatrudnienie i gospodarka wiedzy – przedsiębiorczość poza klasycznym modelem
Asymetria systemowa widoczna jest również w przypadku samozatrudnionych. W ostatnich dekadach ta forma aktywności zawodowej rozwijała się wraz ze wzrostem znaczenia usług specjalistycznych oraz większą elastycznością rynku pracy. Jednocześnie osoby samozatrudnione przez cały czas funkcjonują pomiędzy dwiema tradycyjnymi kategoriami. Pracownika i przedsiębiorcy.
Według danych Eurostat w 2023 r. samozatrudnieni stanowili około 18 proc. wszystkich pracujących w Polsce, podczas gdy średnia unijna wynosiła około 13 proc. Oznacza to, iż znacząca część współczesnej klasy średniej funkcjonuje dziś poza klasycznym modelem pracy, który przez dziesięciolecia stanowił punkt odniesienia dla polityk publicznych. Efektem a zarazem źródłem problemu jest sytuacja, kiedy współczesny rynek pracy zmienia się szybciej niż instytucje, które próbują go opisywać i regulować. Przykład? Banalny. Pracownik etatowy ma finansowany rozwój zawodowy przez pracodawcę lub jest wspierany przez różnego rodzaju programy szkoleniowe, o innych benefitach stałego etatu nie wspominając. W przypadku osoby samozatrudnionej koszty zdobywania nowych kompetencji, certyfikacji czy specjalistycznych szkoleń ponoszone są zwykle samodzielnie. Kolejny przykład? Jeszcze bardziej banalny. Chcący wziąć kredyt pracownik etatowy jest postrzegany przez instytucje finansowe jako bardziej przewidywalny niż samozatrudniony specjalista osiągający porównywalne lub wyższe dochody.
Oba przykłady pokazują, iż problem dotyczy nie tylko przepisów, ale całego modelu aktywności zawodowej i przedsiębiorczości, jaki jest rozumiany przez instytucje publiczne. A model ten w praktyce wypycha znaczącą ilość osób aktywnych zawodowo na margines. W efekcie muszą one samodzielnie kompensować ograniczenia systemu, który wciąż lepiej rozpoznaje tradycyjne formy zatrudnienia.
Formalna równość, realna koncentracja rynku
Skutki asymetrii systemowej nie kończą się na problemach pojedynczych przedsiębiorców, ale wpływają również na całą gospodarkę – nie tylko na jej wskaźniki ekonomiczne, ale też na jej kształt i zdolność rozwoju.
Im bardziej skomplikowane stają się obowiązki administracyjne i organizacyjne, tym łatwiej radzą sobie z nimi największe firmy dysponujące odpowiednim zapleczem finansowym i kadrowym. Dane OECD pokazują, iż od ponad dwóch dekad przewaga największych przedsiębiorstw systematycznie rośnie. W sektorze produkcji wydajność firm należących do światowej czołówki pod względem produktywności rosła średnio siedmiokrotnie szybciej niż w pozostałych przedsiębiorstwach, a w sektorze usług te różnice były jeszcze większe. W erze dominacji gigantów, która szczególnie przyspieszyła po kryzysie finansowym z 2008 r., coraz trudniej jest nowym firmom przebić się na rynku. W wielu państwach rozwiniętych tempo powstawania przedsiębiorstw pozostaje niższe niż przed kryzysem, mimo iż to właśnie młode firmy odpowiadają za znaczną część nowych miejsc pracy. Mniej nowych przedsiębiorstw oznacza nie tylko słabszą konkurencję, ale również mniej innowacji i wolniejsze tworzenie zatrudnienia.
Zjawisko to jest szczególnie widoczne w gospodarce cyfrowej. Duże platformy internetowe korzystają z efektu skali, inwestując ogromne środki w technologie, marketing i analizę danych. Dla niewielkich firm oznacza to konieczność konkurowania nie tylko jakością produktów czy usług, ale także zasobami, których często po prostu nie posiadają.
W teorii współczesna gospodarka głosi szczytne hasła rozwoju i przedsiębiorczości. W praktyce? Nagradza przedsiębiorczość rozumianą nie jako rozwijanie swojego biznesu, ale jako zdolność do funkcjonowania w zagmatwanej sieci regulacji i procedur.
Państwo zawsze projektuje jakiś model przedsiębiorcy
Przysłuchując się debacie o regulacjach gospodarczych, łatwo odnieść wrażenie, iż państwo stara się być całkowicie neutralne wobec różnych sposobów prowadzenia działalności. W praktyce jednak każda regulacja, każdy obowiązek administracyjny i każdy element systemu podatkowego wpływają na jedne modele biznesowe bardziej niż na inne.
Nie musi to oznaczać złej woli ustawodawcy, aczkolwiek naturalnym elementem współczesnej demokracji i legislacji są rozmaite stowarzyszenia i grupy interesów lobbujące na rzecz swoich członków. Problem jest bardziej złożony. Państwo z natury lepiej radzi sobie z tym, co można łatwo opisać, policzyć i kontrolować. Dlatego łatwiej funkcjonuje w świecie dużych organizacji, standardowych procedur i powtarzalnych procesów niż w świecie małych, wyspecjalizowanych działalności. Nic w tym dziwnego. Współczesne instytucje i rozwiązania administracyjne powstawały w czasach, gdy gospodarka opierała się przede wszystkim na przemyśle, dużych zakładach pracy i masowej produkcji. I to właśnie przemysł stworzył podwaliny dla takich regulacji, które w dużej mierze funkcjonują do dziś.
Problem pojawia się wtedy, gdy „przemysłowe” przepisy regulują gospodarkę szumnie nazwaną innowacyjną. Dlatego dyskusja o asymetrii systemowej nie sprowadza się do pytania, czy należy rozdawać kolejne pieniądze. Dane OECD i Komisji Europejskiej wyraźnie mówią, iż nie. Im bardziej skomplikowany system, tym większą przewagę zyskują ci, którzy dysponują zasobami pozwalającymi sprawnie go obsługiwać. Pytanie o regulacje jest zasadniczo pytaniem o to, jaki model gospodarki państwo wspiera poprzez samą konstrukcję swoich instytucji – choćby wtedy, gdy formalnie deklaruje neutralność wobec wszystkich uczestników rynku. A odpowiedź ma znaczenie większe, niż mogłoby się wydawać. Od niej zależy bowiem nie tylko to, jakie firmy odniosą sukces dzisiaj, ale jakie będą istnieć jutro.

4 godzin temu












