Ukraińska partyzantka jak Boko Haram

2 dni temu

“Wszelkie Hamasy i Boko Haramy to będzie pestka w porównaniu z partyzantką ukraińską, jeżeli oni (Ukraińcy przyp. KŁ) stracą możliwość walki regularną armią” powiedział wczoraj na antenie radia RMF24 Bartosz Cichocki. Bartosz Cichocki jest byłym podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w latach 2019-2023 pełnił funkcję Ambasadora RP na Ukrainie. W przeszłości był związany także z Ośrodkiem Studiów Wschodnich oraz Biurem Bezpieczeństwa Narodowego wydaje się zatem, iż wie o czym mówi.
W krótkiej analizie powyższych wypowiedzi pominę dwa wątki sygnalizując je jednak teraz tak, aby czytelnik nie odniósł mylnego wrażenia, iż zostały one niezauważone.
Po pierwsze: zestawienie Hamasu, a więc organizacji narodowowyzwoleńczej, walczącej z izraelską okupacją Palestyny, z Boko Haram jest daleko krzywdzące i świadczy o tym, iż Bartosz Cichocki niekoniecznie orientuje się w podstawowych niuansach polityki tzw. Bliskiego Wschodu. Po drugie, jeżeli założymy, iż pierwsza uwaga jest błędna i były Ambasador Polski na Ukrainie ma jednak wiedzę o różnicy pomiędzy organizacjami takimi jak Hamas i Boko Haram, to jego wypowiedź, w której zestawia jednym tchem oba zjawiska należy odczytywać jako powielanie propagandy Izraela.
Istotą wypowiedzi Cichockiego, która interesuje mnie najbardziej, jest jednak wizja niedalekiej przyszłości, jaką kreśli dyplomata. Otóż Ukraina “straci możliwość walki regularną armią” w momencie finalizacji postanowień pokojowych kończących proxy wojnę Zachodu z Rosją na Ukrainie. dla wszystkich, kto obserwuje kolejne kładzione na stół projekty zawarcia pokoju i kończące tę wojnę oczywistym jest fakt, iż są one coraz mniej korzystne dla państwowości Ukrainy. Rozgoryczenie, ferment, poczucie porażki, oraz świadomość tego, iż wysiłek ukraińskiego żołnierza mierzony hekatombą istnień ludzkich został roztrwoniony i zmarnowany przez skorumpowanych polityków musi doprowadzić do radykalizacji postaw, form politycznych ekspresji i organizacji partyzanckiej walki. I tu jak najbardziej ex ambasador ma rację. jeżeli dodamy do tego obrazu fakty, takie jak prowadzone bez żadnej kontroli rozdawanie broni długiej ukraińskim cywilom, oraz podsycany administracyjnie banderyzm funkcjonujący jako oficjalna ideologia walczącej Ukrainy, to sytuacja, którą opisuje Cichocki, robi się naprawdę poważna.
W dominującej wśród polskich elit narracji o ukraińskim banderyzmie ma on tylko jeden, wybitnie antyrosyjski wymiar, połączony z afirmacją tzw. Zachodu. Uważam, iż jest to koncepcja mylna, a choćby gdyby była prawdziwa, to bardzo gwałtownie się ona zmieni.
Inny PiSowski dyplomata w wywiadzie dla Wirtualnej Polski zauważył, iż Zachód będzie zmuszony po zakończeniu wojny do odtworzenia gospodarczych relacji z Rosją w duchu dobrosąsiedzkim. Oczywistym jest zatem, iż taka odbudowa relacji na linii Zachód-Rosja zostanie odebrana przez ukraińskie społeczeństwo mamione latami wizją Ukrainy partycypującej w dobrobycie Unii Europejskiej i NATOwskiego bezpieczeństwa jako zdrada.
Jeśli zatem dzisiejszy banderyzm nie ma wymiaru antypolskiego (co nie jest prawdą), to banderyzm za lat kilka na pewno tych cech nabędzie.
I to jest to zagrożenie, które powinniśmy zrozumieć.

Idź do oryginalnego materiału