Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) uchyliła decyzję z 2009 r. uznającą dwutlenek węgla i inne gazy cieplarniane za zagrożenie dla zdrowia publicznego. To przełomowy krok w amerykańskiej polityce klimatycznej. Może on oznaczać odejście od najbardziej restrykcyjnych regulacji ograniczających emisje w energetyce, transporcie i przemyśle. Waszyngton ocenia, iż deregulacja doprowadzi do obniżenia ceny samochodów o 2,4 tys. dolarów. Pozwoli też zaoszczędzić astronomiczne 1,3 biliona USD.
Decyzja z 2009 r., przyjęta za prezydentury Baracka Obamy, stała się podstawą dla najróżniejszych regulacji klimatycznych wprowadzanych w kolejnych latach. Na jej podstawie EPA regulowała emisje z elektrowni, samochodów osobowych, ciężarówek i wielu innych sektorów gospodarki. Uchylenie tego rozstrzygnięcia oznacza demontaż kluczowego narzędzia prawnego wykorzystywanego do wdrażania polityki tzw. dekarbonizacji.
Celem obniżenie kosztów życia
Szef EPA Lee Zeldin zadeklarował, iż zmiana ma „przebić serce klimatycznej religii” i zakończyć – jak to określił – erę „Green New Scam” („zielonego przekrętu”). Według administracji USA decyzja pozwoli wycofać regulacje generujące bilionowe koszty dla gospodarki. Pozwoli także obniżyć ukryte obciążenia nakładane na konsumentów i przedsiębiorstwa. W praktyce ma to oznaczać tańsze samochody, niższe koszty ogrzewania domów i większą konkurencyjność amerykańskiego przemysłu.
Jednym z pierwszych efektów zmian ma być korekta norm CAFE (Corporate Average Fuel Economy), czyli wymagań dotyczących średniego zużycia paliwa przez samochody. W ostatnich latach standardy te zostały zaostrzone do poziomu, który – według krytyków – był technologicznie trudny do spełnienia w przypadku aut spalinowych. De facto wymuszał przyspieszoną elektryfikację. EPA zapowiedziała również uchylenie części norm emisji gazów cieplarnianych dla pojazdów, co ograniczy presję regulacyjną na branżę motoryzacyjną.
Administracja podkreśla, iż zmiany mają wzmocnić krajową produkcję i przyciągnąć inwestycje, szczególnie w kontekście globalnej rywalizacji gospodarczej. W sytuacji gdy część państw europejskich – jak Niemcy czy Wielka Brytania – walczy z wysokimi kosztami energii i postępującą deindustrializacją, USA wysyłają sygnał deregulacyjny i proinwestycyjny.
Ograniczenie federalnych regulacji klimatycznych
Grunt pod decyzję został przygotowany wcześniej. W lipcu zeszłego roku Departament Energii USA opublikował raport wskazujący, iż modele klimatyczne – od lat wykorzystywane jako podstawa alarmistycznych prognoz – oferują „ograniczone wskazówki” co do rzeczywistej skali reakcji klimatu na wzrost stężenia CO2.
Zwrócono uwagę, iż większość zjawisk ekstremalnych nie wykazuje jednoznacznego trendu wzrostowego. Dodatkowo poziom mórz w Ameryce Północnej nie rośnie szybciej niż wcześniej. Raport wskazywał również na pozytywne skutki tzw. nawożenia atmosferycznego CO2 – wzrost produktywności roślin i poprawę efektywności wykorzystania wody.
Krytycy decyzji EPA zapowiadają batalie sądowe, które mogą potrwać choćby kilka lat i ostatecznie trafić przed Sąd Najwyższy USA. Jednak sam kierunek zmian jest jasny: ograniczenie roli federalnych regulacji klimatycznych w gospodarce.
Zwrot w myśleniu
Decyzja EPA wpisuje się w szerszą debatę o kosztach i skuteczności polityki klimatycznej. Analizy dotyczące europejskiej polityki ESG (Environmental, Social, Governance) wskazują, iż mimo intensywnych działań regulacyjnych nie przyniosła ona istotnej poprawy wskaźników emisyjnych ani trwałego przekierowania kapitału do „zielonych” inwestycji. Jednocześnie agresywne cele redukcji emisji i rozbudowane regulacje przyczyniły się do wzrostu kosztów energii. Ponadto spowodowały spadek konkurencyjności przemysłu oraz odpływ produkcji do państw o niższych standardach środowiskowych.
„Zielony” fundamentalizm w gospodarce – rozumiany jako bezwarunkowe podporządkowanie polityki przemysłowej celom dekarbonizacji – może prowadzić do deindustrializacji, wzrostu cen energii, utraty miejsc pracy i osłabienia bezpieczeństwa ekonomicznego. Przykłady Niemiec czy Wielkiej Brytanii pokazują, iż szybkie wygaszanie tradycyjnych źródeł energii bez adekwatnych alternatyw generuje napięcia gospodarcze i społeczne.
Uchylenie decyzji o szkodliwości CO2 to nie tylko korekta techniczna, ale symboliczny zwrot w myśleniu o relacji między ochroną środowiska a rozwojem gospodarczym. Administracja USA sygnalizuje, iż chce odbudować konkurencyjność przemysłu, obniżyć koszty dla konsumentów i ograniczyć zakres regulacji, które – jej zdaniem – nadmiernie obciążały gospodarkę.
Dla globalnych rynków może to oznaczać przesunięcie kapitału w stronę bardziej przyjaznych regulacyjnie jurysdykcji. Dla Europy – konieczność odpowiedzi na pytanie, czy dotychczasowy model transformacji klimatycznej nie wymaga korekty w obliczu rosnącej konkurencji ze strony się Ameryki.
Biznes Alert/ AC/

10 godzin temu





