„Warto poczekać na sprawiedliwość” – rozmowa z działaczką, która odniosła spektakularne zwycięstwo

5 godzin temu
Zdjęcie: ZUSKAS obrazki(15)


Dyrektorka Domu Pomocy Społecznej w Nowodworzu i działaczka Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa odniosła wielki sukces przed sądem pracy. Sąd w Tarnowie orzekł o przywróceniu jej na stanowisko na dotychczasowych warunkach. W uzasadnieniu sędzia wprost wskazała, iż zwolnienie miało charakter odwetowy za jej zeznania w głośnym procesie karnym.

Poniżej publikujemy rozmowę z Martą Jamrozik o kulisach jej zwolnienia, walce z lokalnym układem i determinacji w dążeniu do prawdy.

Związkowa Alternatywa: Próbowano Cię zniszczyć. Działania odwetowe wobec Ciebie, jako świadka w procesie, były ewidentne choćby dla sądu. Czy możesz wyjaśnić w skrócie, dlaczego stałaś się celem tych ataków?

Marta Jamrozik: Byłam głównym świadkiem oskarżenia w procesie karnym dotyczącym bezprawnego przejęcia majątku niepełnosprawnego mieszkańca naszego Domu Pomocy Społecznej.

Zeznawałam przeciwko swoim ówczesnym przełożonym – staroście powiatu tarnowskiego oraz dyrektorce Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Tarnowie, jak również przeciwko wójtowi gminy Szerzyny, notariuszowi i pracownikowi gminy. Ostatecznie pięć osób w tym procesie zostało skazanych na kary bezwzględnego więzienia. Wyrok nie jest prawomocny. Złożono apelację.

Naruszyłaś interesy lokalnego układu. Co stało się potem?

Bardzo gwałtownie po ogłoszeniu wyroku – zaledwie po dwóch, może trzech tygodniach – zostałam odwołana ze stanowiska. Jako pretekst wykorzystano rzekome uchybienia wykazane podczas kontroli w DPS. W rzeczywistości była to kontrola pozytywna, a drobne uchybienia posłużyły jedynie jako wygodny powód do mojego zwolnienia. Po prostu szukano na mnie haków i w ten sposób próbowano mnie ukarać.

Czy druga strona próbowała wtedy podjąć z Tobą jakikolwiek dialog?

Nikt ze mną nie rozmawiał. O swoim odwołaniu dowiedziałam się z mediów. Dopiero później przyjechał sekretarz powiatu w towarzystwie prawniczki z PCPR-u (Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie – red.) aby wręczyć mi wypowiedzenie. Nie podpisałam go, ale od razu zaczęłam się pakować. Nowa osoba pojawiła się na moim miejscu już następnego dnia o godzinie 9:00 rano.

Miałam zaledwie kilka godzin na opuszczenie gabinetu. Mimo to do końca starałam się rzetelnie zamknąć wszystkie bieżące sprawy. Protokolarne przekazanie jednostki odbyło się rano, bez żadnych problemów czy uchybień z mojej strony.

Sprawa trafiła do sądu pracy. Otrzymałaś tzw. zabezpieczenie roszczenia, nakazujące dopuszczenie Cię do pracy, którego starostwo jednak nie uszanowało. Jak to wyglądało w praktyce?

Starostwo całkowicie zignorowało sądowe zabezpieczenie w zakresie przywrócenia mnie do obowiązków. Ograniczyli się wyłącznie do wypłacania mi wynagrodzenia, i to z dużymi problemami. W międzyczasie wyrejestrowano mnie z ubezpieczeń społecznych i wysłano świadectwo pracy. Dopiero interwencja Państwowej Inspekcji Pracy zmusiła ich do ponownego zgłoszenia mnie do ubezpieczeń i wypłaty należnych pieniędzy.

Dlaczego Twoim zdaniem starostwo tak uparcie odmawiało przywrócenia Cię do pracy, mimo decyzji sądu?

Natychmiast powołano nową osobę pełniącą obowiązki dyrektora. Co więcej, mimo trwającego postępowania sądowego i istniejącego zabezpieczenia, celowo przeprowadzono konkurs, aby „zabetonować” tę nową osobę na stanowisku. Chodziło o stworzenie kolizji prawnej i uniemożliwienie mi powrotu pod pretekstem, iż etat jest już zajęty. Zrobiono to z pełną premedytacją.

Wielu pracowników i działaczy związkowych w tak trudnej sytuacji poddaje się lub brakuje im sił na walkę. Dlaczego Ty zdecydowałaś się pójść pod prąd?

To kwestia wychowania. W moim domu zawsze powtarzano, iż prawo musi znaczyć prawo, a sprawiedliwość – sprawiedliwość. Choć ta walka kosztuje niezwykle dużo energii i zdrowia, to kiedy patrzę w lustro, wiem, iż postąpiłam jak człowiek. Nie potrafiłabym postąpić inaczej. Nie umiem płynąć z prądem, bo z prądem płyną tylko śnięte ryby.

Wyrok sądu pracy jest jasny: wracasz na swoje stanowisko. Co powiesz współpracownikom pierwszego dnia po powrocie? Jakie będą Twoje pierwsze decyzje?

Powiem po prostu: „Dzień dobry, długo czekałam na ten dzień i wreszcie się doczekałam”. Będziemy pracować normalnie, a o wszelkich zmianach pracownicy będą informowani na bieżąco. Muszę najpierw dokładnie przyjrzeć się temu, co działo się w placówce przez ostatnie dziesięć miesięcy mojej nieobecności.

Czego ta cała sytuacja nauczyła Cię o kondycji polskiego samorządu i stanie praworządności w naszym kraju?

Przekonałam się o jednym: warto się zrzeszać i warto szukać pomocy na zewnątrz. Mimo wszelkich trudności sądy i prokuratura ostatecznie dążą do sprawiedliwości. Doświadczyłam ogromnego, realnego wsparcia ze strony związków zawodowych, które pomogły i mnie, i pracownikom. Prawdziwa siła tkwi w ludziach.

Ta sprawa pokazuje, iż samorząd nie jest bezkarny. Podlega kontroli obywateli, mediów, sądownictwa oraz prokuratury. Bezprawne działania prędzej czy później niosą za sobą konsekwencje. choćby jeżeli na sprawiedliwość trzeba długo czekać, ostateczny rachunek i tak zostanie wystawiony.

Source

Idź do oryginalnego materiału